Okolice Dungannon

Byłyśmy w okolicach Dungannon już trzy razy i wciaż zaskakuje nas, jak dużo atrakcji jest w okolicy. Tych bardzo znanych, jak Stairway to heaven czy Gobbins path i Belfast, ale też mniej rozreklamowanych. A ile różnych tras do spacerów i lasów. W samym Dungannon odwiedziłyśmy Hill of the O’Neill, miejsce poświęcone rodzinie, jak się domyślacie, o nazwisku O’Neill‚ której historia sięga X wieku i której przedstawiciele byli tzw High Kings of Ireland (legendarni i historyczni pierwsi władcy Irlandii).

Dominacja klanu O’Neill zakończyła się w 1607 roku, kiedy Earl of Tyrone, Hugh O’Neill wraz z 99 innymi osobami uciekł z Irlandii po konflikcie z angielską koroną. To wydarzenie znane jest w historii jako Flight of the Earls. O’Neill oraz Earl of Tyrconnell, Rory O’Donnell, sprzeciwiali się angielskiej dominacji prowadząc dziewięcioletnią wojnę, która zakończyła się porażką. Przewidując, że mogą być pojmani i straceni, zawinęli się razem z rodzinami i sprzymierzeńcami do Hiszpanii. Z powodu sztormu wylądowali we Francji, gdzie odmówiono im pomocy (sojusz z Anglią). Również Hiszpania odwróciła się plecami. Uchodźcy spędzili jakiś czas w hiszpańskiej Holandii (to były tereny należące teraz do Holandii, Belgii i Luxemburga) a w końcu osiedli w Rzymie. Do Irlandii nigdy nie powrócili.

Bez dwóch silnych klanów, łatwo było przeprowadzić Plantation of Ulster, czyli zaludnianie przejętych ziem angielskimi i szkockimi przesiedleńcami. Całą akcją dowodził lord Chichester. To ważna figura w historii protestanckiej Północnej Irlandii, zawzięty wróg katolików i oczywiście rodzimych Irlandczyków. W XVIII wieku bogaty bankier/businessman wybudował na miejscu resztek zamku dom, który też już nie istnieje. Podczas tzw Troubles czyli konfiktu między protestantami a katolikami (w uproszczeniu) mieścił się tam wojskowy garnizon. Teraz można ze wgórza podziwiać widoki i zapisać się na tour z przewodnikiem. Nasza pani przewodnik wydawała się zadowolona, że ma coś do roboty, bo centrum nie wydaje się być szczególnie oblegane. Na moje pytanie o zainteresowanie historią odrzekła, że wszystkiego nauczyła się, kiedy dostała tę pracę. Zresztą powiedziała, że ją uwielbia. Lunch z widokiem, nie za dużo do roboty, spokój i cisza, czego tu nie lubić 😉

We Florence Court koło Enniskillen było znacznie więcej zwiedzających i chętnych na tour. Po połażeniu po bardzo ładnych ogrodach również byłyśmy chętne. Posiadłość wygląda na dużą, ale to tylko iluzja sprytnie zaaranżowana przez właścicieli. Tak naprawdę tylko jedno skrzydło jest prawdziwe i użytkowe a fałszywe drzwi w holu mają sugerować, że w domu jest więcej pokoi niż w rzeczywistości. Byłam już w wielu takich miejscach i znam te sztuczki: kopie okien i drzwi, sztuczne kolumny a la marmur i malowidła 3d na sufitach. Dom był własnością earlów Enniskillen do roku 1973, kiedy to kolejny lord już nie był w stanie utrzymać domiszcza i przekazał je dla National Trust. Młoda przewodniczka była wyraźnie feministycznie nastawiona i nie omieszkała podkreślić, że największe majątki do tej rodziny wnosiły kobiety, ale niestety ich córki nie mogły nic odziedziczyć, tylko synowie. A ponieważ synowie lubili pieniądze przepuszczać, to spadkobiercy znów musili szukać zamożnej panny.

Rezydencja nie była aż tak luksusowa, jakby się mogło zdawać. Przede wszystkim zimna i bez kanalizacji (nocniczki pod łóżkami) bo właściciele byli przeciwni wszelkim udogodnieniom i nie chcieli elektryczności. W końcu w latach 50tych w domu zagościł prąd, ale chyba coś źle okablowano i skończyło się pożarem. Tytuł earla of Enniskillen wciąż istnieje i jest przekazywany panom, w tym temacie się nic nie zmieniło. Obecnym lordem jest Andrew Cole, mieszkający na stałe w Kenii.

Pojechałyśmy do Glenarm Castle, który niestety był zamknięty dla zwiedzających, bo rodzina tam mieszka już od 400 lat (tzn nie ci sami ludzie, tylko kolejne pokolenia 😉 ) i tylko w niektóre dni można być oprowadzonym po domu przez ich majordomusa. Ogrody i sklepiki wkoło są urocze, niestety zamku nie widać zza drzew. Rodzina earlów of Antrim jest z tych zamożnych, obecny 10ty earl oprócz ziem, fabryk, stad krów i udziałów w różnych inwestycjach, jest też szychą w londyńskim city. A może jakiś Mickey Pearson ma pod zamkiem hodowlę marihuany, jak w filmie The Gentlemen. W przyszłym roku postaramy się tam wbić w dniu dla zwiedzających.

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.