O Świątecznych Komediach Romantycznych 2022

W tym roku pojawiła się jakaś rekordowa liczba nowych świątecznych produkcji i to nie licząc Hallmarku. Zdumiewające, ile się tego kręci, ale z drugiej strony to jest przecież łatwizna: trzeba tylko korzystać z utartych klisz i schematów, pokazać ładny krajobraz, dużo świątecznych elementów i już. Ja pisanie scenariusza do takiego filmu wyobrażam sobie jak korzystanie z bębna maszyny losującej. W pierwszym bębnie mieszczą się opisy głównego męskiego bohatera, w drugim – kobiety, w trzecim – nawiązanie intrygi, w czwartym – czarny charakter i tak dalej. Losujemy więc po jednym karteluszku z każdej maszyny i oto mamy na przykład taką kombinację: On – wdowiec (koniecznie!) z uroczą i mądrą córeczką, kiedyś był fiszą w dużym mieście, teraz prowadzi babciny B&B w jakiejś wiosce. Ona – piękna i ambitna prawnik – koniecznie z długimi włosami w luźne loki – pracoholiczka. Nawiązanie intrygi – jej szef wysyła ją do wioseczki, by przejąć babciny B&B i przerobić na modny boutique hotel. Czarny charakter – szef oczywiście, który jednocześnie jest facetem głównej bohaterki. I mamy początek i zawiązanie, a jak się to skończy to każdy wie. Prawniczka i wdowiec pokochają się w przeciągu tygodnia, ona uratuje B&B, wredny szef dostanie po nosie, na końcu nastąpi obowiązkowa przemowa, jak to nie pieniądze i kariera są najważniejsze i wszyscy będą żyć długo i szczęśliwie.

Oczywiście w międzyczasie pani prawnik będzie robić jakieś głupstwa, jak na przykład chodzenie w szpilkach i kusym żakieciku, kiedy temperatura jest minusowa a ulice zalega lód lub śnieg, no bo przecież niby taka mądra, a nie mogła sprawdzić, jaka w danym miejscu jest pogoda. Pozna uroczych, pomocnych mieszkańców, którzy nie będą tak piękni i wymuskani jak w wielkim mieście (panie będą mieć kiepskie fryzury i nadwagę) ale za to jacy wszyscy autentyczni i dobrzy. Pani prawnik będzie zamawiać w lokalnej knajpce latte z low fat milk by zorientować się, że przecież to wiocha jest, tu tylko normalna kawa, bo o innej nikt nie słyszał. Ale za to właścieciel B&B (choć na początku będą czuć do siebie antypatię) to wysoki, umięśniony facet o wyglądzie modela. Do zakochania jeden krok. No, on się oczywiście dowie, że ona go okłamuje i chce podstępem przejąć B&B. Ale ona się przekona, że nie może tego zrobić, że kocha tego faceta, kocha jego córkę i miasteczko i ma dość harówki w NY. The end.

Da się nakręcić coś mniej kliszowego, na przykład niesamowity film Collateral Beauty, albo nawet Last Christmas, w którym – OLABOGA – główna bohaterka NIE SPIKNĘŁA się żadnym facetem na końcu! Albo Last Holiday, który też jest jeszcze na Netflix. No i oczywiście jest Opowieść Wigilijna Dickensa, przerabiana na różne sposoby ze 100 razy. Ale poza tym – kalka kalkę goni, z gorszym lub lepszym rezultatem. Niektóre produkcje można spokojnie oglądnąć – jak choćby zeszłoroczny hicior Castle for Christmas. Ale większość można sobie jednak darować, jak kreowany na hicior tegoroczny Falling for Christmas z Lindsay Lohan.

