Co mam biedna zrobić, podoba mi się dwóch czyli Kolejne 365 dni

Jedna dobra rzecz jaka wynika z nakręcenia filmów z seri 365 dni – niczego się tak dobrze nie ogląda z koleżankami w celu całkowitego zaśmiewania się do łez. Część drugą ja i Kat vel Dita machnęłyśmy w Windsorze, prawie wijąc się na podłodze. Potem wiłyśmy się ponownie przy recenzjach. Kiedy część trzecia wbiła się na Netflixa, ja, Kat i M. urządziłyśmy sobie watching party, jednocześnie oglądając i czatując na żywo przez messenger rooms. Nie obyło się bez pewnych technicznych trudności na początku, albowiem nie mogłyśmy się zgrać. Nie przyszło nam bowiem do głowy, że w teledyskowym montażu te same sceny będą się powtarzać kilka razy. Tak więc nasz dialog wyglądał mniej więcej tak: JA: zatrzymajcie w momencie, jak Massimo stoi plecami do ekranu nad grobem, i wtedy na trzy cztery włączymy. Tak też zrobiłyśmy, a po chwili M mówi: ale ja mam teraz tą laskę w sukni a wy macie co innego. A Kat: bo on znów stoi tyłem nad grobem. Tylko że potem oni wszyscy stoją razem naprzeciwko siebie, dwie mafie. JA: acha, to zaczynamy od nowa i zatrzymujemy jak on pierwszy raz staje tyłem. W końcu się dopasowałyśmy i poszło.

Zacznę od tego, że z dotychczasowych trzech częsci (bo nie sądzę, by to był koniec, nie zarzyna się kury, co znosi złote jajka) ta jest najnudniejesza. W pierwszej, choć moralnie wątpliwej i gloryfikującej przemoc wobec kobiet, coś się działo. W drugiej była jakaś intryga, sceny ala Tarantino i bełkoczący brat bliźniak. W tej – cały film opiera się na tym, że wiecznie wkurwiona laska miota się między dwoma facetami, Massimo i Nacho. Oto bowiem Massimo ma Laurze za złe, że nie powiedziała mu o stracie ciąży, Laura ma za złe MAssimo, że on jej ma za złe oraz że jej nie chce bzykać, a Nacho, o którym kobieta potajemnie marzy i śni, wyznaje jej swe uczucia. Oczywiście jest mnóstwo badziewnych piosenek, przykrywających dialogi (scenarzysta forsę wziął, potem zaczął pić) długich scen, kiedy to kamera wiruje wokół postaci, zajmujących się banalnymi sprawami, czyli na przykład jedzeniem makaronu, jest koleżanka pustak i jest seks.

Nie wiem, od czego by tu zacząć, więc zacznę od seksu. Kiedy się ogląda choćy Outlandera, gdzie tego też jest dużo, to aż się chce człowiekowi rzucić na jakieś kamory w Szkocji i przenieść się do XVIII wieku, by spędzić choć jedną noc z takim Jamie’m Fraserem. Ogniste spojrzenia bohaterów drugiego sezonu Bridgerton sprawiają, że robi się gorąco. W Grze o Tron były sceny seksu bardzo fajnie pokazane i pobudzające. A seks w 365 dni jest po prostu śmieszny i krindżowy. Co prawda nie ma już scen na polu golfowym, ale erotyczne zbliżenia między parą małżonków są jak orka na ugorze – serio wyglądają jak jakaś charówka straszna i jak coś wystudiowanego i nieszczerego. Aż mi żal było tego Massima, który ponownie był napastowany przez Laurę podczas pracy czy spotkań służbowych. Seks z Nacho, rywalem Massima, już jest lepszy. Jakiś tam uśmiech jest na twarzy, jakiś kontakt. No ale może jak się jedzie na glamping w szałasie to jest lepiej niż w ciemnym pokoju, kiedy za ścianą siedzi pół mafii i nasluchuje, albo w klubie nocnym w towarzystwie pań wijących się na rurze. Tak serio to najfajniejszą chemię mieli między sobą panowie Penissimo i Naczos, kiedy to w jednej z sennych fantazji nocnych Laury zaczęli się całować. Jak ktoś zauważył na you tube (chyba Sfilmowani) to by była super para: dwóch mafiozów, dwie mafie, powerful couple.

