O wilku mowa…

Ostatni dziki wilk w Irlandii został zabity w 1786 roku na zboczu góry Mount Leinster. Od tego czasu Irlandia znajduje się w trójce jedynych krajów europejskich, gdzie te piękne zwierzęta nie występują w naturze (razem w Wielką Brytanią i Islandią). Jak wiemy jeszcze z lekcji biologii ze szkoły, każde zaburzenie ekosystemu ma swoje konsekwencje. Populacje jeleni i innych ssaków z rodziny jeleniowatych wymknęły się spod kontroli. Przez to, że niszczą sadzonki drzew, utrudnia to zalesienie kraju, który między innymi z powodu wyrżnięcia lasów przez Anglików podczas wielowiekowej okupacji ma najniższy wskaźnik lesistości w Europie. Ogołocona roślinność negatywnie wpływa na ilość pszczół i motyli. Zwierzęta roślinożerne, bez presji ze strony naturalnych drapieżców, nie migrują i swobodnie żerują w jednym miejscu, nie dając roślinom szansy na regenerację.

Dyskusje na temat przywrócenia wilków i rysiów do irlandzkiego ekosystemu trwają od dekad. Wielkim orędownikiem tej idei jest lider partii zielonych. Oprócz zalet tego pomysłu, które już przytoczyłam, wymienia się jeszcze zmiejszoną liczbę wypadków samochodowych z powodu spotkania z jeleniem (każdego roku rejestruje się tu około 1300 kolizji, a ponoć wiele nie jest zgłaszanych) oraz brak nieszczenia zasiewów przez roślinożerne zwierzęta. Kto protestuje przeciw? Hodowcy owiec. Argument, że wilki są nieśmiałymi osobnikami i nie będą się zbliżać do owiec, które są na odkrytym polu, skoro mają wbród lepszego mięska w lesie, oraz że boją się psów, nie przekonują. Liczba wilków nie rośnie dramatycznie w miejscu bytowania – tempo wzrostu populacji jest niskie między innymi dlatego, że w stadzie rozmnaża się tylko dominująca para i tylko raz w roku, a śmiertelność małych wilczków jest wysoka.

Kolejny problem to zły PR. Od wieków wilki są postrzegane jako krwiożercze bestie. Kto zjadł Czerwonego Kapturka? Kto się zmienia w wilkołaka? Ile obrazów namalowano o atakach tych zwierząt na zaprzęgi konne (choćby Chełmoński). Owszem, zdesperowane i głodne wilki mogą się posunąć do takich czynów, ale to są ekstremalne sytuacje, do których w ówczesnej Irlandii nie dojdzie. Mamy w mitologii celtyckiej wzmianki o wilkach. Na przykład o wilkołakach z Ossory – wojownicy z Ossory posiadali zdolność zamieniania się w wilki i pod tą postacią atakowali chłopstwo i ich bydło. Ale mamy też historie pozytywne: Cormac mac Airt, legendarny Arcykról Irlandii z III wieku, według mitów przyszedł na świat w okolicach jaskiń Keash w hrabstwie Sligo. Po tym, jak jego ojciec poległ w bitwie, niemowlę zostało porwane przez wilczycę. Przyszły władca dorastał w wilczej watasze, biegając na czterech łapach i polując razem ze zwierzętami. Dzięki temu doświadczeniu nauczył się mądrości natury, a po powrocie do ludzkiego świata stał się najsprawiedliwszym z irlandzkich królów.

O miejscu zwanym Wild Ireland słyszałam od lat, tak samo jak o jego właścicielu Killianie McLauglin. To jeden z orędowników przywrócenia wybitych gatunków do Irlandii oraz pasjonat natury. Na terenie zakupionym z własnych środków stworzył sanktuarium, gdzie schronienie znalazły odratowane z różnych warunków i sytuacji zwierzęta. Możecie więcej poczytać TU i TU. To nie jest ZOO. Chciałam odwiedzić to miejsce nie tyle po to, by zobaczyć zwierzęta (bo równie dobrze mogłam nic nie zobaczyć, z powodu upałów mogły po prostu spać gdzieś schowane) ale dla poparcia idei. No ok, miałam nadzieję, że wilki będą na widoku.Trzy siedmioletnie już okazy były sierotami i Killian karmił je smoczkiem, przez to ma z nimi specyficzną więź i jest przez nie traktowany jak ojciec. Wild Ireland szerzy edukację o zwierzętach i można posłuchać bardzo interesujących pogadanek z opiekunami. Nie mówię – rzucajcie wszystko i jedźcie, ale będąc w okolicy Derry, na pewno warto tam wpaść. Ode mnie to kawał drogi, bo mniej więcej cztery godziny samochodem.

Ponieważ nie chciałam wyjeżdzać o szóstej, żeby dotrzeć do Donegalu na 10 rano, pojechałam dzień wcześniej i spędziłam noc w bardzo interesującym miejscu. Airbnb był 12 min samochodem od Wild Ireland ale po stronie Irlandii Pł czyli UK. Miałam sześć minut na piechotę od niewidzialnej granicy między oboma krajami, którą symbolizowały tylko znaki organiczenia prędkości w kilometrach, nie w milach. Dom był tzw period house czyli historycznym obiektem i na pewno jego historia jest ciekawa, ale nie miałam okazji jej poznać. Właściciel napisał mi, że będzie wracał koło pierwszej nad ranem i nie ma innych gości, więc byłam sama w sporym domu i mogłam się pokręcić wszędzie, bo wszystkie pomieszczenia były zapraszająco otwarte. Kiedy pokazałam potem zdjęcia znajomym, prawie wszyscy uznali, że dom wygląda jak zamieszkały przez duchy i jak ja się nie bałam tam być sama 😀

Tu jest link więc dajcie znać, nawiedzony dwór czy wręcz odwrotnie 😉

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.