Gruzja – wstęp

Gruzja jest fascynująca 🙂 Tbilisi jest eklektyczne i wibrujące. Góry są majestatyczne, a ludzie otwarci i gościnni. Chcę tam wrócić jak najszybciej się da, a kto wie, może właśnie tam będzie moja baza na emeryturze 😉

Żeby nie było, są minusy. Gorąco 🙂 Za dużo jedzą Gruzini a do tego wciskają jedzenie gościowi 😉 na szczęście miałam przygotowaną gadkę, że mam problemy zdrowotne i muszę się ograniczać. Potem było tylko: Ewa, tsota, tsota, czyli: troszkę. Więc skubałam troszkę, zapijając winem (jakoś się nikt nie zdziwił, że kłopoty żołądkowe nie dotyczą alkoholu).

Sytuacja polityczna jest niespokojna i pewnie jest wiele innych rzeczy, które są widoczne dla ludzi mieszkających tam na stałe. Bardzo mi było żal psów, które są wszędzie i śpią na chodnikach, w parkach, przy drodze. Co prawda wytłumaczono mi, że ich właścicielem jest społeczność i nic się im złego nie dzieje. Mają w uchu żółty chip, który oznacza, że są wysterylizowane i zaszczepione. Są na pewno najedzone i szczerze to faktycznie nie wyglądają na nieszczęśliwe, ale mimo to…

Do Tbilisi leciałam przez Istanbuł. Wyszłam z domu o 1.30 nad ranem i dojechałam na miejsce o 10 wieczorem tamtejszego czasu. Nie mogę spać w samolocie więc byłam tak padnięta, że nie obudziłam się rano na zarezerwowany walking tour na 10. Zrobiłam inny po południu. Pierwsze trzy noce spędziłam w apartamencie zarezerwowanym przez booking.com, a potem przeniosłam się do naszego hotelu, który odwiedzałam służbowo. Celem mojej wizyty były także treningi dla nowego hotelu, który jest jeszcze nie otwarty. Byłam tam również, by zobaczyć, jak przebiegają prace.

Miejsce zarezerwowane w tzw Old Tbilisi miało świetną lokalizację – parę minut od Placu Wolności, który jest centralnym punktem tej dzielnicy. Nie do końca polecam, choć miałam świetny pobyt, a gospodarze byli przemili. W opisie mieszkania nie uwzględniono, że wchodzi się do niego poprzez część, gdzie mieszkają właściciele – praktycznie przez ich kuchnię. Mieszkanie było spore, dobrze wyposażone, z fajnym tarasikiem. Ale tylko jedna sypialnia miała klimę. Akurat byłam sama, ale gdyby ktoś miał używać drugiej sypialni, to słabo.

Kolejnego dnia pojechałam z zorganizowaną wycieczką w góry – będzie kolejny post o zwiedzaniu – a potem były dni pracowe, ale serio, czułam się jak na wakacjach non stop. Nowy hotel jest koło 2 godzin jazdy przez góry od Tbilisi. Będzie otwarty w grudniu, ale już widać, jaki będzie piękny. A widoki…. z każdej strony góry. Basen, spa, winnica, duża sala bankietowa na 200 osób, restauracja, bar. Meble wykonane na zamówienie, żyrandol sprowadzony skądśtam – ogólnie widać kasę.

Przywieziono mnie tam, rzecz jasna, oprowadzono, a potem była biesiada z winem. Giorgi, który miał mnie odwieźć z powrotem, też pił wino. Pytam się: możesz prowadzić po alkoholu? A on na to: this is Georgia. Często to słyszałam. Możesz tu parkować? No, but this is Georgia. Muszę mieć pozwolenie na budowę hotelu? Well, this is Georgia.

Przez kolejne 2 dni prowadziłam treningi, a potem jeden bardzo miły i przystojny młody człowiek (37 lat ale do mnie młody 😉 ogarniał mi czas. Zakupy, drinki, zwiedzanie, lot uwięzionym balonem nad miastem, wjazd kolejką na punkt widokowy itp. Myślicie, że za coś zapłaciłam? Women do not pay. This is Georgia. W sobotę przed wyjazdem miałam dzień wolny, ale ten sam młody człowiek zabrał mnie poza miasto i potem na piknik. Na lotnisko też mnie zawieziono. Nie może być, żeby gość zamawiał taksówki. This is Georgia:)

Obdarowana winami, obkupiona w super ciuchy (Gruzińscy fashion designers), zrelaksowana, pełna wrażeń i fantastycznych wspomnień, z niechęcią wracałam. Gdyby nie mój kot, zostałabym na kolejny tydzień 🙂 Ale teraz, kiedy mam Gruzję w swoim portfolio, będę jeździć co rok, raczej dwa razy. Dostanę najprawdopodobniej również hotele w Batumi i Gudauri. No i kto wie, może pojadę też wcześniej prywatnie 🙂

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.