Średniowieczna Irlandia

Podróżując po Irlandii często zastanawiam się: dlaczego irlandzkie miasteczka i miasta są takie nieatrakcyjne? Nie oszukujmy się, do Irlandii nie przyjeżdża nikt by podziwiać architekturę, ale łono przyrody i przepiękną linię brzegową po zachodniej stronie, z jej klifami i plażami. Kraj usiany jest tysiącem ruin zamków, opactw i tzw fortified town houses, czyli ufortyfikowanego domostwa. Kiedy prowadzę samochód, jak tylko rzucę okiem w bok to jakaś porośnięta roślinnością pozostałość po czymś tam stoi. Czemu to jest w stanie kompletnego rozkładu, co stało się ze średniowieczną Irlandią? Gdzie obwarowane murami miasta? Kiedyś, może pamietacie z wpisu na blogu, natknęłam się na zamek, w którym, jak się dogrzebałam, rezydowali kiedyś Templariusze. Grzebiąc dalej, wyczytałam, że owszem, w Irlandii oni również byli, choć raczej o tym cicho. A jadąc do mojej ulubionej miejscówki w górach Galtee, napatoczyłam się na obwarowane średniowiecznym murem Fethard. Nigdzie nie reklamowane, nigdzie specjalnie nie opisywane. I to skłoniło mnie to sprawdzenia, co stało się z takimi miastami.

Oszałamiający widok z drogi.

Irlandia posiadała 56 tzw walled towns, czyli średniowiecznych miast otoczonych obronnym murem. To znaczy posiada, bo one wciąż istnieją, choć w większości z nich muru nie uświadczysz, albo są to jakieś żałosne szczątki. Fethard ma szczęście, bo mur z jednej strony jest świetnie zachowany. Kiedy przejeżdżałam samochodem, powiedziałam do siebie: WOW! WTF! Do miasta weszłam przez oryginalną XIV wieczną bramę, jedyną pozostałą z pięciu. No i po wejściu do miasta, czar znika. To oczywiście nie jest Carcassonne, gdzie zachował się układ ulic i oryginalne budynki, gdzie można sie przenieść w przeszłość i dosłownie usłyszeć stukot kopyt koni po bruku. Nie, za bramą mamy typowe, brzydkie prowincjonalne irlandzkie miasteczko z długą i szeroką ulicą z brzydkimi domkami, pubami, Sparami i tyle. Czułam się tak, jakby ten mur i stojący przy nim zamek, a raczej jego pozostałość, to była jakaś dekoracja zbudowana na potrzeby filmu. Aktorzy i ekipa się wynieśli, ale mur został.

Swobodna rekonstrukcja średniowiecznego Fethard.
Fethard obecnie z lotu ptaka. Widać wyraźnie dawne granice miasta.

Jest takie piękne wyrażenie – tkanka miasta. Bo miasto to jak istota żyjąca – powstaje, dojrzewa, rośnie, zmienia się. Niestety, czasem ta tkanka zostaje poważnie naruszona i z oryginalnego, pięknego miejsca wykluwa się koszmarek. Bo wiecie – ludzie muszą mieszkać gdzieś, biznesy muszą powstawać, nikt nie będzie się gnieźnić w średniowiecznym budynku. XIX wiek przyniósł takie właśnie szkody historycznym obiektom – Irlandia była biedna po latach wielkiego głodu. Opuszczone zamki i opactwa rozbierano, by wykorzystać materiał na budowę domów. A postęp, na przykład motoryzacja, spowodował poszerzanie ulic, pokrywanie ich asfaltem, stare średniowieczne i niszczejące budowle rozwalano, na ich miejscu budowano. No przecież ja mieszkam w budynku, przez który rozebrano średniowieczny młyn, mimo prostestów lokalsów.

Kiedy już powstały organizacje chroniące obiekty historyczne, przeważnie były to kikuty pozostałe po dawnej świetności. Oczywiście, że przed XIX wiekiem był Cromwell, ale wbrew pozorom Anglicy wcale nie poniszczyli irlandzkich miast, przynajmniej nie w dużym stopniu. Dużo wcześniej Anglo- normańskie zamki padały ofiarą zniszczeń i wandalizmu z rąk Irlandczyków, którzy po prostu nienawidzili niczego stworzonego przez wroga. Ile pięknych domów popalono… no dobra. Jestem całym sercem za niepodległą Irlandią i rozumiem nienawiść do okupanta, ale nie uznaję niszczenia historii. Żadne palenie książek, obrazów i niszczenie domów, zamków czy całych miast.