UWAGA: nie zróbcie tego samego błędu co my i oglądajcie film z napisami dla głuchoniemych. Będzie jeszcze większa zabawa. Scena miłości francuskiej w wykonaniu Massima, opatrzona napisem: [chlupotanie] to poezja.

Laura w trzeciej części jest jeszcze bardziej antypatyczna, o ile to możliwe. Wieczny wkurw, zawsze jakiś dąs, ciągłe nabzdyczenie. Laska jest nieprzyjemna dla każdego, zachowuje się jak udzielna księżna, zwróćcie choćby uwagę jak zwraca się do włoskiego taksówkarza (który okazał się być Naczosem inkoguto): english please. Ostro, bez cienia uśmiechu. Bitch. Co ci faceci w niej widzą? Tak jak Konrad Mazowiecki sprowadził do Polski Krzyżaków a Dermot MacMurrough Normanów do Irlandii, tak Massimo nieopatrznie przywiózł tę zarazę Laurę na Sycylię. Gdyby miał choć trochę rozumu, to oddałby ją Naczosowi z pocałowaniem ręki. Baba albo śpi, ale chleje, albo chce seksu, albo się obraża, albo zdradza.

Koleżanka Olga jest jeszcze większym pustakiem, niż do tej pory była. Non stop pije, wybucha nagłym śmiechem, ucieka ochroniarzom, piszczy. Wszyscy łaknący jakiejkolwiek mądrości i rozsądku w tym dziele chwycili się jej kwestii, którą wypowiada po usłyszeniu, że Laura uważa Nacho za swojego przyjaciela: chłopa dwa razy widziałaś i już jest twoim przyjacielem? No ale jak Laura postanowiła wyjść za mąż za mafiosa, który ją porwał i przetrzymywał siłą, to spoko. Sorry ale to się kupy nie trzyma.

Massimo zachowuje się tak, że w pierwszej chwili myślałam, że on zginał, a jego miejsce zajął plujący się brat bliźniak. Mafiozo ma bowiem zagrywki jak dziecko w przedszkolu, rzuca przedmiotami na podłogę, rozbija szklanki, wpatruje się w nicość i mijając żonę, uderza ją barkiem, jakby jej nie zauważył. Albo to, albo wziął ją za Natalię Siwiec, która wygląda jak klon Laury, tylko w granatowej szmince. Jak ten facet rządzi mafią to ja nie wiem, no ale taki na przykład król Ludwik Bawarski też rządził państwem, a był niespełna rozumu.

Nacho gra wielkimi, wyłupiastymi oczami i naprężoną klatą. Ogólnie obaj panowie są przykładem na to, że wystarczy mieć wzrost i ładne ciało, by znaleźć zatrudnienie w kraju, gdzie są sami Karolacy, Szyce i Adamczyki. A tak jeszcze wracając do tematów mafijnych, to Massimo przynajmiej coś robi w tym temacie, a Nacho tylko surfuje na desce i jeździ za Laurą, tudzież urządza jej sesje na plaży w otoczeniu świec. Jeśli można gdzieś aplikować na stanowisko szefa mafii, to ja bardzo chętnie.

Kolejna praca, na którą po zobaczeniu filmu chcę aplikować, to menadżerka domu mody slash projektantka sukien. Bo wygląda na to, że nie trzeba mieć żadnego doświadczenia ani wykształcenia w tym kierunku, ani żadnych specyficznych umiejętności. Praca polega na pochylaniu się nad stołem z projektami, czasem przy tej okazji można być bzykniętą przez jakiegoś fuck boya. Żadnych tam modelek czy przymiarek. I jakimś cudownym sposobem projekty Laury i jej klona Natalii Siwiec, nad którymi razem „pracowały” w firmie modowej, o której Laura przypomniała sobie z powodu przerwy w bzykaniu, zdobywają jakąś nagrodę czy coś. W związku z tym Laura i jej psiapsiółka Olga (ale nie współpracowniczka) jadą do Lagos w Portugalii na jakieś pokazy.