Niezapomniane święta (Falling for Christmas – Netflix) jest wielkim powrotem Lindsay do obiegu, po tym, jak marnowała sobie życie i karierę narkotykami, alkoholem i uzależnieniem od operacji plastycznych. Kobieta ma teraz 36 lat, wygląda jak odpicowana przez medycynę estetyczną czterdziestoparolatka. Niestety, ale używki bardzo się odcisnęły na jej twarzy. Ale mniejsza z tym, nie mnie oceniać. Aktorka gra Sierrę Belmont, córkę bogatego tatusia i narzeczoną influencera – idioty, która traci pamięć podczas wypadku na nartach i ląduje w uroczym B&B (a jakże) który to biznes jest w kiepskiej kondycji. Posesją zarządza kobieta i jej wysoki syn blondyn (Chord Paul Overstreet), wdowiec z córeczką (serio? co za niespotykana sprawa…). Oczywiście mimo tego, iż Sierra jest tak znana i ważna, że po jej odnalezieniu będzie we wszystkich stacjach telewizyjncych, to nikt z miasteczka jej nie rozpoznał wcześniej. Jej narzeczony influencer natomiast wylądował w jakiejś głuszy, gdzie nie ma zasięgu, i też zajmie mu sporo czasu, by dotrzeć do jakiejś cywilizacji z zasięgiem. Zresztą pary nikt długo nie szukał, bo byli na romantycznym urlopie (od czego?) i jakoś nikt się nie zorientował, że ich nie ma w hotelu. Nie minie tydzień, a Sierra nauczy się ścielić łóżka, robić jajecznicę, nawiąże przyjaźń z córką wdowca a wdowiec oczywiście się od razu zakocha, no bo jak inaczej. Jaka to jest STRASZNA BZDURA, to aż trudno opisać. Acha, Sierra ma włosy w loki, jak każda szanująca się bohaterka komedii typu ChRom Com, czyli Christmas Romantic Comedy – po polsku ŚWIRK czyli Świąteczna Romantyczna Komedia (nie mylić ze Świrem). Moja opinia to 2/10, miało być 1/10 ale doszedł punkt za aktora, który gra ojca Sierry a który zawsze kojarzył mi się z uwielbianym przeze mnie Davidem Bowie (Jack Wagner). Za to poziom świąteczności to 7 na 10 BĄBEK (nie bombek).

Ale po tym, jak oglądnęłam Święta z tobą (Christmas with you – Netflix) to jednak poprzedni ŚWIRK wydał mi się lepszy, metodą kontrastu po prostu. Święta z tobą to opowiastka o słynnej piosenkarce Angelinie (długie włosy w loki), która już trochę przebrzmiewa i dostrzega, że wyprzedzają ją młodsze artystki. Nadzieją na wzrost popularności jest nagranie świątecznego przeboju. Szczęśliwy traf spowoduje, że Angelina postanowi zrobić niespodziankę jednej z fanek i tak po prostu sobie wpaść do jej miasteczka i szkoły. Fanka ma tatusia (wdowca!), dość nieciekawego i nieatrakcyjnego, za to byłego muzyka. Wiecie już, jak to się skończy, prawda? Miguel (bo tak się nazywa wdowiec) napisze jej tą piosenkę, Angelina polubi dziewczynę i Miguela, trochę tam zamąci niby narzeczony ale rzecz jasna cała sprawa zakończy się spiknięciem piosenkarki i wdowca. NUDY! KALKI! KLISZE! Angelinę gra Aimee Garcia, którą pamiętam z Dextera i Lucifera i która wygląda jak wersja Aldi Nicole Scherzinger. Miguel natomiast to prawie nie do poznania Freddie Prinze Junior, niegdyś występujący w kultowych filmach dla nastolatek, bożyszcze kobiet, w 2000 bodajże uznany za jednego z piećdziesięciu najbardziej seksownych mężczyzn na świecie. Coż można rzec – niektorzy faceci się nieładnie starzeją. Ja wiem, że nie tylko o urodę w życiu chodzi i tak dalej, ale serio? Taka Angelina i nudny pan w średnim wieku? Dlaczego? Tak wierzę w to uczucie, jak w romans między Jennifer Lopez i Owenem Wilsonem w filmie Marry Me. Moja ocena to 0/10 a poziom świąteczności to 3 bąbki na 10.

Będę trochę łaskawsza dla filmu Dziennik Noel (Noelle Diary – Netflix) głównie z tego powodu, że grający głównego bohatera Justin Hartley jest tak przystojny, że po prostu wzroku nie mogłam oderwać. Treść nawet nie tak bardzo kliszowa a główny bohater nie jest WDOWCEM! Mimo to ogólnie całość ma niewiele sensu: Jake, bestsellerowy autor, jest z jakiegoś powodu skonfliktowany z ojcem, którego bardzo dawno nie widział. Kiedy umiera jego matka, (z którą też stracił kontakt wiele lat wcześniej) Jake przyjeżdża do jej domu, zawalonego rupieciami i ogólnie zaniedbanego.Robiąc porządki, znajduje tam pamiętnik matki. Żeby była jakaś chrom-comowa akcja, musi się trafić kobieta. Nagle zjawia się więc Rachel (w lokach), której historia jej w pewien sposób powiązana i z domem, i z rodziną Jake’a. W ekspresowym tempie mamy romans, mimo że Rachel ma narzeczonego. Tu ją akurat rozumiem, bo taki Jake się trafia raz na nigdy. Domyślacie się na pewno, jak się całość potoczy – Jake porozumie się z ojcem, Rachel odnajdzie odpowiedzi na pytania, które sprowadziły ją do domu matki Jake’a, rzuci też narzeczonego, by romantycznie pojawić się pod domem nowego ukochanego, kiedy ten już stracił na to nadzieję. Moja ocena 4 na 10, powinno być 3 ale za przystojnego aktora należy się jedna w bonusie. Poziom świąteczności 4 bąbki.