Eksplorując Fethard, pełny zachwyt zanim nie znalazłam się po drugiej stronie bramy.

Często jest tak, że brzydkie miasto ma wspaniałą wielowiekową historię, jak tylko w niej pogrzebać. Tu stało to, tam stało tamto. Tu był taki zamak, a tu był taki mur. I pięknie, tylko że większości z tego już nie ma. A jak jest, to też jakoś specjalnie nie wyeksponowane ani nie chronione. Jest duży postęp. Większość zabytków ma tablice z opisem i już nie można bezkarnie ich rozebrać, żeby sobie zrobić nowy podjazd tanim kosztem. Ale przykład – w bardzo dobrzej zachowanej ruinie, którą mam za oknem, XII wiecznym opactwie cystersów, była unikatowa płaskorzeźba żaby na jednym z filarów. Ponoć zrobił ją żartobliwy kamieniarz, zmęczony wykonywaniem płaskorzeźb w kształcie mnichów i celtyckich symboli. Żabka nikła przez lata, bo z powodu warunków pogodowych i upływu czasu po prostu robiła się coraz mniej wyraźna. I teraz jej prawie nie ma, a nie można było jej zastawić szybą, jak to się robi gdzie indziej? Kto w ogóle wie, jakie moje miasto jest interesujące pod względem historycznym? Może ci, którzy czytali TEN post. Nie ma tu żadnych tablic na murach, nie ma inwestycji w ochronę naszej historii.

10 minut jazdy ode mnie jest mała mieścina o nazwie Castledermot. Nic specjalnego, nowe osiedla wybudowane w czasach celtyckiego tygrysa, stacja benzynowa, pub i sklep. Przejeżdżałam tamtędy setki razy. Znajdują się tam ruiny opactwa i okrągła wieża, ale dopiero wczoraj wyczytałam, że to było jedno z owych 56 miast otoczonych murem obronnym! Mało tego, na przykościelnym cmentarzu znajduje się jedyny w Irlandii nagrobek Wikinga w stylu sarkofagu, pochodzący z okresy pomiędzy 800-1000 roku naszej ery. Nagrobek pokryty jest symbolami runicznymi ale i chrześcijańskimi. Archeolodzy sądzą, że to grób lorda Wikinga który przeszedł na chrześcijaństwo. W obliczu śmierci wolał jednak odwołać się do obu bogów, na wszelki wypadek. Grób nie jest ani oznaczony, an opisany, ani chroniony przed zatarciem się runów.

Castledermot w średniowieczu. Nigdy przenigdy nie podejrzewałabym, że było to okolone murem warownym miasto.

Kilkanaście lat temu powstała organzacja o nazwie Irish Walled Towns Network (IWTN) do której przyłączyło się 29 z 56 takich miast. Większość jest mi znana, choć ich mury są doprawdy szczątkowe albo nieistniejące. Organizacja ma na celu promocję oraz zbieranie funduszy na restorację. Na liście figuruje nie mówiące mi nic Rindoon. Wrzucam w google i włoski mi się jeżą na karku – to potężne średniowieczne miasto zwane irlandzkim Camelotem! Co? Gdzie? Jak? Oczami wyobraźni widzę takie San Gimignano i myślę: jak to mogłam przegapić? Pakuję się i jadę! Ale zaczynam oglądać zdjęcia, na którym są porośniete trawą ruiny i pasące się owce i już wiem, że to śpiew przeszłości.

Rindoon został zbudowany w XII wieku przez Anglo Normanów. Stałe i brutalne walki między irlandzkimi klanami a Normanami stworzyły potrzebę okolenia miasta murem, który był wysoki na 6 metrów i długi na 500 metrów. W czasach świetności miasto liczyło sobie ponad 1000 mieszkańców, co na tamte czasy było ilością znaczącą – Londyn miał ich 20.000 tysięcy. Kwitł handel zbożem, płótnem i winem z Bordeaux. Był tam młyn, szpital i oczywiście kościół i zamek. W końcu jednak miasto podupadło, pokonane przez Celtów i cholerę. Z biegiem lat popadało w ruinę, budynki rozbierano a ziemię przeznaczano na pastwiska. Dzięki IWTN publika odkryła Rindoon na nowo, choć z niego już nic specjalnie nie zostało.

Średniowieczne Youghal, na szczęście spora część murów się zachowała. Podobnej mapki Ringdoon nie mogłam znaleźć.

