Waterford

Gość w dom – przyjechała do nas koleżanka nie tylko blogowa Dita vel Kat. Do nas – bo jedną noc spała u mnie, jedną u innej koleżanki, a pośrodku pojechałyśmy do Waterford. Byłam tam raz dawno temu i d.upy mi nie urwało. Ale tym razem mi się spodobało. I do tego tylko godzina z hakiem od mojego domu. Akomodacja w bungalowie ze słomianym dachem, około 10 min jazdy z miasta, była ok, aczkolwiek jakoś specjalnie nie polecam, więc nie linkuję. Zrobiłyśmy krótki acz treściwy walking tour, pojechałyśmy do Dunmore East a drugiego dnia do mojego ulubionego Abbeyleix i Dita wróciła do swojego Chester. A po paru dniach spotkałam się z nią w Liverpoolu, o czym pewnie napiszę.

Waterford jest pierwszym irlandzkim miastem. Założyli go wikingowie, którzy przypłynęli do wybrzeży Irlandii w 853 roku ale tak porządnie to osiedlili się dopiero w 914 roku. Jak powiedział nam przewodnik – wiking to zawód. Dość ciekawy, bo polegający na atakowaniu opactw i zamków, grabieży co się dało i mordowania . Ale po jakimś czasie wikingowie zmienili strategię i zaczęli się w różnych krajach osiedlać. Czyli taka emigracja bardziej. Stopniowo mieszali się z rodzimą ludnością, a że byli wysocy i przystojni w porównaniu z Celtami, to wiadomo, jak to się skończyło. Po latach geny tak się wymieszały, że powstała społeczność określana jako Norse-Gaelic. A w międzyczasie reszta Irlandii podzielona była na odrębne królestwa, często będące z sobą w konflikcie. Niby był High King czyli Cappo di tutti capi, ale nie sprawował faktycznej władzy nad resztą.

Może nie wiecie, że Irlandczycy nie gęsi i też mają swoją Helenę Trojańską. Derbforgaill miała na imię i pochodziła z ważnej i ustosunkowanej rodziny. Miała też duży majątek osobisty, bo jeśli pamiętacie mój post o Brehan Law, kobiety miały wtedy sporo przywilejów i między innymi mogły dziedziczyć i mieć własne majątki i dochody, które nie przechodziły na męża po ślubie. Derbforgaill wyszła za mąż i miała dzieci, ale najwyraźniej owdowiała, bo poślubiła Tiernana O’Rourke, jednego z królów.

W 1152 roku dwaj rywale do głównego tronu High King zjednoczyli swe siły w walce o władzę, a dołączył do nich Dermot McMurrow, którego znamy jako irlandzkiego Konrada Mazowieckiego (tylko że on zamiast Krzyżaków, to Normanów sprowadził). Trójka panów zaatakowała terytorium O’Rourke’a, a dalsza historia zromantyzowała się z czasem i uczyniła z Dermota i Derbforgaill kochanków, którzy zadurzyli się w sobie od pierwszego wejrzenia. Ona postanowiła uciec od męża, a ten z zemsty skrzyknął się z innymi i pozbawił Dermota tronu w Leinster. Ale prawda jest chyba mniej atrakcyjna i Dermot raczej siłą uprowadził kobietę a także zabrał jej kosztowności, bydło i co tam się udało zgarnąć. To się chyba nie spodobało jego sojusznikowi, bo sprzeciwił się przetrzymywaniu kobiety wbrew jej woli i pomógł jej wrócić do męża. Wkurzonego męża rzecz jasna, który przez kolejne kilkanaście lat knuł i knuł, dopóki Dermot nie stracił tronu.

A potem Dermot sprowadził do Irlandii słynnego rycerza Strongbow i zaoferował mu rękę swej córki Aoife, a przez to odziedziczenie królestwa Leinster, oczywiscie o ile ów pomoże mu to królestwo odzyskać. Zgodnie z Brehan Law kobiety nie można było zmusić do małżeństwa, ale Aoife i tak za mąż kiedyś by wyjść musiała i raczej nie z miłości, więc czemu nie za Strongbowa, który, jak sugeruje przydomek, miał mocny bow 😉 a chyba też był przyjemny dla oka. Tak więc ślub między Aoife a rycerzem został zawarty w katedrze w Waterford. A potem Anglo-Normanie się rozpanoszyli i wynieśli dopiero po 800 latach.

