„Dane nam było słońca zaćmienie” śpiewał Felicjan Andrzejczak w „Jolka Jolka” (młodzi ludzie – posłuchajcie na YT i nie oburzajcie się na wstawki typu: autobus Arabów 🙂 ) Mnie dane było dwa razy, bo pamiętam pełne zacmienie w 1999, które podziwiałam przez gogle spawacza (znajomego spawacza zresztą) oraz wczorajsze. Mówię Wam, że jakbym się w porę zorientowała, to mogłam nakupić hurtowo takie specjalne okularki i sprzedawać z 300% przebitką, takie było zapotrzebowanie. A do tego np wiatraki, bo jest tak gorąco, że wykupiły się na pniu. Na naszych lokalnych stronach fejsbukowych ludzie piszą, gdzie je akurat rzucili. Normalnie jak w komunie, tylko reglamentacji brakuje.
Ale wracając do zaćmienia. Kiedy wyszłam z domu na spacer, mnóstwo osób stało na zewnątrz z durszlakami i takimi łychami do odcedzania frytek, żeby obserwować rzucany przez słońce kształt na murze albo papierze przez te dziurki. Stwierdziłam, że zobaczę wszystko w internecie i całą atrakcję przespacerowałam i tyle tylko, że się ściemniło trochę i było ciut chłodniej. Za to koło budynku szkoły spotkałam bardzo przyjaznego lisa i to jemu robiłam zdjęcia.
Chce Wam napisać o moim weekendzie w Waterford. O czerwcowej wizycie w moim rodzinnym mieście. O Odysei. Dużo tego, a potem będzie za późno bo dzieją się inne rzeczy. W ten weekend będę w Liverpool przez pomyłkę. Rok temu chciałam się spotkać z koleżanką z Chester i zarezerwowałam bardzo tanio hotel w Liverpool. Potem się zorientowałam, że dlatego tak podejrzanie tanio, bo na „za rok”. Ale nie przepadło 🙂 Mamy w planie trochę nieznanych jeszcze atrakcji oraz ghost tour.
Zmiana tematu (w końcu post jest o tym i owym). Nareszcie nie jestem budzona przez mojego kota Killera o trzeciej w nocy. Killer około tej godziny jest głodny. I nie chodzi o suchą karmę, bo ta jest ciągle dostępna i podchrupywana, aczkolwiek bardziej jako amuse bouche. On chce mokrą karmę. Próbowałam zostawiać w misce przed pójściem spać ale albo zżerał od razu, albo już była mu nieświeża. W końcu kupiłam automatyczny podajnik mokrej karmy. Na baterie, co jest ważne bo ja wszystko wyłączam z kontaków jak śpię albo mnie nie ma. Jedzenie jest chłodzone specjalnym wkładem, można ustawić do czterech różnych godzin. Super to działa. Killer je, ja śpię, kot syty i mama cała. Polecam, nazywa się Mate C500.
Na koniec obswerwacja lajfstajlowa – chudość wraca na salony. Wystarczył Ozempic i podobne specyfiki, czyli chudnięcie bez diety i ćwiczeń, i nagle każdy zapomina o plus size, samoakceptacji itp. Ja osobiście swój wygląd dopasowuję do tego, jak sie sobie podobam, nie do wzorca z ekranu, ale inni grzmią, że znów powiedzenie nothing tastes as good as skinny feels wpędzi kobiety w kompleksy. Ariana Grande zawiesza karierę, bo każdy krytykuje jej chudość, Nelly Furtado też, bo każdy krytykuje jej grubość, a nawet dziewczyna Ronalda musi się tłumaczyć, że ma co prawda umięśnione, ale większe niż kiedyś ciało.
A wszystko jak zwykle sprowadza się do tego, że kobieta jest zawsze oceniana i krytykowana, obojętnie jak wygląda i co robi, i to w większości przez inne kobiety. Jakby każdy się zajął sobą i swoim życiem, nie byłoby problemu. Niech kobiety chudną, jak chcą. Niech grubną, jak im to pasuje. Niech robią botox i liftingi albo się starzeją naturalnie. Niech się farbują albo siwieją. Ja rozumiem, że można mieć swą opinię na różne tematy i swoje typy urody, ale żeby występować w telewizjj śniadaniowej i gadać przez godzinę o tym, jaka chuda jest Ariana, co się z nią porobiło itp, to inna sprawa. O komentarzach pod zdjęciami nie wspomnę. Oczywiście wszystko pod przykrywką: przecież to nie jest zdrowe. A co cię to człowieku ochodzi? Jesteś lekarzem? Jej osobistym?
