Praca uszlachetnia ;)

Jeśli śledzicie mój blog od początku, czyli od 17 lat, wiecie, że praca jest dla mnie ważna. Lubię pracować, osiąganie wyników mnie spełnia, muszę robić coś, w czym się nie nudzę i co mi daje satysfakcję. Przeżyłam w swej karierze wiele etapów, zarówno tych spowodowanych swoim myśleniem i podejściem, jak i sytuacją ekonomiczną i zewnętrznymi zmianami. A pracuję już, moi kochani, z jedyną 6-miesięczną przerwą spowodowaną koronaświrusem, od skończenia lat 19 i pół, a mam 52. Długo.

Śledzenie przemian w rekrutacji, sposobie pracy i podejścia do niej jest bardzo ciekawe. Uczyłam się o tym na kursie HR ale i dużo o tym czytam i obserwuję. Zacznijmy od tego, że – oczywiście to jest generalizowanie i są wyjątki od reguły – podejście do pracy jest zależne od tego, z jakiej jesteśmy generacji. Boomers – boomersi, urodzeni między 1946 a 1964 rokiem, już są albo na emeryturze, albo na niej niedługo będą. Pokolenie moich rodziców. Ojciec całe życie pracował w tym samym miejscu, mama w dwóch. Przywiązanie do miejsca pracy było bardzo duże, stabilizacja miała większe znaczenie, niż rozwój zawodowy. Problem w tym, że jak się gdzieś wsiąknie, to w razie czego (np bankructwo czy sprzedaż firmy) jest się ciężko takim ludziom odnaleźć. Moja mama jest przerażona tempem, w jakim ostatnio zmieniam miejsca pracy. Zapytała, czy będę się kwalifikować do emerytury, skoro nie mogę nigdzie osiąść i tam już siedzieć. Znajomość technologii u pokolenia boomersów jest niska (oczywiście ogólnie, bo znam osoby po siedemdziesiątce, które technologicznie wymiatają).

Pokolenie X to moje pokolenie 🙂 (1965-1980)Jesteśmy obeznani z technologiami, łapiemy o co chodzi, work – life balance się liczy. Jesteśmy lojalni jeśli chodzi o pracodawcę, o ile możemy się rozwijać. Z moich osobistych obserwacji wynika, że niektórym w moim wieku bliżej jednak do boomersów. Znam wiele osób, które nie wiedzą, co to pay pal. Co to zoom. Jak brać udział w teams calls. Jak używać dwóch ekranów do pracy (przyznaje się, też zapytałam koleżanki, jak mam ustawić screeny, ale moja znajoma nie umie sobie przenieść z jednego na drugi, choćby ją to miało życie kosztować). Wiem, że są tacy, którzy sobie słabo radzą z outlookiem, o excelu nie wspominając (i nie chodzi mi o jakieś skomplikowane formuły, ale to tzw working knowledge, a excel jest na rynku od 1985 roku).

Mamy millenialsów, czyli obrażające się na wszystko snowflakes, wojujący weganie, obrońcy planety. Pracują, bo muszą płacić rachunki. Przywiązanie dla pracodawcy nieistniejące, to jest pokolenie roszczeniowe. A jeśli na pracy im zależy to takiej, która daje swobodę, możliwości rozwoju, odpowiada przekonaniom, jest etyczna. I elastyczna. Teoretycznie są to osoby urodzone między 1981 a 2000 rokiem, ale to są granice płynne. Znam typowych millenialsów niewiele młodszych ode mnie. No i wreszcie pokolenie Z, czyli 2000-2020. Influencerzy, tiktokerzy, nierozstający się z telefonem, non binary, she he/her him, płynni we wszystkim, czy to płeć, czy to czas pracy, czy obowiązki. Ale też nie tracą czasu na studia czy edukację po to, by mieć dyplom obojętnie z czego. Nie chcą stać w miejscu, nie oczekują od innych, by ich oceniali czy prowadzili za rączkę, chcą pracy zdalnej. Szybko podejmują decyzję o zmianie pracodawcy. Millenialsi i Ztki są przeważnie lepiej przygotowani do dorosłości materialnie, bo rodziców było stać na zapewnienie im mieszkania i wykształcenia, to są ludzie żyjący w bańkach. A kolejne pokolenie, które jest teraz w pieluchach, albo będzie walczyć o wodę, albo nie będzie pracować w ogóle, bo prawie wszystkich zastąpi sztuczna inteligencja.

