Dublinia ogląda czyli filmowe hity

Zazwyczaj w sezonie po-globowo przed-oskarowym staram się zobaczyć tyle nominowanych filmów, ile się da. Nie tylko tych zauważonych w kategorii najlepszy film. Poprzedni rok obrodził w naprawdę dobre kino, w porównaniu do 2021. Bardzo szybko nowe produkcje pojawiły się w streamingu lub w opcji płatnego wynajmu na you tube, zresztą to już chyba taka tendencja, i dobrze. Dziś napiszę o trzech świetnych filmach, które zrobiły na mnie duże wrażenie, choć niekoniecznie z tych samych powodów.

11 nominacji do Oscara, 10 do Bafta, 6 do Złotych Globów (2 wygrane) plus niezliczona ilość innych wyróżnień – mowa o wielkiej niespodziance czyli o Everything everywhere all at once. Od razu mówię – nie jest to film dla każdego. Ja zaczęłam go oglądać po raz pierwszy i po pół godzinie przerwałam – nie dlatego, że nie wydawał mi się dobry, ale zmęczył mnie chaos i wszystko na raz, jak zresztą jest w tytule. Po triumfalnym pochodzie przez sezon nagród, film dostał ode mnie drugą szansę i OMG. Nie mogłam oczu oderwać od ekranu a połowę seansu przepłakałam. Po skończeniu, w głowie kłebiły mi się (i się nadal kłębią) tysiące myśli i sposobów na odebranie tego, o czym to wszystko było. Ile ta produkcja ma warstw, ile smaczków, ile interpretacji… A do tego dołożmy rewelacyjny montaż, scenariusz, reżyserię, kostiumy i wreszcie cztery wspaniałe kreacje aktorskie.

Oczywiście film jest dziwny. Momentami niesamowicie śmieszny, przerysowany, napakowany czym się da. Czego tam nie ma… walki jak z twórczości Jackie Chana, niektóre z użyciem penisów, wielki pączek, mówiące skały, ręce z parówkami zamiast palców. A chodzi o to (i to jedna z interpretacji) że niektórzy w życiu muszą przetrawić swoje relacje z ojcem, matką, małżonkiem i dzieckiem. Chodzi o toksyczną miłość do córki. O niespełnione szanse, stracone okazje. Gdzie bylibyśmy, gdybyśmy kiedyś podjęli inne decyzje? Szczęśliwsi, bogatsi, czy wręcz przeciwnie. Czy warto walczyć o miłość, czy pozwolić komuś odejść. I że czasem choćby nie wiadomo co się zrobiło, to nic nie wyjdzie. I że dobroć to największa wartość.

Film opowiada o rodzinie chińskiej mieszkającej w Ameryce. Evelyn to kobieta w średnim wieku, wyczerpana prowadzeniem interesu (pralnia), ciągłymi starciami z córką, opieką nad chorym ojcem i byciem z mężem niezgułą. Do tego ma problemy z urzędem skarbowym, a w szczególności nieprzyjemną urzędniczką. Podczas jednej z wizyt w urzędzie, życie Evelyn stanie się jednym wielkim roller costerem, kiedy przekona się, że jest jedynie jedną z setek Evelyn żyjących w równoległych wszechświatach.

Rzecz jasna po nominacjach i nagrodach głośno się zrobiło o tym, że w zasadzie osoby o narodowości azjatyckiej (chodzi mi nie o Indie ale Chiny, Malezję, Japonię itp) tak naprawdę rzadko są nominowane i rzadko nagradzane. Wielkie akcje i przemowy o tym, że Globy czy Oskary są OSW (oh so white) dotyczą osób ciemnoskórych. Zresztą jak większość tego typu kontrowersji, choćby black life matters, a czy yellow matters czy nie matters to już nie ma znaczenia. Azjaci są chyba cichsi i po prostu robią swoje, zamiast krzyczeć o niesprawiedliwości. Michelle Yeoh, która za rolę w Everything everywhere all at once dostała Globa, wspomniała tylko, iż cieszy ją to, że jest coraz więcej różnorodności w rolach i w filmach i że tego doczekała. Michelle to nie jest nieznana w środowisku aktorka, wręcz przeciwnie. Była miss Malezji (przepiękna kobieta, zarówno w młodości jak i teraz) znalazła swe miejsce na dużym i małym ekranie i na brak ról nie narzeka, chodzi tu bardziej o brak filmów o klasie oskarowej.

