Nobody wants this

Nobody wants this (polski tytuł Nikt tego nie chce) to hit Netflixa, którego nie miałam w planie oglądać, bo to kolejna komedia obyczajowa o związkach. Tak na marginesie dodam, że o singlach z wyboru nikt nigdy nic nie nakręci, bo w takim życiu nie ma dram. Człowiek sobie spokojnie pracuje, podróżuje, kawkę pije, z kotem książki czyta, seriale ogląda, bardziej kreatywne osoby malują czy lepią, inne biegają czy ćwiczą. Nie ma nic w stylu: czy on zadzwoni czy nie. Jak będzie na randce w ciemno. Czy jestem wystarczająco atrakcyjna? Czy jeszcze kogoś poznam? Dlaczego on nic nie mówi? No a jak już się jest razem z kimś, to materiał sam się pisze. Jego rodzina i twoja rodzina. Przyjaciele. Ile zgrzytów, ile kompromisów, ile utarczek. A singiel z wyboru co najwyżej się z kotem pokłóci o fotel.

Ale wracając do serialu – ponieważ jako singiel pojechałam sobie sama do ulubionej miejscówki z outdoor hot tub w środku lasu, to sobie oglądałam, co chciałam, i padło na ten serial. Bo filmy czy seriale o seryjnych mordercach nie dają dobrego vibe’u, jak się jest pośrodku lasu w nocy. No ale. Będą spojlery. Ogólnie rzecz zaczyna się tak, że 30stoparo letnia blondi Joanne, która żyje z podcastu prowadzonego z siostrą, poznaje rabina. Rabin jest hot, zaczynają się spotykać. I trzy sezony są mniej więcej o tym, że w razie czegoś poważniejszego ona musi się stać Żydówką. Najpierw nie chce, potem chce, potem para zamieszka razem, on się oświadczy i będzie planowanie ślubu. Na orbicie tych zdarzeń jest piękna siostra Morgan, która nawiązuje przyjaźń z bratem rabina, będącym w separacji.

Bohaterka Joanne jest osobą, której się nie da polubić. Nie jest to nic takiego, bo ja na ogół nie lubię bohaterów seriali, przynajmniej nie tych pierwszoplanowych. Ale problem serialu to nie jest tylko egoistyczna, uprzywilejowana i bardzo antypatyczna bohaterka. To pokazywanie ludzi mid 30 (tak bliżej czterdziestki) którzy zachowują się jak licealiści. Nie chodzi mi o to, że ludzie koło czterdziestki i starsi nie mają prawa do humoru, emocji, zabawy i spontanu. To wszystko jest w Four Seasons chociażby albo Grace and Frankie. Ale tu na przykład Joanne widząc, że nowy sąsiad to jej były chłopak, uwiesza się na obecnym i go całuje jak nawiedzona, żeby tamten był zazdrosny. Potem w wyzywającym i obcisłym stroju trenuje na podwórku, byle tylko tamtem ją zauważył i żałował „co stracił”. Robi z siebie idiotkę na ważnym dla partnera przyjęciu. Bardzo to jest żałosne.

Nie wiem doprawdy, co ten biedny rabin Noah widzi w tej kobiecie. Nawet jakoś specjalnie ładna nie jest, a jej zachowanie jest odstręczające. To jest głupia dziunia, do tego myśląca, że jest darem z nieba. I ten „związek” – nie ma tam szczerości z jej strony, ale manipulacja. Co ta kobieta wyrabia, żeby rabin poprosił ją, by z nim zamieszkała. Wspólne życie to w moich oczach koszmar. Ona jest bałaganiarą, nie liczącą się z niczym. Nie komunikuje swoich potrzeb, ale zmyśla i kombinuje. Przemilczę fakt, że ta dorosła kobieta jak dziecko powtarza wciąż z rozmarzeniem w głosie: we are living together.., we are living together… we are living together… albo krzyczy podniesionym tonem (ten sam jazgot jak Monika z Przyjaciół) z byle powodu. I tutaj tytuł serialu mi pasuje: nikt tego nie chce. Że też ten rabin, co prawda przystojny i sympatyczny, ale bezpłciowy, nie uciekł, gdzie pieprz rośnie.