Co się stało z Derbforgaill? Dużo o tym wiemy z różnych zapisków i dokumentów. Żyła bardzo długo jak na tamte czasy, bo do wieku 85 lat. Była szczodrą darczynią na rzecz kościoła. Ufundowała wiele klasztorów i zmarła w Clonmacnoise. Niestety, nie wiadomo gdzie znajduje się jej grób. Nie wiadomo też, gdzie dokładnie znajduje się nagrobek Aoife, kobiety, która tak samo jak Derbforgaill została wciągnięta w wielką politykę. Gdzieś w Tintern Abbey w Walii. Potomkowie Aoife i Stronbowa istnieją, na pewno jest ich mnóstwo, ale wywodzą się z linii żeńskiej od córki Isabelii, która miała dziesięcioro dzieci a każde z nich oczywiście swoją gromadkę. Po kilku wiekach męska linia tej odnogi wygasła, ale geny przeniosły znów kobiety.

Z Waterford powiązanych jest wiele interesujących historii, nie tylko ta o ślubie Aoife i Strongbowa. Kto wiedział (bo ja nie) że hucznie obchodzony na całym świecie dzień św Patryka zawdzięczamy franciszkaninowi o nazwisku Luke Wadding, Waterfordczykowi z urodzenia? W XVII wieku Luke robił karierę w korporacji zwanej Kościół Katolicki. Po awansie wyjechał do Rzymu, gdzie, podobnie jak ojciec Jakub z serialu 1670, zamawiał pomyślność dla Irlandii. Przydzielono mu pracę polegającą na spisaniu wszystkich świętych w specjalnym kalendarzu liturgicznym. Luke wykorzystał sytuację, by wmiksować do spisu Św. Patryka, który do tej pory był znany i czczony tylko lokalnie w Irlandii. Ponieważ każdy święty musi mieć jakiś „cud” w cv – ksiądz wpisał: wygnanie węży. Od tamtej pory Św Patryk ma swój oficjalny dzień 17 marca, a pierwsza parada odbyła się w 1903 roku właśnie w Waterford. Nic, tylko trzeba mieć wtyczki w wysokich kręgach. A Luke doszedł wysoko w hierarchi kościoła i był nawet brany pod uwagę przy obsadzaniu stanowiska papieża.

W Waterford narodził się też twórca irlandzkiej flagi Thomas Francis Meagher. Jego ojcic był pierwszym katolickim burmistrzem od czasów Cromwella a sam Thomas stał się radykalnym nacjonalistą. Podczas pobytu we Francji zainspirował się francuską flagą i postanowił zaprojektować podobną dla Irlandii, która wtedy oczywiscie nie była niepodległa. Trzy kolory oznaczają: zielony to katolicy, pomarańczowi to protestanci, a biel symbolizuje pokój między nimi. 7 marca 1848 roku flaga po raz pierwszy zawisła publicznie w Waterford przy ulicy The Mall 34 i pozostała tam przez 8 dni, dopóki nie ściągnęły jej brytyjskie władze.

Dalsze losy Thomasa są niezwykle interesujące. Po historii z flagą wziął udział w powstaniu przeciw władzy brytyjskiej, które zostało stłumione a on został skazany na śmierć poprzez powieszenie a następnie poćwiartowanie (myślę, że po powieszeniu już byłby na tyle martwy, iż ćwiartowanie nie miałoby żadnego sensu). Z powodu ogromnych protestów królowa Wiktoria zmieniła karę na dożywotne zesłanie do Tasmanii. Jednakże młodzieniec nie miał zamiaru tam bezczynnie tkwić – pewnej nocy zakradł się na statek wielorybniczy płynący do Ameryki i wkrótce pojawił się w Nowym Yorku, witany przez ogromną liczbę irlandzkich emigrantów jak bohater.

Zaczął studiować prawo, wygłaszać płatne odczyty i żył jak celebryta. Po wybuchu wojny secesyjnej poparł północ. Stworzył i dowodził legendarną Brygadę Irlandzką, słynącą z szaleńczego wręcz bohaterstwa. Sam Meagher wielokrotnie uniknął śmierci biorąc udział w bitwach i potyczkach. Po zakończeniu wojny został mianowany najpierw sekretarzem a potem gubernatorem Montany. To był prawdziwy Dziki Zachód, gdzie mierzył się z bezprawiem i samosądami. Zmarł w wieku zaledwie 43 lat, kiedy płynąc statkiem do Missouri wypadł za burtę. Nie wiadomo, czy był pod wpływem alkoholu, choroby, czy może ktoś się go pozbył.

A tak w ogóle w Waterford jest pełno Polaków, do czego już nie jesteśmy tak przyzwyczajone (w naszych niewielkich miasteczkach jest inaczej) więc zapominałyśmy, że ktoś może rozumieć, o czym mówimy. Nie żeby to było coś obraźliwego, ale na przykład kiedy weszłyśmy do showroomu słynnego Waterford Crystal, gdzie stały przeróżne kryształy, koleżanka rzuciła: nawet za darmo bym tego nie wzięła, na co ekspedientka powiedziała: Dzień dobry.

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.