Ke Huy Quan, który gra męża głównej bohaterki, to tak zwana rozgrzewająca serce historia. Aktor jako dziecko zagrał w Indianie Jones, potem w Gooonies, a potem telefon przestał dzwonić. Ke Huy zaczął więc działać w branży, ale po drugiej stronie, jako choreograf sztuk walki i asystent reżysera. Sukces Crazy Rich Asians obudził w nim nadzieję, że może nie jest za późno na reaktywowanie kariery. Zdobył agenta i włala, zdobył też rolę życia. Miło było słuchać jego przemowy przy odbieraniu Globa za najlepszą męską rolę drugoplanową. Aktor jest tak wdzięczny za drugą szansę, za rolę, za nominacje, nie wyraża się gorzko o tym, że nie występował przez ponad 20 lat i nie obwinia o to „białych”. Naprawdę wielu dziecięcych aktorów, niezależnie od narodowości, skończyło szybko karierę. Ke Huy pozował do zdjęć i robił sobie selfie z każdą gwiazdą, jaką się dało, dosłownie rozbryzgując pozytywne wibracje wkoło. Mnie bardzo wzruszyło jego zdjęcie z Brandonem Fraserem, z którym grał w Goonies, a który też przeżywa rekonesans kariery.

Drugi bardzo godny polecenia film to The Menu, który w bazie IMDB występuje jako horror/thriller, a do Globów nominacje dostał w kategoriach kreacji aktorskich w „musical or comedy”. To kolejna produkcja, która zostawia człowieka z mnóstwem przemyśleń i zawiera wiele warstw. Nie powiem, że to idealny film bo ma wiele wad, pewnie też dlatego został całkiem pominięty przez Akademię. Ale zdecydowanie to jeden z tych, które warto zobaczyć przynajmniej raz, jak nie więcej. Ja już się czaję na drugi seansik 😉

Film wpisuje się w modny ostatnio trend wyśmiewania bogatych ludzi, celebrytów, influencerów. Triangle of Sadness, White Lotus, Knives Out, Glass Onion itp… bogacze żyjący w swych bańkach, „eksperci”, „influencerzy” ignoranci, znawcy od siedmiu boleści – to jest wdzięczny temat. Zaczyna się jak w ekranizacji powieści Agathy Christie – grupa niepowiązanych z sobą ludzi pojawia się na odciętej od lądu wyspie, w restauracji prowadzonej przez charyzmatycznego szefa kuchni, by wziąć udział w drogim i ekskluzywnym obiedzie. Całkiem zwykłe z powodu wydarzenie obnaży wszelakiej maści idiotów udających koneserów, arogantów, snobów, a do tego okaże się. że słynny szef przygotował bardzo zaskakujace menu.

Film jest piękny wizualnie, szczególnie dla tzw foodies. Ja się nie podniecam żarciem, mnie się bardziej podobał klaustrofobiczny nastrój, specyficzny klimat i złowieszcze klaskanie na komendę: yes chef! Ralph Fiennes tworzy zapadającą w pamięć kreację, to zresztą jeden z tych aktorów, którzy im są starsi, tym dostają ciekawsze angaże i bardziej błyszczą (Hugh Grant, Colin Farrell itp). Jak się rozbierze film na czynniki pierwsze to owszem, nie do końca wszystko zagrało, ale jako całość – mniam. Zwłaszcza dla tych, którzy lubią humor zaprawiony makabrą i odwrotnie.

Ostatni z polecanej trójki to Elvis i zacznę tak – jeśli Austin Butler nie dostanie za tę rolę Oscara, to będzie to straszna niesprawiedliwość. Wydaje mi się, że jego jedynymi rywalami są Colin Farrell za Banshees of Inisherin i Brendan Fraser za The Whale. Hollywood kocha nagradzać aktorów, którzy grają prawdziwe osoby a do tego sławy, ale kocha też aktorskie powroty na ekran, podniesienie się po upadku, łzawe historie, więc Brendan Fraser ma szansę na statuetkę. Dodatkowo Brendan był ponoć seksualnie napastowany przez osoby z kręgu kina, wypadałoby mu to w jakiś sposób wynagrodzić.