To była teoria o tym, jak różne pokolenia podchodzą do pracy (bardzo stereotypowa), mnie się jednak wydaje, że duży wpływ ma rynek. A ostatnio, przynajmniej w Irlandii, to jest rynek pracownika, nie pracodawcy. Po covidzie wszystko się zmieniło. Sporo ludzi wyjechało, wielu się przekwalifikowało. Tania – i nie tylko – siła robocza już nie napływa ochoczo z innych krajów, bo z powodu kryzysu mieszkaniowego i wysokich cen wynajmu (o ile już się coś na wynajem trafi) nie opłaca się tu przyjeżdżać. Oczywiście ma to dobre strony – pracownik jest teraz ceniony. Podam przyklady z hotelarstwa, bo w tym mam doświadczenie. A więc płace wreszcie poszły do góry. Już nie ma wykorzystywania tańszej siły roboczej, np kelnerów czy niższej klasy menadżerów, którzy teoretycznie pracowali 40 godz tygodniowo, a naprawdę 60. Bo nie jest tak, że na ich pozycję czeka 20stu innych. Nikt nie czeka.

Wyższej klasy menadżerów i specjalistów (np szefów kuchni) się podkupuje, kradnie, walczy się o nich czym popadnie, najczęściej zarobkami. Jeszcze niedawno (BC – before covid) nie było mile widziane, by w CV wykazywać skoki do rożnych pracodawców co rok czy dwa lata. To świadczyło o nielojalności albo wyglądało podejrzanie (nie może nigdzie zagrzać miejsca, hmmm). Teraz nie ma to znaczenia, bo skoro pracodawca nie był w stanie cię zatrzymać, to widocznie były ku temu powody. Jeśli chodzi o moja specjalizację (revenue management) to co tydzień pokazują się nowe oferty. Nigdy wcześniej tego nie było. Inna rzecz, że ponieważ nie ma ludzi do pracy, to często zatrudnia się osoby niekompetentne. I się je trzyma, bo lepszy byle kto, niż nikt. Taki ktoś prześliźnie się kilka lat, bo i tak nie ma nikogo na jej/jego miejsce, a potem już prawo pracy tak chroni, że się tej osoby nie zwolni. I będziemy mieć idiotę na stanowisku.

Work-life balance to hasło często powtarzające się na interview. Dla mnie osobiście to ważne, bo od razu na wstępie chcę zaznaczyć, że pracuję dobrze ale nie dłużej, niż mam w kontrakcie. Nigdy nie uważałam, że trzeba siedzieć po godzinach, sprawdzać maile podczas weekendu i urlopu czy brać na siebie więcej obowiązków, niż się powinno. A pamiętam czasy, że tego się oczekiwało od pracownika. Owszem, bywało, że poświęcałam swój wolny czas na pracę, ale dlatego, że chciałam, a nie bo musiałam. Mój znajomy (boomers) miał nasiadówkę w HR, bo widząc millenialsa idącego do domu o czasie, czyli równo o 16.30 zażartował: oh, half day today? Że niby tylko pół dniówki zrobił. Ja, czyli pokolenie X, zaśmiałabym się i coś sarkastycznego rzuciła w odpowiedzi i tyle. Millenial naskarżył do HR, a taki z pokolenia Z to by rzucił pracą i już nie przyszedł na drugi dzień. Dlatego są teraz specjalne działy w HR, które uczą menadżerów, jak zarządzać różnymi grupami wiekowymi.

W ogóle HR to teraz ma time of their life. Są tacy od well being pracownika, od team building, od sprawdzania, czy nie jesteśmy czasem zmęczeni i czy nas odpowiednio przygotowali do pracy, czy był trening itp. Moja nowa firma zapewnia nam darmowego terapeutę online. Mnie takie coś trochę śmieszy, ale dla Zetek to bardzo normalne jest, bo oni mają kryzysy, zejścia, spektrum przeróżne. A rozmowy kwalifikacyjne to jak przejście przez pole minowe, byle by osoby przepytywanej (jak już się taka znajdzie i łaskawie pojawi na interview) czymś nie obrazić.

No i oczywiście retention – czyli jak sprawić, by ludzie nie odchodzili i byli związani z pracą. Już się tego nie robi przez zapewnianie w biurach baru, kuchni, siłowni i basenu, bo w końcu doszło do niektórych pracodawców, że ludzie po robocie chcą iść jak najszybciej do domu, a nie spędzać w niej cały dzień. Teraz się liczy elastyczność a o ile jest to możliwe, praca hybrydowa albo zdalna. Znam przypadek, że bardzo dobra pracownica odeszła, bo szef nie zgodził się, by zamiast od ósmej do szesnastej pracowała od dziewiątej do piątej, bo tak jej autobusy pasowały, a w niczym to by nikomu nie przeszkadzało. No i teraz szukają kogoś na jej miejsce już od kilku miesięcy.

