Jeśli ktoś pamięta film Poszukiwany, Poszukiwana, wie, o co chodzi z tytułem. Zawartość cukru w cukrze 🙂 Co do Lalki: książkę kocham i wracam do niej co rok od trzydziestu paru lat. Za każdym razem znajduję w niej coś innego i mam inne zdanie co do głównych postaci. Kiedyś idealizowałam Wokulskiego, potem myślałam: czy skoro on kocha Izabelę, to ona musi kochać jego? I czy on ją kocha czy faktycznie ma obsesję… facet mógłby być jej ojcem. Izabela była wytworem swej epoki i my tego nie rozumiemy, ale klasowość była sprawą nadrzędną. Hrabianki nie wychodziły za kupców.
Tak więc czasem myślałam o Wokulskim jak o idealnym facecie, czasem jak o freaku i stalkerze. Było mi go żal albo wręcz przeciwnie. Wymyślałam alternatywne zakończenia: Staś żeni się ze Stawską. Albo z Wąsowską. Albo w Paryżu pracuje nad maszynami latającymi. Prus był mężczyzną i kobiety przedstawiał ze swojej perspektywy. Damy, kokietki, kurwy, emancypantki. Trudno wyczuć, czy był feministą, czy odwrotnie, ale w jego interpretacji Izabela była tą złą, Wokulski tym dobrym. Niemniej co za kunszt, by stworzyć powieść tak otwartą dla różnych interpretacji i postaci tak żywe, że po najnowszej ekranizacji Netflixa ludzie się biorą za łby, żeby albo ją bronić, albo opluwać.
Przede wszystkim: relax. Mamy prawo mieć różne opinie i jeśli ktoś nową Lalkę lubi, nie musi być idiotą i nieukiem. Jest wysyp domorosłych krytyków, którzy ledwo potrafią dwa zdania sklecić, zobaczyli 2 odcinki i się wymądrzają. Nie uważam się za nieuka ani idiotkę i mimo iż kocham serial z Braunek i Kamasem, to jestem na tak po obejrzeniu netflixowskiej wersji. I zaraz powiem, dlaczego.
W swoim poście sprzed dwóch lat: My Lady Jane czyli co by było, gdyby… napisałam, że lubię wariację na temat alternatywnej rzeczywistości. Nie mam więc problemów z alternatywną wersją znanej książki. Czasem to wychodzi gorzej (Duma i uprzedzenie i zombie) ale często bardzo dobrze (Wicked). To się nazywa retelling. Więc kochani obrońcy jedynej i słusznej idei przenoszenia na ekran powieści tylko i wyłącznie tak, jak ją autor napisał – może spróbujcie wyciągnąć kij z … i się po prostu dobrze bawić przy oglądaniu tej Lalki.
Moim zdaniem twórcy powinni jeszcze bardziej zaszaleć, bo po dwóch odcinkach się trochę zaczęłam nudzić, ale… dwa ostatnie są świetnie a już finalny to jazda bez trzymanki. Czekam na drugi sezon! Ogólnie serial to taki Tarantino, Guy Ritchie i Yorgos Lanthimos wymieszani razem. Jest dużo humoru, nowoczesnego języka (trochę za dużo wulgaryzmów aczkolwiek pod koniec przyzwyczaiłam się) jest cała masa smaczków i szczegółów, które mi się bardzo podobały (trzeba dobrze znać książkę).
Nie chcę spojlerować, ale po internecie krąży tyle klipów, opinii, memów itp, że jak ciut więcej napiszę, to raczej nie będzie to nic, czego już nie wiecie. Moja znajoma powiedziała: i tak wszyscy wiemy, jak się ta historia skończy. Otóż nie. Dlatego się to dobrze ogląda bo nie wiemy i się nie spodziewamy. Para Łęcka i Wokulski to nie jest pusta lala i posępny, obsesyjnie zakochany nuworysz. To jest dwójka ludzi, którzy są na pozór totalnym przeciwiństwem, a naprawdę mają wiele wspólnego: obydwoje są napędzani pragnieniem niemożliwego z pozoru przekroczenia barier. Ta Iza i ten Wokulski mogą się stać power couple. Sceny, kiedy oboje są razem, czy przekomarzając się, czy kłócąc, czy sobie wymyślając od najgorszych, są pełne prawdziwej pasji.
Weź go rąbnij w łeb, Iza – myślałam, a potem miałam nadzieję, że oboje skończą na kanapie, uprawiając namiętny seks. Ta Iza to nie jest Braunek z jej maślanym wzrokiem i wiecznie półotwartymi ustami. Ten Wokulski to nie jest żelazny człowiek czynu, który „wystaje do Izabeli jak wyżeł do kaczki”. Zresztą inne postacie też przeszły poważny retelling: Rzecki, Marianna, Krzeszowscy, Wąsowska – choć z pewnością ich rozpoznamy, to się na pewno zdziwimy.
Na zakończenie wspomnę o pięknych kostiumach i scenografii oraz świetnym aktorstwie. Szczególnie wyróżnia się Jacek Braciak jako hrabia Łęcki i Piotr Adamczyk jako baron Krzeszowski. Podoba mi się uwydatnienie sprawy emancypacji kobiet. W powieści też dostrzeżemy wątki pokazujące, jak kobiety były ubezwłasnowolnione. Te panny z arystokracji może i były wychuchane, czczone i wielbione, ale za mąż iść musiały i to prędko, bo nie miały innych możliwości. No, chyba że starą pannę jakiś krewny przygarnął, jak na przykład Florcię. Nie miały własnych pieniędzy, perspektywy pracy, samostanowienia, wyboru odpowiedniej dla siebie drogi.
W serialu ta niesprawiedliwość społeczna wybrzmiewa mocniej. Zwróćcie uwagę, jak mężczyźni śmieją się z kobiet, jak je pobłażliwie traktują, jaką czują wyższość. Żeby czasem się im w głowach nie poprzewracało, kontrolują nawet kobiecą prasę. Oby nie ukazało się tam nic inteligentnego i wywrotowego, tylko moda, przepisy i plotki. To mężczyźni chcą, by kobiety były lalkami bez własnego zdania. Albo damami do podziwiania, dziedziczkami dla ich poślubienia i wzbogacenia się, służącymi do usługiwania lub prostytutkami do zaspokajania ich popędu.
Niedługo w kinach, również irlandzkich, pokaże się kolejna Lalka, tym razem raczej wierna oryginałowi. Na pewno pójdę i chętnie porównam ale nie z serialem Netflixa, tylko z poprzednią kinową ekranizacją, z Beatą Tyszkiewicz jako Izabelą.
Dzięki za te recenzję, bo mam tak samo 😀 po pierwszych dwóch odcinkach też się zastanawiałam po co to i szkoda, że ten Tarantino albo wyważony koreanski slasher nie jest widoczny od poczatku. Ale ostatnie odcinki sztos! Borsuczy chujec wszedł do mojego języka. Nie wiedziałam, ze „Lalka” będzie tu w kinach!
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Super 🙂 borsuczy chujec wymiata 😉 bedzie od 9go pazdziernika, ale nie ma jeszcze konkretow ani listy kin. Sledz strone polskiekino.ie
PolubieniePolubienie