Awantura z AirBnB

W mediach burza odnośnie nowych zasad ogłoszonych przez Airbnb, które są szeroko krytykowane przez gospodarzy, a miło przyjęte przez gości. Głównie chodzi o sprzątanie. Jestem na platformie jako gość 12 lat, skompletowanych ponad 80 pobytów. Zawsze mówiłam, że wolę Airbnb od hoteli i absolutnie nie chodzi o cenę, bo raczej drożej jest na Airbnb. Ale hotele to z reguły pokój i łazienka ensuite. Tymczasem na Airbnb są domki, zamki, wille, mieszkania – każdy inny, wszędzie coś unikatowego. Do tego ja lubię być daleko od ludzi, bez żadnych interakcji 🙂 Co prawda, na booking.com też pojawia się coraz więcej takich miejsc, ale skupmy sie na Airbnb. Bardzo dokładnie sprawdzam informacje o wszystkim, zanim zrobię rezerwację. Tylko raz miałam zastrzeżenia na tyle poważne, że wrzuciłam szczegółowy opis sytuacji do recenzji. To było w Wiedniu – pominąwszy dość proste zakwaterowanie i mylący opis (miały być dwie sypialnie, a była jedna i salon z sofą, ale to mi specjalnie nie przeszkadzało) oraz brak niezbędnęgo minimum czyli szamponu i żelu pod prysznic – osoba, która miała się z nami spotkać i przekazać klucze, była bardzo chamska. Do tego już po wymeldowaniu się, gospodarz wypisywał mi wiadomości, że nie znalazł zostawionych przeze mnie kluczy. Przed napisaniem tego posta sprawdziłam sobie opinie o tej miejscówce i okazuje się, że dużo osób miało takie same doświadczenia oraz jednemu z gości chciano pobrać 100 euro kary za rzekomo zgubione klucze (czyli to był scam). Ale taka sytuacja na 80 wyjazdów, to jest wyjątek.

Co do sprzątania po sobie – ja jestem tego typu osobą, która pozostawia porządek zarówno jak śpię w Airbnb jak i w hotelu. Byłam trochę w szoku, kiedy przeczytałam, że nowe zasady zostały wprowadzone po skargach kilentów odnośnie reguły nakazującej im umyć naczynia. Nigdy nie zostawiłabym po sobie brudnych naczyń. Argumentem jest to, że przecież opłata za sprzątanie jest naliczana, więc gość nie powienien tego robić. Jest to też myślenie gości hotelowych, z których wielu zostawia po sobie taki bałagan, że tylko gówna na środku pokoju brakuje. Sprzątanie, za które płacimy, to jest profesjonalne wysprzątanie dla kolejnego gościa – zmiana pościeli, odkurzenie, wymycie łazienki, kibla, starcie kurzy, sprawdzenie stanu szafek itp. Nie wiem, skąd w ludziach bierze się to, że nie chcą po sobie umyć talerzy. Jedna z odpowiedzi to: bo jestem na wakacjach i mam się byczyć, a nie sprzątać. Dla mnie pozostawienie po sobie brudnych garów to jest brak szacunku i pokazanie, jakim się jest brudasem. Byłoby mi wstyd. Już o brudnym kiblu nie wspomnę (okazuje się, że użycie szczotki do kibla też jest uważane za coś, czego się podczas wakacji nie robi). Ludzie, jak faktycznie jesteście tak umęczeni życiem, to wybierajcie hotele, gdzie macie śniadania i obiady, wymianę pościeli co dwa dni i pokojówki co rano. Tylko, że takie osoby to zwykle rodziny z dziećmi, którym się bardziej opłaca wynając domek. Coś za coś.

Jednak są również gospodarze, którzy przesadzają ze swoimi regułami i tu też się zszokowałam, czytając o tym, że na gości czekała lista rzeczy do zrobienia przed wymeldowaniem się: ściągnięcie poszwy i poszewek z kołdry i poduszek, wyrzucenie śmieci do koszy znajdujących się poza budynkiem, załadowanie ręczników do pralki i jej właczenie, odkurzanie… I to już jest absolutna przesada. Co do śmieci – jeśli jestem w jakimś airbnb dłużej i nazbiera mi się śmieci, to je podczas pobytu wyrzucam. Z reguły jednak nie ma takiej sytuacji. Rozumiem szczegółowe wytyczne segregacji, bo na przykład we Włoszech są duże kary za nieprzestrzeganie tego i gospodarz mógłby mieć problemy. Nigdy nie zdarzyło mi się, by czekały na mnie na mnie jakieś prace do zrobienia 🙂 Z tego, co czytam teraz w social media i na LinkedIn, tacy gospodarze to jednak nie wyjątki. Na tiktoku jest para właścicieli domku, która po każdym wymeldowaniu się gościa nagrywa filmik. I uwaga – według nich jeśli poduszki na sofie są przełożone, pilot do telewizora w innym miejscu a klimatyzacja wyłaczona, a miała być zostawiona włączona- to już zabierają pieniądze z depozytu. Żaden mebel nie może być przestawiony ani o centymetr. Mom zdaniem tacy ludzie powinni być przez Airbnb zbanowani.

Problem w tym, że niektórzy gospodarze myślą, że ich działalność to branża nieruchomości, a nie branża turystyczno-hotelarska, czyli tzw hospitality. Gość nie jest krótkoterminowym lokatorem. Gość owszem, powinien pozostawić po sobie porządek, ale to nie jest pokojówka, która ci posprząta tak, że opłatę, którą pobierasz za sprzątanie, możesz sobie zatrzymać jako dochód. Gość nie powinien mieć żadnych problemów z odbiorem klucza – instrukcje powinny być jasne i łopatologiczne. Powinno się mu dokładnie objaśnić lokalizację. Moja znajoma ma zawsze stres, jak rezerwuje przez Airbnb, gdzie klucze są w lock box, zwłaszcza jak przyjeżdża późno. Wakacje nie powinny się zaczynać od stresu. Kiedy zatrzymywałam się na wyspie Procida, host (hościni :D) wysłała mi video, które nagrywała idąc do lokalizacji z dwóch możliwych kierunków. Dosłownie krok za krokiem, więc trafiłam jak po sznurku. Gość nie powinien szukać hasła do wifi, instrukcje obsługi sprzętu (jeśli takowy jest) też powinny być na miejscu.

Myślałam na początku, że to taka burza w szklance wody ale nie. Zauważyłam też, że większość tych krytykowanych właścicieli na Airbnb to Amerykanie. I wiecie, nie chodzi o to, że z góry wiemy, co nas może spotkać i nie wybieramy konkretnego miejsca, bo nam się zasady nie podobają, ale o to, że już po wmeldowaniu się nagle turysta styka się z listą obowiązków do zrobienia. Teraz, po zmianach, tzw house rules muszą być wyszczególnione w rezerwacji. Do tego, również pisemnie i w ofercie gospodarz może poprosić o coś dodatkowo (ale już o nie o mycie garów, ścielenie łożek czy pranie ręczników). Przykład z mojej najnowszej rezerwacji na marzec z outdoor hot tub – taka dodatkowa uwaga to: nie wyłaczać hot tub i nie wchodzić do niej nasprejowanym kremem do opalania. Co jest samo przez się zrozumiale i to nie są żadne wymysły.

Zostaję zwolenniczką Airbnb, choć w hotelach też zdarza mi się nocować (głównie służbowo, ale nie tylko). I tak zauważam na marginesie, że chyba takie typowe B&B w domach, gdzie człowiek się często czuł jak u cioci w odwiedzinach, się kończą.

Skomentuj

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.