Emily w Paryżu – sezon drugi. Rant!

Są seriale tak złe, że są w tym tak dobre, że trzeba je oglądać. Na przykład reboot Seksu w Wielkim Mieście, o którym już pisałam, ale na pewno jeszcze napiszę, bo z odcinka na odcinek jest gorzej! Ale 2 sezon Emily in Paris wcale mu dużo nie ustępuje. Chociaż tyle, że weselej jest, nikt nie umiera, nie chodzi o lasce, nie sika do łóżka, nie pije za dużo 😉 No, kawałek palca został odcięty szablą i krew się lała, ale to tyle 😉 Uwaga, cały post to jeden wielki spojler.

Pierwszy sezon EiP spotkał się z dużą krytyką, głównie ze strony Francuzów. Zupełnie tego nie rozumiem, bo Francuzi w serialu są pokazani z bardzo dobrej strony. Znają obce języki, są eleganccy, zachowują work-life balance i mają naprawdę dużo klasy i opanowania, by nie wyrzucić wkurwiającej Emilki przez okno. Emily była irytującą, szeroko uśmiechniętą ignorantką, przekonaną, że cały świat musi się kręcić wokół niej i że zjadła wszelkie rozumy. Jej maniera wrzucania TRES do każdego wypowiedzianego po angielsku zdania, co miało niby znaczyć, że stara się mówić po francusku, nawet Matkę Teresę wyprowadziłoby z równowagi. Wyobraźcie sobie, że do np Londynu, do brytyjskiej firmy, przyjeżdza pracownik czy menadżer, mówiący wyłacznie po francusku, oczekujący że każdy musi ten język znać i nim się posługiwać… Tymczasem wszyscy pracownicy Savoir, gdzie zaczyna panoszyć się Emily, tylko z powodu tej amerykańskiej księżniczki zaczynają posługiwać się angielskim, mało tego, klienci też!

W pierwszej części, nie wiadomo dlaczego, do Emily lgnął każdy facet, ale ona była zainteresowana wyłącznie sąsiadem z dołu, Gabrielem. Ten okazał się być chłopakiem Camille, którą Emily poznała przypadkiem i bardzo polubiła. Sezon kończy się tym, że Gabriel zrywa z Camille i ma zamiar wrócić do rodzinnej Normandii, by tam prowadzić własną restaurację. Emily, myśląc, że już go więcej nie zobaczy, spędza z nim noc. Ale na drugi dzień okazuje się, że Gabriel znalazł inwestora, który kupi mu restaurację w Paryżu. I tak w skrócie kończył się sezon.

A jak wyszedł drugi? Zacznę od tego, że twórcy postanowili wziąć krytykę na klatę i poprawić niektóre z problemów sezonu poprzedniego. Na przykład uczynić Emily bardziej sympatyczną, żeby ją można było polubić. Szczerze, nie rozumiem tego pędu, by główni bohaterowie seriali wzbudzali sympatię. Jeśli chodzi o mnie, prawie wszystkie postaci z moich ulubionych shows są wkurzające i w prawdziwym życiu nie chciałabym ich znać. Choćby Ally McBeal, mama i córka w Kochanych Kłopotach, cała czereda z Przyjaciół, panie z SATC (z wyjątkiem Samanthy) – och, jak ja ich nie lubię! Chyba tylko Dextera uwielbiam i tak, z nim mogłabym się zaprzyjaźnić.

No ale ok, czy Emily jest milsza i sympatyczniejsza w sezonie drugim? Ale skąd! Nie wiem, czy znacie takie wyrażenie Karen’s attitude. Karen to takie imię, jakim określa się wkurzającą klientkę, której wydaje się, że jest uprzywilejowana, wszystko jej wolno, wszystko wie, a jak czegoś nie dostanie, to żąda rozmowy z menadżerem… Otóż Emily to taka typowa Karen. Do tego, oprócz bycia głupiutką ignorantką, okazuje się też być dwulicową, przebiegła manipulatorką.