Ponieważ dużo rozmawiałam ostatnio na takie tematy, a wiadomo, że telefon podsłuchuje, to Facebook zaczął mi podsyłać przeróżne artykuły o pracy. Że jakiś milioner twierdzi, że on kiedyś pracował po 60 godz tygodniowo, a teraz każdy chce iść do domu o czasie. A to jakaś menadżerka się żali, że nowa pracownica z pokolenia Z nie wróciła już na drugi dzień, bo powiedziano jej, że każdy pracuje tu po godzinach.

Przekonanie, że ciężka i długa godzinowo praca przyniesie majątek, nie zawsze się sprawdza. Ludzie harują na 2 etaty, żeby związać koniec z końcem. Dodatkowo nie każdy musi mieć w życiu taki cel, by robić karierę i pieniądze. Moim skromnym zdaniem nie powinno się od nikogo oczekiwać darmowych nadgodzin czy bycia dyspozycyjnym w czasie wolnym i na urlopie. A jak już się ma taki zawód, że trzeba być, prawnik, lekarz, broker na giełdzie itp. to wiadomo, że będą obowiązywały inne zasady. Nie każdy może pracować w przysłowiowym ”9 to 5″ tak jak nie każdy może pracować z domu.

Rozumiem więc Ztki, które nie mają zamiaru siedzieć w biurach po 12 godz dziennie. Szczególnie, kiedy widzą po starszym pokoleniu, że nadmierne tyranie nie przynosi aż takich korzyści. Wiecie, to jak w tym dowcipie, o człowieku, który sobie łowił ryby, a jakiś businessman go spytał, czemu nie zacznie ich sprzedawać. A co będę z tego mieć, spytał rybak. Na to jego rozmówca przedstawił mu piękną wizję, że jak się weźmie do ciężkiej pracy, to otworzy sklep, potem 3, potem 5, potem może eksportować ryby za granicę, otworzyć fabrykę mrożonek itp. A jak przejdzie na emeryturę, to będzie tak bogaty‚ że sobie będzie spokojnie siedział nad morzem i łowił ryby. Na co padła odpowiedź – ale ja już teraz siedzę sobie nad morzem i łowię ryby…

Gadanie starszych pokoleń, że ”za moich czasów to się pracowało tak czy siak” lub niektórych pracodawców, że teraz wszyscy są roszczeniowi bo chcą wychodzić do domu od razu jak się dniówka skończy, no w dupach się poprzewracało, to gadanie pozbawione sensu. Nie cierpię takich tekstów, podobnie jak: „kiedyś ludzie mieli po czworo dzieci i jakoś je byli w stanie wychować” albo „za moich czasów to się człowiek cieszył, jak miał kawalerkę i co do garnka włożyć”. Czasy się zmieniają i wymagania co do własnego życia też.

Do czego zmierzam w tej chaotycznej pisaninie – cieszmy się, jeśli mieszkamy w krajach, gdzie nie ma recesji ani bezrobocia, gdzie jest prawo pracy i gdzie pracodawcy zaczynają rozumieć, że pracownik to nie łatwo wymienialny element, ale atut dla firmy, a równowaga między pracą a życiem prywatnym to jest coś normalnego. I gdzie nie ma problemu z wiekiem, a właściwie osoby starsze są milej widziane niż młodsze 😉 I trzeba też rozumieć, że nie każdego mantrą będzie wspinanie się po drabinie kariery, bo nie każdego to rajcuje. Nie musimy robić karier, by być zadowolonymi z życia i pracy.

Może teraz pomyślicie, że naturalną konsekwecją tych przemyśleń jest to, że nagle postanowiłam być bohaterką podobnej historii, jak takie często opisywane w internecie: „rzuciła korporację by hodować pszczoły” czy coś w tym stylu. Ale nie. Owszem, niedawno stwierdziłam, że od 12 lat robię tak naprawdę to samo, tylko hotele się zmieniają. Inne systemy, inna lokalizacja, business mix itp, trochę inne wyzwania, więcej pieniędzy, ale w sumie przychodzę, ogarniam w kilka dni, zmieniam na lepsze w miesiąc i tak w kółko. Robię więc eksperyment na samej sobie, bo zmieniłam nie tylko miejsce pracy, ale i perspektywę.