Nic nie poradzę, jest mi po prostu smutno, kiedy porównuję stare mapy i rekonstrukcje irlandzkich średniowiecznych miast z tym, co jest tam teraz. Myślę o Carcassonne, Montecatini, Bergamo czy wielu innych europejskich miastach, które rozrosły się poza historycznymi murami i gdzie można wciąż stąpać po żywej historii. Niedługo będę ponownie w Derry, które szczęśliwie ma wspaniale zachowane fortyfikacje obronne i które dzięki nim nigdy nie było zdobyte.

22 uwagi do wpisu “Średniowieczna Irlandia

  1. Irlandzkie miasteczka nie wydaja mi sie az tak brzydkie. Dzis mialam nieprzyjemnosc jechac zastepczym autobusem przez Hertfordshire i matko, jakie te angielskie przedmiescia sa szkaradne. Co nowsze osiedla mieszkaniowe jeszcze wygladaja jako tako, ale domy to estetyczna i wizualna tragedia.

    Z tego co piszesz rdzenni mieszkancy Irlandii dopuscili do tego ze walled cities ulegly zniszczeniu bo nie czuli ze te fortyfikacje czy inne obiekty byly ‚ich’…ale co bylo ich, osady a la Biskupin ? Chaty strzecha kryte (tez ich juz prawie nie ma), domki z kamienia na farmach? W Polsce jakos uchowaly sie zamki krzyzackie mimo oczywistej antypatii do ich oryginalnych mieszkancow.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Wiesz, troche ze nie byly „ich”, troche dlatego, ze jak bieda przycisnie, to sie mniej dba o jakies mury i zamki a bardziej o dach nad glowa i zeby bylo co zjesc… Fethard sie zmienil, bo trzeba bylo rozbudowac miasto i przystosowac do zmieniajacych sie czasow, nikt nie mial kasy na konserwacje ruin i rozwalajacych sie miast. Rindoon sie wyludnilo bo Celtowie wykurzyli Normanow i tak miasto sie po prostu rozpadlo… Wasze „country side” a uroczymi miasteczkami jest cudowne, przedmiescia duzych miast jakie sa, kazdy wie 🙂 Bedzie jeszcze duz takich wpisow na blogu, niestety o tym, czego juz nie ma.

      Polubione przez 1 osoba

  2. Dammar

    Ewa, zeby zachowac historie trzeba chodzic do councila I molestowac ich nawet listownie o dbanie tego na co dostaja pieniadze.
    Moj mlodszy syn nalezy do kolka historycznego o I wojnie swiatowej, jak wiadomo Irlandia w Ii nie brala udzialu. Lubi historie I z tego powodu ogladal rozne historyczne miejsca. Gdy jeszcze mieszkalismy w Navan, byl na cmentarzu gdzie byl grob Anglikiw poleglych w powstaniu. Byl potwirnie zaniedbany. On rozumial ze Irlandczycy nie cierpia Anglikiw, ale tych co juz nie zyja powinno sie traktowac tak jak innych. Poszedl do councila zglosic ze grob jest zaniedbany. Wyslali mu list ze cmentarz zostal posprzatany itp. Poszedl sprawdzic. Owszem, na cmentarzu trawa byla skis,ona, ale grobu nawet nikt nie dotknal. Wiec znowu do nich poszedl. Powiedzieli mu ze to musialby jakis konserwator zabytkow wziac pod opieke I cos tam. Chodzilo o to, zeby nic nie zrobic, a wystarczyli ten grob umyc.
    Moj mlodszy nie lubi urzednikow I wybieral sie jyz do lokalnego polityka ze skarga, ale wyprowadzilismy sie z Navan I nie zdazyl.
    Mozna tez zalozyc wlasna grupe historyczna na przyklad, zglosic ja I brac dotacje z councila na swoje cele. Sa ludzie z pasha a sa tez zwykli naciagacze
    Wiem tylko, ze jak cos chcesz zrobic, to trzeba to wychodzic w councilu bo ich specjalnie nic nie interesuje. Za duzo pracy by mieli.
    PS czekalam na twoj post, od wczoraj kilka razy sprawdzalam czy juz jest. I super, ciesze sie ze napisalas

    Polubione przez 1 osoba

    1. Masz racje, ale na szczescie sa tez organizacje I rozne zrzeszenia ktorym zalezy, na przyklad IWTN wspomniane. Ja uwielbiam historie I mnie serce boli jak widze takie zaniedbania I ogolnie ze innych to wali… kiedys nawet sama chcialam tu podzialac, zebysmy przynajmniej mieli tablice na waznych historycznie miejscach w miasteczku, jak to ma np Graiguenamanagh. Ale mnie przestrzezono przed councilem… oni tam faktycznie maja to w d.