Kiedy Gabriel jednak zostaje w Paryżu, a Camille wyznaje Emily, że chce do niego wrócić, co Emily robi? Otóż oczywiście zataja, co się między nimi wydarzyło, ale też postanawia ich do siebie na powrót zbliżyć. Nie przeszkadza jej to cały czas flirtować z kucharzem, a jej powody, by go nie traktować poważnie, to ponoć jej przyjaźń z Camille. Gówno prawda, po prostu Emily nie zamierza się angażować w coś, co nie ma przyszłości, bo przecież ona wkrótce wróci do Ameryki. Camille przypadkiem dowie się, że jej psapsiółka spała z jej eks facetem, co wywoła lawinę idiotycznych prób pojednania ze strony Emily. Tak w ogóle, to spierdolono też doszczętnie postać Camille, która była całkiem fajną dziewczyną w sezonie I. W drugim jest zupełnie pozbawiona osobowości, chodzi, oddycha i mówi tylko dla Gabriela. Och, nie mogłam spać, bo myślałam o Gabrielu, och, tu byłam z Gabrielem, och, Gabriel, Gabriel, Gabriel…

Do tego jest to wypowiadane z francuskim oczywiście akcentem, czyli Gabhrrryjel, Gabhrrryjel… znienawidziłam to imię, serio. Camille tak bardzo chce odzyskać swojego Gabhryjela, że sama staje się dwulicową manipulatorką. Wpadła bowiem na pomysł, by pogodzić się z Emily, i zawrzeć z nią pakt, że ani jedna ani duga w imię ich „przyjaźni” nie będzie nigdy w związku z Gabhryjelem. Hellou, czy one mają po 12 lat? A czy ten facet to w ogóle może mieć jakieś zdanie na ten temat, czy jest rozdysponowany, względnie nie, poza swoim udziałem?

No ale przejdźmy do owego obiektu westchnień, Gabhryjela, czy jest on wart tych starań i dram? Ale skąd. Facio bez osobowości, bez kręgosłupa, drewno, jerk. Może i przystojny, ale z obliczem, przez które myśl nie przemknęła i krowim spojrzeniem (nie obrażając krów). Facet, który śpi z Emily, potem udaje przed swoją byłą, że do niczego nie doszło i z nią flirtuje, ale flirtuje też z Emily, niby mu zależy na Emily, ale kiedy ta daje mu do zrozumienia, że nic z tego nie będzie, to beztrosko godzi się z Camille, mało tego, prosi ją, żeby się do niego wprowadziła!

Tymczasem Emily postanawia jednak zostać w Paryżu, w związku z czym jej pakt z Camille idzie się walić, jej lojalność idzię się walić, jej nowy facet Alfie (o nim zaraz wspomnę) idzie w odstawkę bez wahania, Emily biegnie na dół do mieszkania Gabriela, by wyznać mu, że chce być z nim, w związku z czym oczywiście jej wcześniejsze próby zeswatania go ponownie z Camille idą w zapomnienie. Ale Gabriel ma w odpowiedzi tylko milczenie i krowie spojrzenie, a zza jego pleców pokazuje się uśmiechnięta Camille, która oznajmia, że z sobą zamieszkali.

Wiecie co, ta trójeczka jest siebie warta i niech robią, co chcą, niech się połączą w trójkącie, cokolwiek. Natomiast co do Alfiego, jest on ponownie próbą naprawienia pewnych spraw przez producentów. Bo na przykład reprezentacja osób czarnoskórych musiała być poprawiona. Nie jest niczym dziwnym, że w normalnym kraju, nie w Polsce, w otoczeniu każdej osoby mieszkającej w dużym, kosmopolitycznym mieście i pracującej w dużej fimie, znajdzie się i osoba homoseksulana, i osoba czarnoskóra. No zwłaszcza we Francji, jak byłam w Paryżu 40 lat temu to połowa osób jakie widziałam były czarnoskóre. Ale producenci poszli na skróty i w obsadzie mamy czarnoskórego geja Juliana, czyli odbębnione dwa w jednym. Zresztą Julian pałętał się po pierwszym sezonie całkiem bez celu, w drugim dostał jakąś osobowość.

Więc czarnoskóry Alfie jest nie tylko kolejnym przedstawicielem tzw reprezentacji, ale też przeciwwagą dla tych rzucających sie na Emily w sezonie pierwszym mężczyzn. Oto Alfie na początku nie przepada za Emily, która strasznie tym zdziwiona, musi go zdobywać. Alfie jest dla Emily odskocznią od Gabriela, potwierdzeniem własnej atrakcyjności, trofeum które ma wzbudzić zazdrość Gabriela, a Camille uspokoić, że jej „przyjaciółka” już sobie Francuzika odpuściła. Alfie jest Anglikiem z chyba manchesterskim akcentem, jest bardzo sympatyczny i fair. Kiedy tylko zorientował się, że coś wisi w powietrzu między nią a Gabrielem, uczciwie z osobna ich o to zapytał i nie chciał wchodzić nikomu w drogę. Zarówno Emily jak i Gabriel oczywiście wcisnęli mu kit. Szkoda Alfiego, naprawdę, ale to mu tyko wyjdzie na dobre.