Po tych trzech niewypałach stwierdziłam – ok, dość tego. Jedyne, co mi się wydało godne obejrzenia, to nowa wersja Opowieści Wigilijnej czyli Spirited. Ale nie dotrzymałam słowa, bo wszyscy vlogerzy i blogerzy kulturalni, których śledzę, zaczęli trąbić o nowym ChRom-Comie „Christmas Spark” (film nie ma jeszcze polskiego tytułu). Powodem trąbienia był fakt, że spotkali się w nim Jane Seymour i Joe Lando, para grająca w popularnym kiedyś serialu Doktor Quinn. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że film w całości jest dostępny na YouTube – przynajmniej był, dzień po amerykańskiej premierze. Bardzo możliwe, że już został usunięty. Tak czy siak – udało mi się zobaczyć. Miałam wielkie oczekiwania. Przede wszystkim – bohaterami są osoby dość zaawansowane w latach, a to się w komediach romantycznych często nie zdarza. Uwielbiam też Jane Seymour, która jest wciąż przepiękną kobietą, mimo – albo właśnie z powodu – braku operacji plastycznych. Śledzę ją na instagramie i wydaje się być niesamowicie pozytywną i miłą panią. Tak wyglądać i tak się czuć w jej wieku – Wszechświecie dopomóż. Zdjęcia z planu i zajawki zapowiadały się świetnie, napaliłam się więc jak kornik na szafę.

Niestety, jakież było moje rozczarowanie. Zacznę od jednego pozytywu – mianowicie i Jane i Joe Lando wyglądają super i dają nadzieję na to, że 60+ to nie jest koniec sprawności i urody. Zwłaszcza Joe prezentuje się wspaniale, ale też jest on młodszy od pani Seymour o 11 lat. I to tylko jeden pozytyw, bo cały film jest nudny i praktycznie usnęłam na nim. Na początku było tak drętwo, że aż nie mogłam w to uwierzyć. Wszyscy z wyjąkiem pary głównych bohaterów grali tak nienaturalnie,że zastanawiałam się, czy są profesjonalnymi aktorami. Szczególnie córka głównej bohaterki i jej mąż, z ich sztucznymi, przyklejonymi uśmiechami. Treść mniej więcej jest taka: owdowiała (a jakże) Molly spędza święta z córką, jej mężem i wnuczkami w ich domu. Angażuje się w organizację świątecznego przedstawienia w miasteczku, podczas czego spędza dużo czasu z miejscowym przystojniakiem i wiecznym kawalerem Hankiem. Obserwowanie problemów przy przygotowywaniu tej amatorskiej sztuki, przeplatanych scenami z Molly i Hankiem jeżdżących na motorze, jest tak emocjonujące jak oglądanie wody podrzewanej w garnku. Na końcu mamy sztucznie stworzony konfikt – Hank się zakochuje, Molly przecież nie może tak szybko zapomnieć o byłym mężu, córka mówi – ale przecież twoje serce jest na tyle duże, by pomieścić miłość do taty i do Hanka i nagle jest happy end. Moja ocena 1/10, poziom świąteczności 5/10 bąbek, a rozmiar mojego rozczarowania to 10/10. Przynajmniej Molly nie ma włosów w loki.

No a teraz o filmie, który uratował Christmas, choć ChRom-Comem nie jest. Mowa o Spirited (Świąteczny Duch – obecnie w kinach). Kocham książkę Opowieść Wigilijna i oglądałam niezliczone adaptacje, zarówno klasyczne (moja ulubiona to ta z 1999 z Patrickiem Stewartem) jak i zmodernizowane, gdzie akcja dzieje się w czasach współczesnych lub/i Scrooge jest kobietą. Myślałam, że niczego nowego się z tej historii nie wyciśnie, ale w jak ogromnym byłam błędzie. Mimo, iż nie lubię musicali, gdzie postaci nagle zaczynają śpiewać a w tle pojawia się banda tancerzy, odprawiająca wygibasy, to przymykam na to oko i bardzo polecam wszystkim.

