Czasem praktykuję extra szybkie city breaki. Wsiadam do samolotu po szóstej rano, wracam ostatnim lotem i jestem w domu koło północy. Jeden dzień, a można się znaleźć w całkowicie innym świecie. Przeważnie mam jakiś konkretny cel – w sobotę 25go sierpnia była to wystawa prac Constantina Brâncuși w Berlinie. Jeśli chodzi o sztukę, to za rzeźbiarstwem nie przepadam, choć nie sposób nie podziwiać realistycznych dzieł takich jak kobiety obleczone delikatnym welonem. A Brâncuși to abstrakcja, którą mi często trudno zrozumieć. Mimo to zakochałam się w niektórych jego pracach i chciałam je zobaczyć na żywo. Oglądanie zdjęć czegokolwiek nigdy nie odda wrażenia, jakie ma się widząc to na własne oczy.
Brâncuși to interesująca postać (myślę, że w Polsce jest mało znany, choć uważa się go za ze jednego z najbardziej wpływowych rzeźbiarzy XX wieku). Urodził się w małej wiosce w Rumunii jako syn ubogich farmerów. W wieku 11 lat opuscił dom i zaczął samodzielne życie (aż się wierzyć nie chce) utrzymując się z dorywczych prac. Kiedy miał 18 lat, jego umiejętności rzeźbienia w drewnie wywołały zainteresowanie i tak przyszły artysta dostał się do Craiova School of Arts and Crafts a potem do bukaresztańskiej National School of Fine Arts. Po uzyskaniu dyplomu postanowił wyruszyć do Paryża. Cała drogę przeszedł pieszo, zatrzymując się po to, by dorobić na dalszą wędrówkę. Trasa zajęła mu mniej więcej pół roku. Paryż był miejscem, gdzie sztuka unosiła się w powietrzu jak bryza wiatru. Brâncuși szybko rzucił się w wir znajomości, a jego talent znalazł uznanie w oczach samego Auguste Rodina, który zaproponował mu stanowisko asystenta w swym studio. Ale Constantin wytrzymał tam tylko tygodni, komentując swe nagłe odejście słowami, które przeszły do historii: Nic nie wyrośnie w cieniu wysokiego drzewa. Trzeba przyznać, że rzeźbiarz miał duże poczucie własnej wartości ale też pewnego rodzaju butę 😉
Kiedy Brâncuși zaczął pokazywać swe dzieła w pracowni oraz na wystawach, odbiór był mieszany. Artykuły w prasie pisały o rzeźbiach, które przypominają wielkie jaja w podstawce. „Whatever this may be – it is not art” mówiły tytuły gazet. Rzeźba zatytułowana Princess wzbudziła skandal i została usunięta z wystawy – najwyraźniej nie tylko moim zdaniem przypomina penisa. Ale od czego byli Amerykanie. To dzięki nim wielu europejskich impresjonistów i modernistów mogło sobie mieszkać na Montparnasse i tworzyć, niezrozumieni przez środowisko, ale uznani przez nowobogackich po drugiej stronie świata. Tak dużo zawdzięczamy amerykańskim milionerom z epoki Gilded Age i poźniejszych. Od ratowania fortun zubożałych arystokratów małżeństwami z ich córkami, po finansowanie artystów, którzy inaczej klepaliby biedę. Oczywiście Amerykanie musieli odkryć i zakochać się w Brâncușim. Nie wszyscy, na przykład amerykański urząd celny nałożył 40% cła na rzeźbę Bird in space, klasyfikując ją jako: metalowe utensylia domowe. Doprowadziło to do rozprawy sądowej, podczas której sędzia musiał przyznać, że przedmiot jednak jest sztuką, choć jak ptak nie wygląda.

No więc pojechałam do Berlina na wystawę. Rzeźby były wyeksponowane na dużych, prostych i jednolitych powierzchniach w otoczeniu marmuru i granitu i od razu pomyślałam, jak wspaniale wyglądałyby w domu, jaki zawsze mam w głowie myślac o idealnym miejscu dla siebie – minimalistycznym, o dużych przestrzeniach i dużych oknach czy nawet ścianach ze szkła. Może to tylko moje odczucie, ale wypolerowane metalowe i kamienne okazy zamiast poczucia chłodu i twardości wydały mi się ciepłe i zachęcające do dotyku. Słowo SOFT przychodzi mi do głowy i trudno mi jest to przetłumaczyć na polski, bo nie chodzi o mi o miękkość fizyczną. Moją ulubioną rzeźba i właśnie tę chciałabym mieć na własność, jest Mlle Pogany. Węgierska artystka pozowała mu kilka razy i współpraca zaowocowała kilkoma wersjami popiersia kobiety jak i wieloletnią przyjaźnią. Na pewno rozmawiałabym z wyrzeźbioną w brązie Mlle Pogany. Wygląda na bardzo inteligentną i empatyczną, z tymi ogromnymi oczami. Wycena – gdyby oczywiście rzeźba była kiedykolwiek do kupienia – to przedział między 80 a 120 ml dolarów.

Miałam dużo czasu na pochodzenie sobie po Berlinie, który bardzo lubię. Niestety, tego samego dnia, jak już byłam w samolocie lecąc do domu, rozpędzony samochód wjechał w grupę ludzi biorących udział w paradzie PRIDE. Zginęła jedna osoba a zamachowiec został zastrzelony przez policję.