I tu podczas oglądania się ożywiłyśmy, bo Kat stwierdziła, że przecież Lagos jest w Nigerii. I miała rację, ale inne Lagos znajduje się faktycznie w Portugalii i wygląda tak fajnie, że mamy zamiar się tam wybrać w celach turystycznych, szlakiem Laury i Naczosa. Do tego rozbudziła się w nas nadzieja, że może Massimo pojedzie za żoną, ale do tego nigeryjskiego Lagos, przez pomyłkę. To by ożywiło akcję. Oczywiście w Lagos odbywają się akurat jakieś surferskie mistrzostwa czy cóś i rzecz jasna pojawi się tam Naczo. Wreszcie dojdzie do prawdziwego, nie wymyślonego seksu z Naczosem, który będzie dużo przyjemniejszy niż wygibasy z wibratorami, kajdankami i ugnatającym ciasto Massimem. Po powrocie z upojnej nocy do hotelu Laura spotyka w pokoju swojego męża, z którym ma awanturę na dachu, na tarasie otoczonym bardzo wypalcowanym szklanym przepierzeniem. Skończy się tak, że rozdarta między dwoma mężczyznami kobieta pojedzie do Polski, by poszukać rady u swoich rodziców.

Chyba się zakochałam – mówi Laura nad schabowszczakiem – Ma na imię Naczo.
Nie wiem, czemu tego bohatera nazwano akurat tak, mało to ładnych imion czy pseudonimów? Akurat Nacho, żeby się rymowało z Maczo i przypominało tortillę z sosem. Mama udziela Laurze stereotypowych porad, tata bierze motorem na szarlotkę, a spanikowana Olga dzwoni z Sycyli, że Massimo wie o zdradzie żony i że pewnie wszystkich pozabija. Logiczną jest rzeczą, że Laura postanawia więc wrócić na Sycylię. Zanim dotrze do domu męża, odbierze ją taksówką Naczo, przebrany za szofera (to znaczy ma czapkę z daszkiem, co go czyni zupełnie nierozpoznawalnego). Nacho wyznaje jej miłość, nazywając pszczółką i unosząc się nad faktem, jak Laura pięknie wygląda myjąc zęby i podnosząc przy tym nogę. Ostatnia scena to oczywiście wirująca kamera, obkręcająca się nad stojącymi na plaży Massimem i Laurą.

Massimo rzuca tekstem, że ojciec dawno temu czytał mu książeczkę, w której pisało, że jeśli kogoś kochasz, to masz to wypuścić. Jeśli wróci, to jest na zawsze twoje, jeśli nie, to nigdy nie było (to bodajże z Małego Księcia). Piękny bajer, zwłaszcza w wykonaniu faceta, który porwał i przetrzymywał kobietę wbrew jej woli, by się w nim zakochała. Czy wszyscy zapomnieli o części pierwszej? Hellou? Massimo pyta więc: are you back, baby girl? Lara zastyga i myśli, czy lepiej być z facetem, który nazywa cię pszczółką, czy baby girl. I tak się kończy film, zostawiając widza przy nadziei, że będzie część czwarta.

Ten film to jest przede wszystkim ostrzeżenie dla mafiozów – nie porywajcie kobiet! Popatrzcie, co się stało z Massimem! Ma jakieś nerwowe tiki wargą, pewnie ze stresu i niewyspania. Siedzi na łożku po nocach, wpatrując się w nicość. Zaczyna brać narkotyki i jak przedtem był gotowy do seksu nawet z nieznajomą stewardessą w samolocie, tak teraz nie jest w stanie poruszyć go nawet prostytutka z biustem większym niż dwa arbuzy, podczas orgii sado maso. W pracy nie idzie, podwładni wyczuwają, że szef robi się słaby, a to się może źle skończyć. Jeszcze trochę, a będzie z płaczem skarżyć sie jakiemuś Giuseppe, że „żona go nie rozumie, że wcale ze sobą nie spią” jak w piosence Pietrzaka i Osieckiej. Bo to zła kobieta była panie Massimo!

[chlupotanie]

Moja opinia na temat częsci pierwszej TU
Częsci drugiej TU
Recenzje na You Tube:
Sfilmowani
Ponarzekajmy o Filmach
Para Absurdu

14 uwag do wpisu “Co mam biedna zrobić, podoba mi się dwóch czyli Kolejne 365 dni

  1. No i dzięki Twojemu wpisowi na bloga dowiedziałam się, że dwóch nowych częściach tego filmu. Fajnie napisałaś ten wpis, a ja po obejrzeniu oceniam ten film na jeden raz i koniec. Tak z nudów można sobie obejrzeć, ale żeby polecić… nieeeeee. Szkoda czasu!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.