Uniwersyteckie życie na Oxfordzie

Oxford jest odwiedzany głównie dla swoich college’ów i architektury oraz wspaniałej biblioteki Bodleian, zarówno przez miłośników historii i literatury, jak i fanów kręconych tam filmów i seriali, głównie Harry’ego Pottera, inspektora Morse’a i Discovery of Witches. Ja pojechałam tam dla atmosfery oraz powiązań z Tolkienem i Oscarem Wilde, a także dla anegdot i opowieści o studenckim życiu. Tychże dostarczył mi ponad dwugodzinny spacer ze Stephenem, aktorem uprawiającym w wolnych chwilach zawód przewodnika po mieście.

O Oxfordzie wiedziałam dużo już zanim tam pojechałam, ale tradycyjnie staram się dowiedzieć jeszcze więcej, zwłaszcza rzeczy, których w turystycznych broszurach nie ma. Najlepiej pomagają w tym lokalni przewodnicy, a tzw walking tours po Oxfordzie jest co nie miara. Szukałam czegoś oryginalnego i oto natknęłam się na AIRBNB experience: Oxford with an Actor. Opis brzmiał zachęcająco, więc zarezerwowałam tour (23 funty) i następnego dnia pojawiłam się na miejscu zbiórki.

Nie spostrzegłam żadnej grupki ani rozglądających się niepewnie ludzi, wyglądających na uczestników wycieczki. Wreszcie pojawił się ekscentrycznie ubrany osobnik, z kapeluszem z piórkiem i rozwianym artystycznie długim włosem, w którym rozpoznałam Stephena. Zanim do niego podeszłam, ubiegła mnie jakaś kobieta. Powiedziała do niego „excuse me” a on chyba myślał, że to ja, bo zaczął coś nawijać z uśmiechem. Ale ona przerwała mu w pół i zcharatanym głosem palacza spytała „do you have any spare change”? Prawie padłam widząc jego minę. Pozbył się jej, a kiedy ja podeszłam, to był już ostrożniejszy w nawiązaniu kontaktu 😉 Okazało się, że dopiero parę dni wcześniej wystawił experience na airbnb, jako pierwszą datę w nowym roku, a ja jestem jedyną klientką tego dnia. No więc miałam prywatny tour jeden na jeden, zakończony drinkiem w pubie.

Ponieważ nasłuchałam się ciekawostek i o studentach i o pisarzach, to w tym poście skupię sie na tych pierwszych. Najpierw jednak wspomnę, że Oxford przed powstaniem uniwersytetu był dużym i dobrze prosperującym miastem, założonym w IX w przez Alfreda II. Znajdował się między królestwem Mercii i Wessex (jak ktoś oglądał serial Wikingowie to pewnie te nazwy kojarzy) i był często najeżdżany i rabowany przez duńskich wikingów. Może pamiętacie mój wpis o Brugii, gdzie wspomniałam o masakrze, dokonanej przez Brugijczyków na Francuzach w 1302 roku. Oxford też ma podobną masakrę na koncie, albowiem w 1002 roku panujący wówczas król Anglii Ethelred zarządził wymordowanie wszystkich mieszkających w Oxfordzie Duńczyków. Wśród ofiar znalazła się siostra duńskiego króla Svejna, Gunhilde. Jej śmierć tak wkurzyła Svejna, że kolejne 10 lat spędził na zmasowanych atakach na Anglików, dopóki nie doprowadził do podbicia kraju i nie został pierwszym królem Wikingiem na angielskim tronie. A jak się to potoczyło dalej? Ano syn Svejna, Knut, poślubił wdowę po Ethelredzie, w związku z czym powstała unia z Anglo Saxonami, a syn pary rządził potem jako król.