Nie chcę za dużo zdradzać tym, którzy nie widzieli. Powiem więc tylko, że duchy są tu zorganizowane w porządnie prowadzonej firmie (z HR, urzędnikami, szefami, działem IT itp) która ma na celu odnajdywanie ludzi, którzy są wredni dla innych i zmienianie ich za pomocą sztuczek z duchem przeszłych, teraźniejszych i przyszłych świąt. Wszystko idzie zgrabnie, dopóki Duch Tegorocznych Świąt, grany przez Willa Farrella, nie wybierze sobie za kolejny obiekt młodego cwaniaczka w osobie Ryana Reynoldsa (oboje włosy w loki). Ryan jest bardzo odporny na zmiany, do tego krnąbrny i wcale nie wystraszony, ale między nim i Duchem nawiąże się przesympatyczna kumplowska relacja. Całość jest zaskakująco świeża i oryginalna, zakończenie także. Można jak się chce i ma się dobrych scenarzystów i reżysera. Ryan Reynolds jest jak zwykle bezbarwny i mógłby być zastąpiony kimkolwiek, a Will Farrell jest Willem Farrellem, którego się albo lubi, albo nie – ja tak. Duży plus za pięknie poprowadzony wątek romansowy między Duchem a menadżerką PR, graną przez Octavię Spencer. Moja ocena to 8 na 10, poziom świąteczności 10/10 bąbek .

Jeśli trafiliście na jakieś tegoroczne produkcje, które są powyżej średniej, to dajcie znać 🙂

11 uwag do wpisu “O Świątecznych Komediach Romantycznych 2022

  1. Ja zaczęłam na zasadzie przypadku, od Amazon Prime A Bride for Christmas, a matko jakie to jest złe 🤦‍♀️Weź Uciekająca pannę młoda, dopraw, Jak pozbyć się go w 10 dni, oczywiście bohaterka ma długie loki (nie całkiem blond) I koszmarek gotowy. Isnelam po 20 minutach, obudziłam pół godziny później i po 10 następnych dałam sobie spokój. Zniechęciło mnie do oglądania kolejnych produkcji. Zrobiłam sobie za to Playlistę że świątecznymi piosenkami na Spotify i styknie. A swiateczne filmy obejrzę, „te które znam”;) chyba:)

    Polubione przez 1 osoba

  2. Romantyczne komedie to dla mnie wyzszy poziom abstrakcji niz wszystkie sezony Dark doprawione 1899 (ktory wcale taki abstrakcyjny nie jest). Najnowszy Kochanek Lady C. nudny i nie pomogly wygibasy na golasa. Licze na dobra swiateczna rozrywke przy obu czesciach Knives Out 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Obejrzałam dziennik Noel, ale o ile pamiętam, jak wyglądała główna bohaterka, to wygląd aktora mi się zozmyl w pamięci po dwóch dniach, o czym to świadczy 🤔
    Obejrzałam polska produkcję Netflixa, Jeszcze przed świętami, tu mamy samotna mamę, która pracuje w firmie kurierskiej. Bardzo spodobała mi się aktorka (bez loków!) i brak zajdęcia, pięknych wnętrz, kurortów i odrealnionej rzeczywistości. Fabuła cienka jak bibułka, ale parę sympatycznych i śmiesznych momentów. Mini rola policjantki i początek z Japończykiem robią główna robotę;) Natomiast aktor główny strasznie irytujący swoją kluchowatoscia, już w Grach Rodzinnych działał mi na nerwy, no sorry, ale jako amant, to on mi się nie widzi, nie taki seksowny misiu to ma być, ale dla mnie wygląda, jak misiu wybudzonyz gawry w środku zimy i pytający się, ale o so cho?

    Polubione przez 1 osoba

  4. Opisane przez Ciebie „Święta z tobą” brzmią kropka w kropkę jak pewien RomCom z Hugh Grantem i Drew Barrymore. Hugh gra przebrzmiałego piosenkarza, który marzy o powrocie na szczyt. Przypadkiem spotyka dziewczynę, która pomaga mu napisać wielki przebój i ponownie nadaje sens jego życiu. Nie pamiętam tytułu.

    Ze świątecznych produkcji, co roku uwielbiam i czekam szczególnie na trzy: „Jack Frost”, „Cud na 34. ulicy”, oraz „Fluke: Psim tropem d domu” (tę ostatnią powtarzają zdecydowanie zbyt rzadko, raz na ładnych parę lat 😦 ).

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.