Clue egoizmu i głupoty Joanne to jej wyjazd z Noah na pierwszy wspólny ważny event jako para, na ślub jego znajomego. Wyobraźcie sobie, że przejęty facet budzi Joanne, bo trzeba już wyjść na lotnisko. Ona przez cały czas, kiedy tylko z łaską wstanie i bez prysznicu narzuci na dres, w którym spała, jakąś kurtkę, pokazuje, jak bardzo ma wszystko w poważaniu. Może według scenarzystów to jest „cute” ale ja bym to zrozumiała, jakby facet był koło czterdziestki, a ona miała 20 lat (taki chajzer vibe). On ją prosi, żeby założyła sukienkę, bo od razu idą na dinner rehearsal, ale nie. Potem na lotnisku ona spotyka fankę swego podcastu, jakąś psycholkę, która nie zdołała kupić biletu na ten konkretny lot, a leci spontanicznie żeby wyznać jakiemuś gościowi miłość.

Co robi nasza Joanne? Obiecuje jej swój bilet. Bo przecież jakaś obca wariatka jest ważniejsza, niż jej chłopak i ich wspólne plany. A co robi Noah? Zamiast ją kopnąć w tyłek i powiedzieć: farewell, miss Joanne, farewell – stara się jak może, by zdobyć dodatkowy bilet. W końcu jednak polecą razem, okaże się, że ślubu nie ma a biedny Noah uknuł cały wyjazd, by się oświadczyć Joanne. Bear with me, bo to nie koniec moich uwag co do tej postaci i całego serialu. Czy kiedykolwiek zdarzyło się, by Wasze życie seksualne było przedmiotem sporów i dyskusji w rodzinie? Czy to jest normalne? A tu mamy wielki konflikt, bo siostra Joanne przespała się z bratem Noah. Cała rodzina ma zdanie na ten temat, a Joanne, która najlepszą siostrą nie jest, dosłownie wrzeszczy na płaczącą Morgan. Wtf?

Dynamika między siostrami jest dość dziwna. Kiedy Morgan prowadzi podcast sama, ten właśnie odcinek staje się wiralem a Morgan ma nawet szansę wydać książkę. Co robi Joanne? Zazdrości. Ogólnie Morgan i brat Noah to jedyne sympatyczne osoby w tym serialu i gdyby nie oni, pewnie skończyłabym na pierwszym sezonie. To też nie są kryszytałowe postaci ale nie o to chodzi. Nikt nie jest perfekcyjny, ale oni sobie przynajmniej zdają sobie z tego sprawe. Chce się nam wmówić, że Joanne jest taka cute i taka wspaniała. To jest najbardziej wkurzające – serial pokazuje nam kobietę, która kroczy przez życie rozpychając się łokciami, bez dostrzegania nikogo i niczyich potrzeb i racji, arogancką i bez żadnej autorefleksji, zazdrosną i do tego niezbyt inteligentną, i pokazuje to jako coś, co się ma nam podobać. A szkoda, bo gdyby ktoś chciał to inaczej napisać i poprowadzić, możnaby pokazać jakieś duchowe przebudzenie pod wpływem nauki judaizmu. Może jakieś wewnętrzne dorastanie, zrozumienie, zmianę.

Pewnie, że zobaczę czwarty sezon, żeby sprawdzić, jakie idiotyzmy i „problemy” wymyślą scenarzyści. Jak jeszcze bardziej irytująca będzie Joanne i przez co ten biedny Noah będzie musiał przejść. Nie liczę na to, że łuski spadną mu z oczu i że w końcu zerwie z Joanne. Rabini tak nie robią. Na szczęście już wróciłam z kniei i mogę wrócić do porządnych seriali o morderstwach w małych miasteczkach. A już niedługo sezon na chrom comy lub świrki, czy świąteczne komedie romantyczne. Zobaczymy, ile przebrzmiałych gwiazd z lat 90-tych będzie występować, ile wysoko postawionych w korporacji i przepracowanych pań w lokach zostanie wysłanych do wioski w górach, ilu przystojnych wdowców ze ślicznymi córeczkami uda się im spotkać. Mam madzieję, że poznamy jakieś mini europejskie państewka, gdzie rządzi ksiażę buc, którego zmieni urocze dziewczę. Może nawet jakaś podróź w czasie się trafi, zamiana ciał albo gadający pies. No i oczywiście Szkocja 🙂

Skomentuj

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.