To była taka ciekawostka ze średniowiecza, a teraz o Uniwersytecie, który jest drugim najstarszym na świecie działającym uniwersytetem, założonym w 1096 roku. Jak może pamiętacie z mojego wpisu o Cambridge, to poprzez konflikt pomiędzy skolarami a mieszkańcami miasta powstał spin off uniwersytetu w Oxfordzie, w Cambridge właśnie. Na chwilę obecną uniwersytet składa się z 39 college’ów. Podczas gdy Cambridge specjalizuje się w naukach ścisłych, Oxford wiedzie prym w naukach humanistycznych, sztuce i klasyce, jak np grece i łacinie. Może dlatego (po moich dwóch wycieczkach w obu tych miastach odniosłam takie wrażenie), studenci z Cambridge byli bardzie poważni i skupieni na nauce, a jeśli robili jakieś kawały, to polegały na chodzeniu nocą po dachach, podczas gdy ci z Oxfordu zasłynęli z pijackich eksluzywnych stowarzyszeń dla rich white boys.

Aż 27 brytyjskich premierów tam właśnie studiowało (interesujące…) a jeśli chodzi o ilość uznanych autorów na metr kwadratowy, to Oxford wypuścił ich najwięcej. Polecam Wam spotkanie się ze Stephenem, który sypie ciekawymi i zabawnymi faktami jak z rękawa, ja przytoczę tylko kilka. Otoż legenda na temat powstania uniwersytetu jest taka: pewna saksońska księżniczka o imieniu Frideswide postanowiła nie wychodzić za mąż, ale zostać zakonnicą. Niestety, uwziął się na nią jakiś król, który chciał ją uprowadzić i zmusić do małżeństwa. Księżniczka schroniła się w Oxfordzie, a gdy król ją tam wytropił, stracił wzrok. Uznał to za karę od Boga i prosił Frideswide o wybaczenie. Odzyskał wzrok, a księżniczka założyła na terenie teraźniejszego Christ College konwent dla zakonnic, który potem przekształcił się w szołę dla przyszłych księży. Bo oczywiście w Oxfordzie najpierw nauczano tylko teologii.

Między studentami a „zwykłymi” mieszkańcami Oxfordu zdarzały się niesnaski, a taki konflikt nazwano „town and gown„. 10 lutego 1354 roku, grupa studentów pijąca w Swyndlestock Tavern, oskarżyła właściciela o to, że podaje im rozwodnione wino. Pomiędzy studentami a resztą klientów wybuchła awantura. Bijatyka przeniosła się na ulicę, a do walczących zaczęli przyłączać się i inni studenci, i mieszkańcy. Ktoś wskoczył na wieżę kościoła i zaczął bębnić w dzwony, więc zgromadziło się jeszcze więcej osób z okolicy, którzy dołączali się do jednej z grup. Walki trwały 3 dni, ponad 60 studentów zginęło, a mieszkańcy zniszczyli kilka budynków należących do uniwersytetu. Za zniszczenia zapłaciło miasto i aż do epoki wiktoriańskiej płaciło symboliczną daninę uniwersytetowi.

Rywalizacja, często tylko dla zabawy i niegroźna, istnieje też między college’ami. Słynny jest odwieczny konflikt między Balliol i Trinity College, które są zaraz obok siebie. Przeważnie jest to wyśpiewywanie obraźliwych piosenek przez ogrodzenie, lub pokrzykiwania na ulicach. Balliol ma opinię miejsca dla radykałów, a Trinity dla konserwatystów, co oczywiście nie pomaga. Oba college’e od zawsze brały udział w tzw wyścigu żółwi, w którym biorą udział żywe żółwie, maskotki uniwersyteckiej braci. Balliol posiadał żółwicę championa, nazywaną Rosa (po Róży Luxemburg) która wygrywała każdy wyścig. W 2004 Rosa zaginęła, a o porwanie i zabicie żółwicy studenci Balliol oskarżyli studentów Trinity. Włamali się nocą na teren ich college’u i zatruli wszystkie ryby w stawie na terenie ogrodu. Każdego roku jeden ze studentów dostaje za zadanie opiekować się obecnym żółwiem, co nazywa się byciem „Comrade Tortoise„.