      Polubienie

      1. Dammar

        To znaczy, gdybys zalozyla takie stowarzyszenie I w imieniu tych osob poszla do councila prosic o tabliczki to cos by musieli zrobic. Prawdopodobnie najpierw dostalabys list z wyjasnieniem ze robia co moga ale …. czyli nic. Wtedy trzebaby bylo isc do lokalnego polityka, a nawet wszystkich w okolicy bo oni maja taka wladze by zadzialac. Tylko takie prosby po jakims czasie musza byc wysylane listownie. Wtedy beda sie vac, ze zglosisz to do jakiejs gazety I z tego strachu zrobia o co prosisz.
        Tylko na to trzeba miec czas I nerwy. Albo znajomosci, I to na wyzszym szczeblu.

        Polubione przez 1 osoba

      2. Dammar

        Dopytywalam syna jak to wyglada. Mowil ze na poczatku wystarczy wyslac maila do councila. Opisac sprawe I zapytac co z tym zrobia. Poprosic o potwierdzenie ze informacjie dostali. I poprosic o Dane FOI (freedom of information) czy taka sprawa juz byla zglaszana. Wszystko w mailu by miec potwierdzenie.
        On mowi ze on jest ich bosem haha, Bo skoro oni maja prace rzadowa to sluza wszystkim, czyli kazdy jest ich bosem.

        Polubione przez 1 osoba

  3. Agnes

    Dolnyslask tez mial lata w ktorych nic nie robiono. Wrecz mowilo sie to niemieckie i po co remontowac. Zmienilo sie po 89, widac ze ludzie zrozumieli dbalosc o calosc. Choc odcisk pesudo nowoczesnosci jest ogromny. Np: w Walbrzychu nie tylko Zamek Ksiaz czy stadnina i palmiarnia ale tez stara kopalnie otwarto dla zwiedzajacych. Choc Walbrzych to brzydkie miasto to ma kilka fajnych miejsc(zaklad porcelany ktory produkuje wciaz i nawet wysyla dla rodziny krolewskiej w Anglii) oraz bliskie gory. Wroclaw mial te przyjemnosc byc rozbierany na ratowanie Warszawy. Cala obecna ulica Powstancow Slaskich przetrwala wojne ale planow wladzy juz nie. Ogromny kompleks kulturalny pomiedzy placem Dominikanskim a muzeum narodowym tez rozebrano dla Warszawy. Owa Warszawa jak dla mnie strasznie jest odbudowana. Jak tak po niej jezdze to widze tylko bloki po prawej i lewej. A dzielnica Praga choc uchowala sie podczas wojny to dzis prawie polowa z mieszkancow nie ma toalety w domu tylko na polpietrze. Tutaj jednak wolalabym nowoczesnosc niz toalete na polpietrze.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Ultra

    Masz rację, tam, gdzie bieda, nie mówi się o ratowaniu zabytków, a potem często jest zwyczajnie za późno, niestety. Może należałoby uczulić ludzi kultury, sławnych aktorów, piosenkarzy, by propagowali ratowanie dawnego dziedzictwa, W Polsce aktorzy kwestują, by ratować cmentarze.
    Zasyłam serdeczności

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tak, najwazniejsze sa podstawowe potrzeby a potem rzeczy wyzsze, kultura, sztuka, zabytki. Irlandczycy sie za bardzo swoim krajem nie interesuja ( w wiekszosci) nie wiedza wielu rzeczy, nie zwiedzaja Irlandii, znam osoby w moim wieku ktore w calym zyciu oprocz Dublina byly raz w Kilkenny I moze raz na klifach moheru.

      Polubienie

  5. M

    Fajny wpis i ciesze sie ,ze nie tylko ja widze brzydote irlandzkich miasteczek. Architektura jest marna, natura piekna. Wspomnialas Carcasonne. to mam dla Ciebie maly smaczek, polskim Carcasonne jest Szydlowiec w woj swietokrzyskim. Fajna miescina , zaglebie polskiej sliwki w czekoladzie i bez :-)…nie wiem czy lubisz sliwki w czekoladzie/badz bez ,ale te z Szydlowca sa najlepsze, produkty regionalny ,polecam.

    Polubione przez 1 osoba

      1. M

        Ja tez bylam w Szydlowcu i w Carcassonne, no powiedzmy ze te mury przypominaja troszke Carcassonne i moze stad to porownanie, ale my polacy mamy tendencje do nazywania typu polska Bridget Bardot etc Szczerze powiedziawszy to mi sie Carcassonne nie podobalo ,wole miasta w typie Toulouse

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.