Z Tallinna i Wilna wróciłam zmęczona, ale pełna wrażeń 😉 Wyjazdy służbowe są fajne, ale introwertyków drenują z energii. Dodatkowo dochodzą mecze, bo przecież trwa World Cup, mecze niestety w nieciekawych godzinach. W Tallinnie mieliśmy sporo czasu wolnego oraz zorganizowany ponad dwugodzinny tour z przewodnikiem. A do Wilna poleciałam już prywatnie. W stolicy Estonii było gorąco i bardzo słonecznie, również tam dotarły fale upałów. Duży kontrast z moim poprzednim pobytem w 2019 roku, kiedy w czerwcu pomykałam w ciepłej bluzie z kapturem.

Ku mojemu rozczarowaniu Champagne Bar Mull, o którym pisałam tu, przeniósł się do Tartu. Ale poza tym w mieście niewiele się zmieniło. No, może na platformie widokowej zamiast napisu The times we had pojawły się kolorowe mazioki i mewa Steven Seagull już nie kradnie jedzenia turystom (RIP). Nocowaliśmy wszyscy w hotelu należącym do naszej sieci, dosłownie 5 min na piechotę od murów starego miasta, vis a vis komunistycznego gmachu Viru.
Ponieważ o Tallinnie pisałam już bardzo szeroko w poście z 2019 roku, nie będę się ponownie rozgadywać 🙂 Ale warto zaznaczyć, że sytuacja gospodarcza sprzed covida i wojny z Ukrainą była zdecydowanie różna od obecnej. Estonia musiała zerwać stosunki handlowe z Rosją i zastąpić tani import drogim z Europy. Powiedziałabym, że nastroje są raczej pesymistyczne.

Nadrobiłam, co umknęło mi podczas poprzedniego pobytu, czyli kościół Św. Mikołaja. Jest tam platforma widokowa na którą można wjechać windą (piękna panorama) ale przede wszystkim arcydzieło sztuki średniowiecznej Danse Macabre. Artysta Bernt Notke stworzył ponad trzydziestometrowy obraz, pokazujący rozmowę śmierci z przeróżnymi osobnikami, ale ostał się tylko fragment. Śmieć była w średniowieczu częstym tematem i trzeba się było do niej przyzwyczaić. Na obrazie kostucha rozmawia z papieżem, cesarzem, królem i królową, a każdy z nich usiłuje się wymigać od zejścia z tego świata. Ale śmieć ma w poważaniu, jaka jest ranga czy bogactwo rozmówców. W jej obliczu każdy jest równy.

Dzielnica Telliskivi zrobiła się mniej hippisowska a bardziej fashionable. Właśnie tam, w restauracji Forografiska, mieliśmy elegancki obiad na zakończenie konferencji. Ale market Balti Jaam nadal jest taki bardzo jak z lat 90tych. Babushki sprzedają ciuchy a w sekcji z jedzeniem jakie truskawki, maliny, poziomki prosto z losu, agrest, porzeczki i rabarbar. Brakuje mi takich miejsc w Irlandii. A na koniec dodam, że jak było drogo w 2019 roku, tak i jest teraz i to mówi osoba mieszkająca w jednym z najdroższych państw Europy.
Przerobiłam z chłopakiem samochód na kampera. Ten rejon Europy mamy w planach na podróż. Litwa, Łotwa i Estonia. 😊 Wracam do wpisu z 2019 poczytać.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
O Wilnie bedzie, o Rydze tez bylo 🙂
PolubieniePolubione przez 1 osoba