Magdalen College posiada z kolei stado jeleni. Pojawiłam się tam przy bramie z samego rana i pan bileter wpuścił mnie za darmo, mówiąc, że zawsze tak robią dla pierwszego odwiedzającego. Zwierzęta widziałam, co prawda z daleka. W jednym z wykuszy na terenie budynku zauważyłam przyczepione tam zdjęcie jelenia, otoczone karteczkami w kształcie serc. Miało to upamiętnić jelenia o imieniu Alfie, który przeniósł się na łono Abrahama. Opowiastka głosi, że podczas II wojny światowej i braków w dostawach mięsa, uniwersyteckie jelenie sklasyfikowano jako „warzywa” żeby uniknąć ich przejęcia przez ministerstwo d/s żywności.

Oxford wypuścił ze swych murów mnóstwo znanych ludzi, którymi się szczyci, ale jakoś o jednym „sławnym” człowieku milczy, a chodzi mi o Howarda Marxa o ksywce Mr Nice, jednego z najbardziej znanych baronów narkotykowych, pobijającego wszelkie rekordy w ilości przemycanej marihuany. Jego kariera zaczęła się od sprzedawania narkotyków wśród kolegów z uniwersytetu, co od razu skojarzyło mi się z postacią graną przez Matthew McConaughey w The Gentlemen. Po około 18 latach „kariery” został złapany osądzony i osadzony w więzieniu na 25 lat, z którego wyszedł po siedmiu. Napisał bestellerową autobiografię (na podstawie której nakręcono film Mr Nice) i resztę życia spędził na dawaniu wywiadów i spotkaniach z czytelnikami, paląc na nich marihuanę. Był też aktywistą w sprawie legalizacji marihuany (co stanowczo popieram).

Edward VIII to kolejny Oxfordczyk (Magdalen College), który zapisał się na „Oxford wall of shame„. To król, który abdykował ze względu na swoją miłość do Wallis Simpson, ale „zasłynął” ze swych sympatii do Hitlera. W latach 60-tych powiedział: „I never thought Hitler was such a bad chap„.

Najbardziej kontrowersyjną sprawą na wielu uniwersytetach, nie tylko na oxfordzkim, są tajne stowarzyszenia i bractwa. Oxford miał zawsze ksywkę ekskluzywnego miejsca dla „rich white boys„, którym wydawało się, że mogą wszystko. Najzamożniejsi z nich tworzyli elitarne grupy, które tak naprawdę były po to, by pić drogie alkohole i robić burdy i głupie kawały. Może ktoś oglądał film The Riot Club, który jest wzorowany na Bullingdon Club, bractwie założonym w Oxfordzie około 200 lat temu. Członkowie, w ilości maksimum 30 osób, to tylko mężczyźni z najlepszych i najbogatszych rodzin, ale też i tacy, którzy osiągają najlepsze wyniki w nauce. Tradycyjnym strojem Bullingdończyków są szyte na zamówienie granatowe fraki, musztardowa kamizelka i błekitna muszka, a zarówno guziki jak i krawat mają emblemat klubu. Ubrania są szyte przez założoną w 1689 londyńską firmę krawiecką Ede & Ravenscroft. Panowie zajmują się głównie piciem, ale w przeszłości znani byli z poważnych rozrób w miejscowych restauracjach i tego, że za wyrządzone szkody płacili na miejscu gotówką.

Ostatnim poważnym, szeroko komentowanym wykroczeniem, było przyjęcie w 2005 roku w XV wiecznym pubie White Hart w niewielkiej wiosce w pobliżu Oxfordu, podczas którego rozbito 17 butelek wina i każdą sztukę zastawy, oraz zabytkowe okno. Obiad w pubie zorganizował siostrzeniec księżnej Diany, aresztowany razem z innymi czterema osobami.

