Wróciłam z tygodniowego maratonu po czterech hotelach (służbowo) zakończonego spotkaniem z ludźmi z podstawówki. Class reunion 🙂 Zaczęłam od Krakowa, potem był Rzeszów, Katowice i Warszawa. W hotelu katowickim byłam pierwszy raz, bo dopiero niedawno dołączono go do mojego portfolio. Miałam dość sporo wolnego czasu, więc trochę po Katowicach pochodziłam. Od roku 2019, czyli od kiedy odwiedziłam go ostatni raz, dużo się zmieniło.
Nie zrozumcie mnie źle, miasto jest nadal koszmarne (przepraszam mieszkańców, nic nie poradzę na swoją opinię) ale przynajmniej ulice przy dworcu zmieniły się na korzyść. Na przykład stary budynek dworca jest odremontowany a wkoło są knajpy, ogródki, nawet jakaś fontanka i rzeźba. Zniknęły prostytutki i reklamy uciech dla panów. Ulica Mariacka, gdzie jest nasz hotel, też wygląda dobrze. Tylko że wiecie, to są wszystko knajpy, bary, lody i Żabki. Jakaś jedna galeria (w sensie sztuki). Brak ciekawych sklepików, butików, czegoś innego niż sieciówki, buty i żarcie.

Wiele miejsc, które pamiętam, nie istnieje. Np szkoła językowa, gdzie pracowałam i potem uczyłam się przez wiele lat angielskiego, wraz z jej słynnym klubem na wzór londyńskiego pubu, gdzie przesiadywali głównie lektorzy i uczniowie. Nie ma większości knajpek, gdzie chodziłam na zupki. Tylko sklep z bielizną koło ul Plebiscytowej jak był 30 lat temu, tak jest i teraz. Panie tam pracujące ogarną cię wzrokiem i już wiedzą, co i jaki rozmiar potrzebujesz.
Dworzec z czasów PRLu, unikatowy ponoć przykład brutalizmu ze sklepieniami kielichowymi, który dobrze pamiętam (śmierdziało szczochami i strach było tam chodzić) już dawno został zburzony i teraz obudowano go elegancką galerią handlową. Jest sporo ładnych murali w centrum, ale nie byłam w nastroju na szukanie i fotografowanie. Katowice mnie odzierają z energii. Nawet ukochanej Pijanej Wiśni nie ma, choć mogę polecić podobne miejsce o nazwie Wiśniewski.
Warszawa to zupełnie inny stan umysłu. Jest światowo i europejsko. Wszędzie coś się dzieje. Wybrałam się do teatru Kamienica, założonego przez nieżyjącego już Emiliana Kamińskiego i jego żonę. Jakieś spory i konflikty toczą się między teatrem a mieszkańcami tej samej kamienicy, nie wnikałam. Sam spektakl o tytule Niespodzianka naprawdę dobry. Recenzje ma mieszane, bo ludzie chyba spodziewają się lekkiej komedii, a to jest sztuka zabawna ale podszyta głębszymi rozkminami na temat małżeństwa, polityki, bogactwa i natury ludzkiej.

O Jaworznie napiszę osobno. Nie ma sensu całkowicie rozpakowywać walizki, bo za tydzień znów podróż. A na ostatnią chwilę wpadł mi nowy hotel w Gruzji i najprawopodobniej, jeśli wszystko zapnie się czasowo, jeszcze tej jesieni tam pojadę.