Jeśli Francuzi mają jeszcze jakieś problemy z tym, że serial wyśmiewa ich kulturę, to serio nie wiem, czemu. Bo żeby do reszty przekonać ich, że to z Amerykanów się nabijamy, do Paryża zjeżdża szefowa Emily a tym samym amerykańska szefowa nad całą agencją, wielkie, ciężarne, odpychające monstrum Madeline. Ciągle coś przeżuwa, ciągle się czymś papra, wchodzi w życie agencji z butami, bez żadnego taktu wtrąca się w układy z wieloletnimi klientami i non stop, nawet na prywatnych przyjęciach, nawija o interesach. Wkroczenie tego hipopotama będzie dla francuskiej szefowej Sylvie ostatnią kroplą, która przelała czarę. Sylvie z wielką klasą wytrzymywała arogancję i ignorancję Emily, naprawiała jej błędy i ratowała dupę, ale co za dużo to niezdrowo. Sezon kończy się tym, że Sylvie postanawia odejść i założyć własną agencję. Aby serial mógł się ciągnąć dalej, Sylvie zaproponuje pracę Emily, co jest bardzo nielogiczne.

A teraz o największym faux pas twórców serialu, mianowicie o aferze ukraińskiej. Otoż w jednym z odcinków Emily poznaje Ukrainkę Petrę, z którą postanawia się zacząć towarzysko spotykać, by ćwiczyć swój marny francuski (obie chodzą do tej samej szkoły językowej). I oto obie idą na zakupy do jakiegoś dużego markowego sklepu, gdzie przymierzają różne rzeczy i ogólnie świetnie się bawią. Do czasu, aż Petra, obwiesiwszy siebie i Emily ciuchami, torebkami, okularami przeciwsłonecznymi itp, wybiega ze sklepu ciągnąć koleżankę za sobą. Okazuje się, że Petra jest złodziejką. Och, co się działo… Rząd Ukrainy – to nie jest żart – chce pozwać Netflix i twórców filmu za pokazywanie takiego obrazu ukraińskich kobiet. Ambasady Ukrainy zapoczątkowały trend na twitterze, ukazujący wielkie i sławne Ukrainki. Ukraińskie celebrytki, aktorki, osobowości telewizyjne, influencerki i tym podobne zaczęły bojkotować film.

Normalnie padłam. Po pierwsze, jakoś nie widzę, by Amerykanie protestowali , że amerykańskie kobiety pokazane są tak jak Emily i jej szefowa. Ani polskie kobiety, że w serialu Gossip Girl sprzątaczka jest Polką. Przykłady można by mnożyć. To jest typowe dla tego XXI trendu, że każdy się na wszystko obraża i każdego trzeba przepraszać. Po drugie – chyba nikt, kto zobaczy tę scenę, nie wyrobi sobie automatycznie zdania, że wszystkie Ukrainki to złodziejki? Inna rzecz, że zarówno postać Petry, jak i sama scena, są absolutnie zbędne i nie wnoszą niczego do serialu. Epizod z Petrą jest z tyłka wzięty, trzeba sobie to było odpuścić.

A co jest na plus w porównaniu z serią pierwszą? Wreszcie słyszymy język francuski w serialu, którego akcja toczy się we Francji! Wreszcie, kiedy nie ma Emily, inne postaci mówią po francusku, bo niby w jakim języku by miały między sobą mówić, kiedy tylko maszkaron zniknie z horyzontu? Drugoplanowi bohaterowie dostali jakąś osobowość wreszcie, zamiast być po to, by lawirować wokół Emily. Bardzo fajnie rozwija się postać Mindy, czyli chińskiej córki Króla Zamków Błyskawicznych, która we Francji zaczyna anonimowe życie od nowa. Za każdym razem, kiedy Mindy pojawia się na ekranie, a tym bardziej jak śpiewa, robi się przyjemnie i sympatycznie. Luc, kolega Emily z pracy, też robi dobre wrażenie i ma coraz więcej czasu antenowego. No i wreszcie powód, dla ktorego naprawdę warto przymknąć oko na wszelkie idiotyzmy, czyli Sylvie. Sylvie, z jej charkterystycznym chodem, ironicznym półuśmieszkiem, Sylvie, która wie więcej, niż pokazuje, która ma swoje sekrety, która do tego jest kobietą prawie sześćdziesięcioletnią, bez botoksu ani operacji plastycznych, a wygląda najlepiej ze wszystkich bohaterek.

Je t’adore Sylvie!