Jestem revenue managerem – międzynarodowym w tytule – ale bardziej kimś w rodzaju customer success czy business development manager. Nie rządzę, ale doradzam. Nie dycyduję, ale monitoruję. Nie wymagam, ale pomagam. Mam w portfolio 8 hoteli w Polsce, na początek. Niedługo dojdzie kilka w innych krajach. Dużą częścią mojej pracy będzie przyjmowanie do grupy nowych obiektów w różnych rejonach Europy i Środkowego Wschodu – budowanie strategii, profili, rat i tak dalej, a potem doradztwo, treningi, webinary i odwiedziny. To będą tak egzotyczne miejsca, jak Kirgistan i Kazachstan, a na razie uczestniczę w rozmowach głównie z Arabią Saudyjską, choć tam jechać nie będę.

Pracuję z domu, choć nigdy do tego nie byłam przekonana. Lubię atmosferę hotelową i biurową. Zresztą w większości przypadków byłoby to wcześniej niemożliwe, bo moja obecność była wymagana. Ale nowa firma jest międzynarodowa, ma oddziały w Stanach, Amsterdamie, Frankfurcie i Dublinie, a pracownicy są w przeróżnych krajach, łacznie z Afryką. Nie ma więc biur jako takich. Raz w miesiącu jadę do Dublina, by w wynajętym miejscu się spotkać z tymi, którzy są w Irlandii. O dziwo, dzięki teams wcale nie czuję, bym była pozostawiona samej sobie. Jak się chce z kimś pogadać, to się zdzwaniamy i już. Nikt nas nie monitoruje ani nie kontroluje, wychodzi się z założenia, że jesteśmy dorosłymi profesjonalistami w swoim fachu, więc w domu pracujemy, a nie siedzimy na balkonie. A ja już swoje w biurach przeżyłam i wiem, że jak się nie ma nic do roboty, to się nic nie robi, nieważne, czy się jest w biurze, czy nie. Jest dużo nowych rzeczy i systemów do poznania, a firma się rozrasta, więc ciągle pojawia się coś nowego. Na pewno się nie nudzę i czuję, że się rozwijam, a niestety już od bardzo dawna się nie rozwijałam zawodowo.

Oczywiście było mi przykro odchodzić z poprzedniego miejsca po zaledwie 5 miesiącach pracy, tym bardziej, że ludzie byli tam świetni. Ale obecna firma nie jest mi obca, zaproponowano mi tam pracę już w 2017 roku, tylko że nie dostałam jej z powodów, które mi dopiero później wyjawiono i nie były one związane z moją osobą. W roku 2018 ponownie zwrócono się do mnie, tym razem już z gotową propozycją, którą odrzuciłam. To jest trzecie podejście 😉

23 uwagi do wpisu “Praca uszlachetnia ;)

  1. Ciekawa ta charakterystyka pokoleniowa 🙂 Wszystkie te nazwy dotąd słyszałem, ale z kojarzeniem tego było różnie 🙂 Czy jeśli jestem rocznik 85, to jeszcze łapię się do Pokolenia X, czy już jestem Milenialsem? 😀

    Udzielam się ostatnio na Wattpadzie – międzynarodowej platformie dla czytelników, recenzentów i pisarzy. Jest tam dużo nastolatków, wychowanych na Zmierzchu czy 50 twarzach Graya. I wobec takich osób często padają te dwa określenia właśnie: Milenialsi oraz „Zetki” 😀

    Czapki z głów za pracowitość, wytrwałość, za ciągłą chęć rozwoju i zmiany 🙂 Jesteś jednym z tych niewielu szczęśliwców, którzy robią to, co kochają i jeszcze się w tym spełniają, rozwijają i na tym zarobiają. Bardzo rzadkie połączenie w obecnych czasach.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dzieki 🙂 nie wiem, jakby to bylo, gdybym mieszkala w Polsce. A pracuje teraz w firmie, gdzie najwieksi bossi sa po 70tce 🙂 w moim najblizszym teamie ( najblizszym nie w sensie odleglosci) jestem prawie najstarsza. Starsza ode mnie osoba jest w Warszawie I ma 56 lat. Reszta to kilka osob miedzy 40 a 50 lat, kilka miedzy 35 – 40 I jedna najmlodsza dziewczyna ktora ma 25 lat. Szczerze mowiac mam wspolny jezyk bardziej z mlodszymi osobami, niz w moim wieku czy starszymi.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Ja zauważyłem coś podobnego u siebie na blogu 😀 Część moich czytelników (nie wszyscy, ale sporo) jest ode mnie starsza. Często okazuje się, że ja wręcz zaniżam średnią wieku, jeżeli o bloga chodzi 😀