Członkami klubu byli David Cameron i Boris Johnson, którzy wyrażają teraz swoją skruchę z powodu „wybryków młodości”. Nie przeszkodziło to jednak Cameronowi w zatrudnieniu w swym rządzie czterech kumpli z bractwa jako ministrów. Dodam, że jest też polski akcent – były minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, eks miłość brytyjskiej aktorki Olivii Williams, był również Bullingdonem. Cameron udzielał się też w innym stwowarzyszeniu o nazwie Piers Gaveston Society. A wiemy o tym z afery „Piggate” – otoż inicjacja na członka klubu polegała na włożeniu nomen omen członka w pysk martwej świni. Zdjęcie pana Camerona wykonującego ową czynność obiegło prasę w 2015 roku. Tajne bractwa dla rich white boys znalazły się wtedy w ogniu krytyki.

Blondynek w dolnym rzędzie to Boris.

Wśród opowiastek na temat studentów przewinęła się też jedna o znanym profesorze, którego nazwisko niestety mi umknęło. Pan ów, albinos, bardzo lubiany przez studentów, miał dziwną przypadłość, a mianowicie mieszał słowa i sylaby, co czasem dawało komiczny efekt. Pewnego razu miał wygłosić toast na uroczystym obiedzie, na którym gościła brytyjska królowa. Ówczesny dziekan uniwersytetu (dziekan to po angielsku DEAN) miał skłonności homoseksualne, a żeby żart był zrozumiały to wyjaśniam, że słowo QUEER w slangu oznacza właśnie homoseksualistę. Profesor wznosząc kielich, zamiast: Here is to our dear queen, powiedział: here is to our queer dean.

Teoretycznie studiowanie na Oxfordzie nie jest droższe, niż gdzie indziej w UK. Oxford zresztą szczyci się tym, że chce kształcić studentow z rożnych środowisk, więc zarówno kobiety, osoby „nie białe” jak i zwykły plebs, o ile zda egzaminy, witany jest z otwartymi ramionami. W praktyce wygląda to tak, że o ile nie masz kasy a najlepiej i arystokratycznego pochodzenia, nie mówisz posh english jak królowa i nie wywodzisz się z prywatnej szkoły, to i łatwo nie będzie, i żaden przyszły premier nie zatrudni cię na ministra. Oglądnęłam kilka fimików na youtube, które nagrała dziewczyna uczęszczająca do Oxfordu i wywodząca się z tej „niższej” kasty. Pierwsze, co mnie uderzyło, to jej akcent, którego wydał mi się sztuczny. Okazało się, że dziewczyna jest z Yorkshire, a zaczynając naukę w Oxfordzie podświadomie wstydziła się akcentu i starała się, pewnie też nieświadomie, dopasować. Powiedziała, że ani nie czuje się teraz tak, jak inni jej koledzy z „posh accent” ale też i w jej rodzinnej miejscowości patrzą na nią, jak na idiotkę, kiedy się odzywa.

Podczas pierwszego roku na wykładach nie rozumiała połowy słów, jakich używali profesorowie i inni studenci, więc nosiła z sobą laptop, żeby je na bieżąco guglować. Na niektórych egzaminach używano wyrażeń po łacinie, z czym nie mieli problemów studenci ze szkół prywatnych, w programie których łacina jest. Posiłki dla studentów podawane są w wielkim hallu, gdzie serwuje je kelner. Dziewczyna nie wiedziała, jakie sztućce są do czego. Nie mogła brać udziału w wielu spotkaniach poza zajęciami czy oficjalnych balach i obiadach, bo nie było jej stać na odpowiednie suknie czy opłaty. W praktyce jest więc tak, że elity dalej trzymają sie razem.