I nie, nie obchodzi mnie, że nastolatki będą zakompleksione i będą chudnąć, wróci anoreksja, bulimia itp. Uczmy w końcu młodych ludzi, że ważni jesteśmy mi sami i jak się z sobą czujemy. Że zdrowie i sprawność są ważniejsze niż konkretny typ sylwetki. Że nie musimy nasladować na ślepo żadnych mód. I że człowiek ma zmarszczki i pory na skórze, bo też czytałam, że widzowie są w szoku, oglądając Ann Hathaway w Odysei w Imaxie w przybliżeniu. Tak, kochani, bez specjalnego oświetlenia, makijażu, filtrów itp, tak wygląda skóra osoby w wieku 40 plus.
A jak się zastanawiacie, co oglądać polecam Furious na Disney, My brilliant career na Netflix, The day of the Jackal na Now TV oraz Girlfriend’s guide to divorce na Amazon Prime 🙂
Mnie w tym dniu tez caly czas Jolka po glowie krazyla:) I tez sie zastanawialam, kto z mlodszego pokolenia to jeszcze zna;)
Polecajki sprawdze, szukam na jesien i dlugie wieczory filmow i seriali:)
A co do tematu, to juz mi sie nie chce nawet tego czytac, ani sluchac, ja mam pochorobowo/pokortinozowe wahania wagi, sklonnosc do zbierania sie wody/puchnicia i tak jak szybko jestem w stanie przytyc, tak tez schudnac, mam w szafie glownie ciuchy w rozmiarze 36 (co przy moim wzroscie nie jest wcale bardzo male), ale tez 34 i 38. I chodze we wszystkich. I obejetnie w ktora strone jest idzie waga, to zawsze sie znajda chetni do krytykowania, radzenia, „martwienia” itp. Na szczescie juz od bardzo dawna mam to gleboko w dupie, czuje sie swietnie ze swoim cialem, nie wazne czy akurat mam 5 kg. na plusie, czy na minusie.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
W szkole powinni uczyc samoakceptacji, poczucia wlasnej wartosci, co to jest dieta I zdrowe odzywianie sie I jak cialo funkcjonuje. Nie wiem, czy wf w szkolach tak wyglada jak za moich czasow, bo za moich czasow to zniechecalo do sportu I cwiczen.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
O tak, ja w szkole bylam najmniejsza i najdrobniejsza w klasie i oprocz biegania mialam we wszystkim najgorsze wyniki.
Do tego dochodzi stroj sportowy, ktorego nienawidzilam serdecznie i ktorym robiono nam krzywde, O sportowym biustonoszu mozna bylo pomarzyc tylko, a mnie szybko zaczal rosnac biust i dosc wczesnie byl spory, to tez strasznie utrudnialo jakikolwiek wysilek fizyczny. Po raz pierwszy kupilam sobie odpowiedni biustonosz juz na studiach, mielismy wtedy obowiazkowy sport przez 2 lata, ale na 1. roku byl to basen, a na drugim mozna sobie bylo wybrac i wprowadzili wtedy callanetics:) Z ktorym bardzo sie polubilam:) A tak na 100% sport odkrylam dla siebie dopiero po wyjezdzie z Polski, w ktorej np. jogging, ktory uwielbiam, nie byl jeszcze popularny.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Ja tez zaczylam cwiczyc jak skonczylam szkole 🙂 u nas byl szal na koszykowke I siatkowke w liceum, a ja nie cierpie gier druzynowych. Wczesniej wiadomo, standard: jakies fikolki, stanie na glowie, przeskok przez kozly, skok przez poprzeczke irp. Traumy z dzieciństwa. Czesto jak rozmawiam z ludzmi w podobnym wieku, to wlasnie to sa najgorsze szkolne wspomnienia.
PolubieniePolubione przez 1 osoba