Ponownie Łódź i Warszawa

Wróciłam z kolejnej podróży pół służbowej, pół prywatnej. Odwiedzałam hotel w Łodzi i spędziłam dwa dni w Warszawie. Może pamiętacie, że byłam Łodzią oczarowana, głównie sklepami i zrobionymi tam zakupami (sukienki, buty, garnitury). Nie wiem, co się porobiło, ale teraz posucha. Może mi się już nic po tych gruzińskich projektantach i butikach nie podoba 😉 Nawet w moim pewniaku, sklepie, gdzie zawsze coś interesującego było, tym razem jakieś dziwne rzeczy dla starszych pań. Ok, pomyśli ktoś, mam 55 lat, więc teoretycznie… ale nie. Nie dla mnie grochy, kraty, bezkształtne wory, zapętlenia na brzuchu, co by go ukryć (a ja mam brzuch płaski jak nigdy w młodości, więc go ukrywać nie mam zamiaru) ani suknie z koła w kwiaty. Ogólnie jakoś ponuro i smutno było – w sklepach ciemno i panie ekspedientki zapalały światło, jak ktoś wchodził. Jedna powiedziała: oszczędzamy na prądzie, ten rząd nas wykończy.

Na pewno się rozruszało w weekend, bo odbywał się festiwal światła. Spałam w naszym hotelu, ale pierwszą noc w ulubionej miejscówce z wolno stojącą wanną. Kocham to miejsce. W Warszawie natomiast wynajęłam apartament na starym mieście, nie wiedząc, co mnie czeka, bo ta firma ma kilka różnych mieszkań. Więc szczęka mi opadła, jak weszłam, bo miałam widok na Stare Miasto z drugiego piętra, a mieszkanko było ekstra duże i naprawdę fajne. Muszę dodać, że rycerskość w narodzie jest, bo gdziekolwiek się przemieszczałam z moją dużą walizą, to mężczyźni się rzucali do pomocy. Dosłownie rzucali się.

Warszawa to Lalka na każdym kroku. W księgarniach, na plakatach filmowych, autobusach, bilboardach. Dowiedziałam się właśnie z wystaw sklepowych, że istnieje powieść Marionetka, o potomkach Izabeli i Wokulskiego (ebook zakupiony, ale nie jest to wybitne dzieło). Nasz hotel w Warszawie mieści się w budynku, gdzie „mieszkał” Wokulski – jest na nim tablica pamiątkowa. Obok kręcono dwie Lalki i można było to oglądać z okien pokoi hotelowych. Spotkałam się z dwoma znajomymi (z osobna) i poszłam do teatru Garnizon Sztuki, na spektakl Przyjaciele.

Bardzo dobra sztuka o dwóch parach małżeńskich, zagrana przez dwie pary małżeńskie 🙂 Niby śmiesznie, ale pod warstwą humoru naprawdę ciekawe rozkminy o szczerości, przyjaźni, kłamstwie, z interesującym zakończeniem. Cała sala wypełniona po brzegi. Ogólnie Warszawa, mimo że pustawa bo po sezonie, była i tak pełna życia w porównianiu z Łodzią.

Naromiast już wracając, byłam świadkiem szokującej obsługi klienta w sklepie duty free na lotnisku w Modlinie. Stanęłam w kolejce do kasy, gdzie już toczyła się dyskusja po angielsku między dwiema dziewczynami, chyba Ukrainkami, a sprzedawczynią. Wywnioskowałam, że jedna z kobiet zrzuciła coś niechcący plecakiem i kazano jej za to zapłacić. Ona spokojnie poprosiła o pokazanie jej regulaminu sklepu. Sprzedawczyni bardzo ostro i agresywnie odpowiadała po angielsku, dodając na cały głos komentarz po polsku, że jak zrzuciła coś to „sorry gregory” trzeba patrzeć, jak się łazi. W końcu poszła niby po menadżera i wróciła mówiąc: niech idzie, głupia pinda. Baba włożyła sobie identyfikator do kieszonki, pewnie celowo. Mnie już obsługiwał kto inny, ale nie mogłam tak tego zostawić i powiedziałam, że jej zachowanie jest szokujące i że napiszę skargę, co też zrobiłam. Teraz żałuję, że nie poprosiłam menadżera i nie zrobiłam tam afery. Nie lubię się wykłócać ani angażować w przepychanki. Niemniej jednak ten babsztyl mi krew zagotował. Z takim chamstwem się nie spotkałam wcześniej.

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.