        Polubione przez 1 osoba

  2. Diana

    Nic dodac, nic ujac 🙂 Swietny opis roznych pokolen. Moja mama ciagle powtarza po co zmieniac jak jest dobrze. Chce sie wkrotce przeprowadzic do Belfastu z Angli i jestem pozytywnie zaskoczona odzewem na moje aplikacje. Nie pamietam, zeby kiedykolwiek tyle ludzi sie ze mna kontaktowalo. Wynajem mieszkania to moze byc inna historia 😉

    Polubione przez 1 osoba

      1. Aktualny temat dla mnie, jak wiesz:) Też Z-ka, która po 17 latach u jednego pracodawcy odchodzi, za 2 tyg.zaczynam nowa prace:)
        Tu jest b.podobna sytuacja, mój (jeszcze) pracodowaca też nam zapewnił kursy typu Mental health, ale co z tego, jeśli nie przekłada się to na traktowanie pracownika. Nasza firmę od Irlandczyków kupili Amerykanie jakieś 2 lata temu i od tego czasu zaczęła się równia pochyła. Ludzie odchodzą jedni za,drugimi, jest efekt domina i w sumie w firmie są albo osoby tuż przed emerytura, albo tuż po szkole. Biorac pod uwage, ze to firma IT, bie jest to dobra mieszanka;) A rynek pracy rozkwita:) Ja nawet nie musiałam pisać i wysyłać CV, tylko rozesłałam wici, że chyba zacznę szukać nowej pracy, po 2 miesiącach miałam 3 oferty „w ciemno” bez rozmowy kwalifikacyjnej;) Rozmowa z moim byłym, nowym szefem, który jest w nowej firmie CEO wyglądała tak, że mnie zaprosił 2 razy na lunch, na drugim była karteczka z cyferkami;) Mój obecny szef dostał histerii, kiedy się dowiedział, że odchodze;) Lubie moja pracę, ale z drugiej strony chce spróbować czegoś innego, w lepszej atmosferze, no i za lepsze pieniądze:) Rozumiem młodych ludzi, że nie chcą harować nadgodzinami za friko, że ważny jest balans między praca, a życiem prywatnym i uważam, że niektórzy z naszego pokolenia mogą się od nich uczyć. Ja zawsze byłam asortyment, więc nie mam z tym problemu, w każdej pracy byłam tak długo, jak długo mi się tam podobało i opłacało, ale sporo osób się niepotrzebnie męczy i daje wykorzystywać.

        Polubione przez 2 ludzi

      2. Ty jestes X nie zetka:) najlatwiej narzekac na mlodych, pewnie, ze sa wsrod nich I tacy, ktorzy maja wyj…ane I nie potrafia myslec, ale w starszym pokoleniu tez nie ma idealow:) trzeba sie uczyc I od mlodych I od starszych;)

        Polubione przez 1 osoba

  3. evka07002

    Gratuluje Ewciu -rozwijasz skrzydla !!! Jesteś jedna z tych osób które czego się nie tkna to przemieniaja to w zloto!
    Jestes niesamowita ,pełna pomysłów i energii w tym co robisz ,stawiasz na samorozwoj .Nieustajaco i niezmordowanie pniesz do przodu . Gratuluje i życze samych sukcesow !
    Teraz to dopiero będziesz podrozowac ! Fajnie robić coś co się kocha i przy tym spelniac sie zawodowo .
    Serdecznie pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  4. Dammar