Reżyser Baz Luhrmann ma specyficzny styl, ja osobiście ten styl lubię od czasu, kiedy zakochałam się w jego Strictly Ballroom (polski tytuł Roztańczony buntownik) i Romeo + Juliet. Elvis nie jest filmem biograficznym,co moźe niektórych rozczarować. Wiele faktów z życia artysty, jak choćby jego powiązania z czarnoskórymi muzykami i inspiracje czarną muzyką (oraz oskarżenia niektórych o to, że Elvis ukradł niektóre utwory a czarne rytmy i kulturę przetworzył po swojemu i wykorzystał) są tylko liźnięte. W filmie bardziej chodzi o relację Króla z menadżerem, pułkownikiem Tomem Parkerem, który prawdopodobnie wykorzystywał swego klienta, manipulował nim, faszerował lekarstwami i w końcu doprowadził do jego śmierci.

Obraz jest pięknym widowiskiem ze świetną ścieźką dzwiękową, choreografią, kostumami i scenografią. Wyraźnie siada tak po 2/3 i zaczyna trochę nudzić przy końcówce, ale nie o film tu w sumie chodzi a o wybitną kreację Austina Butlera. Na You Tube wystarczy wpisać: Austin Butler vs Elvis, by móc porównać występy muzyka i aktora, ich głos i akcent. Austin pracował 3 lata nad tą rolą i choć owszem, jego twarz nie jest ani trochę podobna w filmie do twarzy Elvisa, to uważam, że uchwycił rewelacyjnie jego charyzmę, sexapil, spojrzenie, aurę no i oczywiście ruchy, taniec i prezencję. Aktor tak głęboko wszedł w postać, że jego głos pozostał taki sam, jakim go zmienił na potrzeby roli. Znów odsyłam na you tube, gdzie można posłuchać wywiadów z Austinem, którego barwa głosu zmiękcza kolana.

Na koniec trochę o nominacjach oscarowych, bo co roku bawię się w typowanie zwycięzców. Co prawda nie oglądałam wszystkich filmów i raczej do tego nie dojdzie, ale na podstawie tego, co dane produkcje już osiągnęły, jaki jest ogolnie vibe, co się mówi i o kim jest głośno, udaje się całkiem trafnie przewidzieć wyniki, choć akademia lubi czasem zaskakiwać. Jeśli chodzi o najlepszy film, zaskoczyła mnie nominacja dla Top Gun Maverick, pozytywnie oczywiście. Filmy akcji też mogą być wybitne. Top Gun nie ma szans na statuetkę (choć myśle, że dostanie ją w kategorii najlepszy dźwięk), ja typuje Everything Everywhere All at Once jako zwycięzcę. Najlepszy aktor – moje serce jest za Austinem Butlerem, niestety obawiam się, że może wygrać Brendan Fraser. Sorry Colin! Najlepsza aktorka: Michelle Yeoh. Najlepsza aktorka w roli drugoplanowej – mam nadzieję, że będzie to Jamie Lee Curtis, a statuetkę dla aktora drugoplanowego zgarnie Ke Huy Quan. Najlepszy reżyser: The Daniels za Everything everywhere all at once, choć duże szanse ma Martin McDonagh za Banshees. Najlepszy film zagraniczny: All quiet on the western front, choćby dlatego, że jest też nominowany w kategorii najlepszy film i paru innych. Najlepszy scenariusz oryginalny: Everything everywhere all at once, adaptowany: All quiet on the western front, choć ja jestem całym sercem za Glass Onion! Gwoli wyjaśnienia – może to być nieco dziwne, że Glass Onion jest w takiej kategorii, ale to dlatego, że każdy scenarisz sequela jest tak automatycznie przyporządkowany.

3 uwagi do wpisu “Dublinia ogląda czyli filmowe hity

  1. Do Everything everywhere all at once przymierzam sie od jakiegos czasu, moze dzis sie uda, jak nie, to w piatek:)
    Na zachodzie bez zmian tez czeka, czytalam oczywiscie swego czasu ksiazke, ale to jeszcze w liceum, mam taki czas, ze mnie od tematyki wojny odrzuca, moze dlatego, ze jest obecna w realnym zyciu.
    Elvisa przegapilam w kinie, ale leci tez na Prime, musze nadrobic.
    A co do Menu, to troche sie boje, bo sporo czytalam i zastanawiam sie, czy nadaje sie dla osob z wrazliwym zoladkiem;)

    Polubione przez 1 osoba

  2. Pingback: Relacja z beżowego dywanu czyli Oscary 2023 – Dublinia pisze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.