Czytałam wiele komentarzy na temat serialu i bardzo cieszy mnie to, że wiele młodych kobiet tak podziwia właśnie Sylvie. Starsze bohaterki też mogą dotrzeć do młodszego pokolenia, o ile nie są napisane tak, jak panie z kontynuacji Seksu w Wielkim Mieście. Marzy mi się serial o Sylvie, ale tak dobrze napisany jak Call my agent, który bardzo polecam.

Nie mogę nie wspomnieć o outfitach i ogólnie wyglądzie Emily, bo ponoć są tacy, którzy oglądają ten show dla mody. Serio??? Dawno nie widziałam serialu, w którym bohaterka by się tak kiepsko ubierała (znów z wyjątkiem And Just like That). Emily chyba kupuje swoje kuse spódniczusie i kuse sweterki i bluzeczki w dziale dziecięcym, bo wygląda jak przenoszony bobas lub lolitka. Do tego bohaterka UWIELBIA mieszać wzory, ale w taki sposób, który jest absolutnie bez sensu. Zresztą w sezonie drugim nawet Camille ubiera się koszmarnie. Muszę też zwrócić uwagę na włosy Emily, wyglądające jak peruka. Są bardzo równo rozdzielone pośrodku, bardzo płaskie u góry, a potem idą falami w dół jak na łbie cocker spaniela. Jedynym wytłumaczeniem na to jest fakt, że Emily ze swą kiepską znajomością języka, kupiła sobie szampon dla psów. Nie ironizuję, tak jest w serialu.

Nie wiem też czemu, producenci postanowili uczynić tzw running joke z sytuacji z sezonu pierwszego, kiedy Emily wizytując rodzinę Camille, przespała się z jej 17-letnim bratem prawiczkiem. Gdyby facet w wieku Emily (29 lat) uwiódł niepełnoletnią siostrę swej znajomej, nie sądzę, że to byłoby tak lekko potraktowane. Tymczasem Camille ochoczo przedstawia Emily – och, tak na marginesie, ona pieprzyła mojego nastoletniego brata – i wszyscy sie śmieją…

Drugi sezon ma bardzo podzieloną publiczność. Część uwielbia serial i bardzo przeżywa losy Emily, rozważając na forach, czy są #team alfie czy #team gabriel. Część serial uważa za dno i nie ogląda. A jeszcze inni, jak i ja, sądzą, że to jest tak złe, że aż dobre, i rozkoszują się oglądaniem. Ciekawe, co wydarzy się w sezonie trzecim? Jaką nację obrażą producenci (stawiam na Niemców). Jakie durne błędy zawodowe popełni Emily, i z jak głupią miną będzie się beztrosko przyglądać, jak inni je naprawiają. Jak bardziej Gabriel będzie przerzucany między paniami (cholera, jak on w ogóle utrzymuje postawę pionową bez kręgosłupa). Ile nowych kusych różowych spódniczusi i ile berecików zobaczymy. Ach, doczekać się nie mogę 😉

10 uwag do wpisu “Emily w Paryżu – sezon drugi. Rant!

  1. Ja lubie te ich durne outfity, moze dlatego ze sama ubieram sie w bardzo nudne rzeczy z Uniqlo i M&S i w zyciu bym tych strojow nie zalozyla. Serial mnie bawi a bohaterowie i ich pogmatwane afery nie wzbudzaja u mnie zadnych emocji, ot taka wydmuszka do posmiania sie po pracy. I tak, Sylvie jest super!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Wydmuszka owszem I jak najbardziej sie zgadzam z tym, ze sie dobrze oglada, zwlaszcza wylapujac idiotyzmy;) ja lubie laczenia kolorow I wzorow ale mozna to robic dobrze jak np Macademian Girl. To co robi Emily to wziecie dwoch jak najbardziej roznych jesli chodzi o wzory I kolory przymalych rzeczy z dzialu dzieciecego I na to narzucenie ogromnej marynary w zupelnie innym kolorze.

      Polubienie

  2. Mnie od jej outfitow oczy bola. Lubie kolor I sama chetnie nosze ciuchy w wyraznych, mocnych kolorach, no alez kurcze…jeszcze jakby miala 12-13 lat (ale w tym wieku dziewczyny stawiajaja na czern I szarosc;)
    Ogolnie mozna zobaczyc, jak tlo do robienia czegos, ale na kilku odcinkach po prostu usnelam (nawet te kolory nie pomogly;) wiec co do tresci/akcji (hle hle;) nie bardzo moge cos powiedziec.
    A Sylvie wymiata I juz za te postac Francuzi nie powinni sie obrazac na serial;)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.