Jakiś czas temu podobna elitarność i kliki wypłynęła z powodu aktora Eddie’ego Redmayne. Jest on absolwentem Eton, z której z kolei wywodzi się wielu znanych aktorów. Redmayne zbyt utalentowany nie jest, ale na brak ról nie narzeka. Trudno, żeby tak nie było, skoro w większości pracuje z wychowankami tej samej szkoły. Tego typu zależności i znajomości to nie jest nic nowego. Na marginesie, właśnie oglądnęłam pierwszy odcinek serialu The Gilded Age, reklamowanego jako amerykański Downton Abbey. Serial zapowiada się świetnie, tylko że aktorka grająca jedną z głwnych ról jest tak nijaka, że od razu mnie to uderzyło. I wiecie co? To jedna z córek Meryl Steep. No właśnie.

Polecam Wam wycieczkę ze Stephenem, bo to, co tu przytoczyłam, to tylko niewielki ułamek tego, o czym od niego usłyszałam. Zakończyliśmy w najstarszym oxsfordzkim pubie The Tuft Tavern, dobrze schowanym, do którego można dojść przez bardzo wąską uliczkę o ksywce Road to Hell. W przeszłości prowadziła ona bowiem do placyku, gdzie urzędowały prostytutki, nie było to więc najbezpieczniejsze miejsce. W pubie pijały same sławy, że tylko wspomnę Margaret Thatcher, Stephena Hawkinga, Elizabeth Taylor i całą obsadę Harry’ego Pottera. To właśnie tam Bill Clinton paił, ale „nie wdychal” marihuanę.

W kolejnym poście będzie o Tolkienie, Narnii i Alicji z Krainy Czarów, oraz słynnej bibliotece bodjejańskiej.

13 uwag do wpisu “Uniwersyteckie życie na Oxfordzie

  1. Dziewczyna – absolwentka ktora nas oprowadzala po Cambridge miala slyszalny akcent, z tego co pamietam z Wolverhampton. Z tego wniosek ze w Cambridge jest lepiej pod tym wzgledem, choc ‚elity’ byly, sa i beda. Komentatorzy polityczni w UK nadal nie pojmuja jakim cudem klasa pracujaca zaczela glosowac na torysow, old Etonians itd, gdy powszechnie wiadomo ze dbaja oni o interesy swojej kliki i nikogo wiecej. Odczuwam silna antypatie do tajnych bractw i klubow i nie widze siebie reprezentowanej przez politykow wywodzacych sie z takich srodowisk. Eddie jest ok, a Tom Hiddleston jeszcze bardziej ok 🙂

    Polubione przez 3 ludzi

  2. Wspaniała notka. Wspaniała 🙂 Sporo nowych i ciekawych rzeczy się teraz dowiedziałem. Aż sam się poczułem, jakbym był tym jedynym tego dnia klientem Stephena 🙂

    Z przytoczonych przez Ciebie opowieści za serce chwycił mnie fragment z żółwiami (w wieku 16 lat moim pierwszym zwierzątkiem były właśnie dwa żółwie, którymi jednak nie nacieszyłem się zbyt długo, gdyż były chore i pomimo wysiłków weterynarza zmarły po kilku miesiącach), oraz wzmianka o Edwardzie VIII.

    O jego ciągotkach do nazizmu wiedziałem, ale na tego „bad chapa” to się szeroko uśmiechnąłem. Jednak „naive fellow” z tego króla był…

    Natomiast na wzmiankę o stowarzyszeniach i bractwach przypomniał mi się Tolkien. On i koledzy także coś takiego założyli: TCBS – Tea Club/Borrovian Society.

    Dziękuję Ci bardzo za tę podróż arcyciekawą i zapraszam gorąco do siebie. Jesteś wśród wymienionych 😉 https://zyciecelta.wordpress.com/2022/02/22/blogowa-balanga-urodzinowa-czesc-2/

    Polubione przez 1 osoba

  3. Pingback: Boat is boat czyli Anatomia skandalu. – Dublinia pisze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.