    Ja tez zmienilam prace okolo 3 miesiace temu. Mialam do wyboru trzy oferty. Na kazde wyslanie CV, a tylko kilka wyslalam, dostalam odzew I bylam na trzech interviews. W ciagu godziny dwie firmy zaoferowal mi prace, trzecia zadzwonila dwa dni pozniej, a gdy juz pracowalam przychodzily kolejne zaproszenie na interview. Fakt, jest teraz rynek pracownika.
    U mnie w pracy przede wszystkim korzystamy z teams, ja uzywam trzech screenow, ale kolezanka obok w moim wieku, pytala jak ja to robie bo ona umie tylko dwoch uzywac.
    U mnie sa chyba wszystkie przedzialy wiekowe, ja dobrze sie czuje w takim zroznicowanym teamie.
    Moj starszy syn to typowy przedstawiciel swojego pokolenie, rocznik 2001. Trzeba pracowac, pracuje, zeby zarobic na swoje wydatki. Obecnie jest na trzecim roku studiow, w ubieglym roku robil internship w banku, potem dostal oferte od nich jako working student. Do biura chodzil raz na miesiac bo mu sie nie chcialo, ale to co mial zrobic bylo zrobione. Teraz siedzi w Vietnamie juz trzeci miesiac, na wymiane studenckiej I zwiedza wszystkie przylegajace do Vietnami kraje. W drugim semestrze w 4tym Roku, znowu ma internship I stwierdzil ze bedzie go robil w Londynie bo wiecej placa. Nie ma zadnych sentymentow jesli chodzi o prace. On chce pracy gdzie bedzie mogl siedziec na plazy, pic wode z kokosa, pracowac zdalnie I dobrze zarabiac. Takie sa jego kryteria o ktorych mi pare dni temu mowil.
    I czuje ze znajdzie. Zawsze my sie udaje. I wlasnie ten brak ograniczen w jego mysleniu mi sie podoba, to cos czego ja nie mam.

    Polubione przez 1 osoba

      1. Dammar

        Juz mial propozycje pracy jako nauczyciel angielskiego,w Vietnamie, tylko oferowali mu 35 k euro. Duzo ludzi z Europy tam pracuje, zarabiaja w euro, a koszty utrzymania sa nizsze, I pogoda jest ladna.
        Ale tak jak napisalas w artykule, to dlatego ze nas stac na jego edukacje. Z tym ze nasi synowie od kilku lat juz pracuja w wakacje, zeby zarobic na swoje wydatki.

        Polubione przez 1 osoba

      2. Trudno mi powiedziec czy na warunki wietnamskie 35k to duzo czy malo, na irlandzkie to niewiele ale jak piszesz na pewno koszty utrzymania sa duzo nizsze. Kto wie, moze tez kiedys bede uczyc angielskiego, sa kraje gdzie wystarczy mowic po ang zeby go uczyc 😀 😀

        Polubienie

  5. Śniło mi się że byłam zaproszona na interview do Irlandii 🙂
    Pracowałam biurko w biurko z dziewczyną po 20-stce, bardzo inteligentna na tle typowych tubylców, w mig łapała wszystko ale…zaburzenia epilepsyjne, bynajmniej nie jakieś napady ale znosiła to bardzo źle, na byle uwagę wpadała w roztrzęsienie i szlochy, wszyscy się z nią cackali, ile razy wychodziła o 11 rano
    żeby już nie wrócić – oczywiście cały dzień zapłacony – nie zliczę. Trudna osoba “to manage”. I z takimi firmy się teraz cackają a sumiennego, nigdy nie spóźniającego sie pracownika, bez fobii, zaburzeń emocjonalnych, dziwnych chorób mają w dupie.
    Czy jest rynek pracownika? Jak dla kogo. Jakiś czas temu wpisałam w LinkedIn mój “job title” a w lokalizacji “everywhere” czyli cały świat i liczba wyników = 0. Przed moim wyjazdem do Polski dostałam wiadomość od rekruterki że, olaboga, pojawiła się w UK taka właśnie praca i żebym jak najszybciej aplikowała bo oferty jak tą są straszliwie rzadkie. No więc u nas jest tak że ludzie ten zawód wykonujący pracują w nim przez 40 lat a jak pracę stracą przez notoryczne “mergers” to, o ile nie załapią się u nowego pracodawcy, lądują bez pracy albo w magazynie Amazona jak dwie panie z mogej poprzedniej/poprzedniej firmy. Bo i
    co można mieć sobą do zaoferowania po kilkudziesięciu latach w jednym zapyziałym
    miejscu ? Z kolei przyjęcie takiej nad wyraz rzadkiej oferty wiąże się jak wiesz z mojej historii z przymusową przeprowadzką, wynajmem, kosztami – spróbowałam i dziękuję.
    Po Covid branża hotelarska i nawet turystyczna ogólnie stała się takim “hot potato”, ludzie się boją podjąć prace w czymś co może zostać z dnia na dzień zamknięte przez grypę albo inną sraczkę i
    nawet lepsze płace czy godziny nie pomagają. Nie każdy też ma taką wizję kariery od recepcji po managera czy nawet wyżej, jak sama piszesz nie wszyscy chcą się piąć więc tym bardziej zainteresowanie branżą nie rośnie.
    Pozdrawiam z plaży w Stegnie 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.