I tak po prostu… zabito SATC.

Po obejrzeniu pierwszych dwóch odcinków kontynuacji Seksu w Wielkim Mieście, nasunęły mi się słowa z piosenki Perfectu: „trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym„. Dobra, wydojono krowę już dwukrotnie poprzez wypuszczenie dwóch pełnometrażowych filmów, które nawet dało się oglądnąć, będąc sentymentalnym fanem serialu. Trzeba było na tym poprzestać, tym bardziej, że aktorka grająca ikoniczną postać Samanthy, która – moim zdaniem – ciągnęła całą serię, zapowiedziała, że do żadnych kontynuacji nie wróci. Ponoć chodziło o spięcia na planie z Sarah Jessica Parker, ale wydaje mi się, że powód podawany przez Kim Cattrall w wywiadach jest prawdziwy. Kim powiedziała, że nie widzi już sensu w ponownym eksploatowaniu ani serialu, ani jej postaci.

Zacznę może od mojej opinii na temat oryginalnego serialu, zanim przejdę do kontynuacji. Nie byłam nigdy jakąś ogromną wielbicielką SATC, choć oglądałam go, nawet kilkakrotnie. Nie był on jednak w moich oczach opowieścią o wyzwolonych, niezależnych singielkach, ale o jednej wyzwolonej, niezależnej singielce, Samancie, oraz o jej trzech lekko popier…onych przyjaciółkach, szukających faceta. Carrie rzucała się na każdego, który był chętny, usiłując dopasować siebie do niego, a jego do siebie, byle tylko coś z tego wyszło. Impotent, zazdrośnik, związkofob, stary Rusek – nieważne. A jak cudem trafił się jeden normalny, to tego nie doceniła (Aidan). Do tego ta jej obsesja na punkcie butów… Charlotte, księżniczka z Manhattanu, szukająca księcia idealnego, która dla takiego stanie się Żydówką, przerażona tym, że książe jest łysy i brzydki. Zawsze zachowująca się infantylnie i jakby połknęła kij. Miranda, z kompleksem brzyduli, nienawidząca modelek, zakładająca z góry, że każdy facet woli głupią i ładną, niż inteligentną i zwyczajną kobietę. Która z braku laku wyszła za sepleniącego barmana.

Rozmumiem to, że serial był jednak przełomowy w tym, jak podchodzono w nim do seksu i jak swobodnie o tym rozmawiały kobiety. Był też, nie oszukujmy się, zabawny, zresztą głównie dzięki Samancie i jej powiedzonkom. Dwa filmy, jeden zbudowany wokół ślubu Carrie i Biga, drugi wokól wypadu pań do Abu Dhabi, można było zobaczyć bez bólu. No i komuś się zachciało dokręcić serial… znów mi się nasuwają słowa piosenki, tym razem Lady Pank: „zostawcie Titanika, nie wyciągajcie go„. Trzeba było nasze panie zostawić w spokoju, z ich facetami, butami, apartamentami na Manhattanie itp.

Uwaga, bo będą olbrzymie spoilery, więc jeśli któś pierwszych dwóch odcinków nie oglądał, to niech wróci później. Jakie mam problemy z kontynuacją? Zacznijmy od słonia w salonie, czyli od braku Samanthy. Czy naprawdę scenarzyści nie mogli wymyślić przekonującego powodu, by wytłumaczyć jej nieobecność? Samantha była bardzo lojalną, wyrozumiałą osobą. Ceniła przyjaźń z wszystkimi trzema kobietami i nie wyobrażam sobie, by – jak to pokazano w filmie – obraziła się na Carrie o to, że ta zwolniła ją z funkcji swej PR, wyjechała do Anglii i nie odezwała się więcej do ŻADNEJ z pań, mimo ich starań o kontakt.

Teraz o naszych bohaterkach. Są w praktycznie moim wieku, trochę starsze, ale pokazano je tak, jakby miały co namniej o dekadę więcej. I nie o wygląd czy ciuchy mi chodzi, ale o zachowanie. Są sportretowane tak, jakby kompletnie nie mogły się odnaleźć w nowoczesności, jakby nie mogły się dopasować (choć się nieumiejęnie starają) do społecznych zmian typu osoby niebinarne. Miranda to w ogóle jak jakaś niedociumana babcia, plącze się jakby miała demencję i popełnia jedno faux pax za drugim. PANI PRAWNIK z trzydziestoletnim stażem… wszystkie sceny z jej udziałem przedstawiają ją albo jako nieszkodliwą wariatkę, albo początkującą pijaczkę, albo szurniętą matkę, która co prawda pozwala niepełnoletniemu synowi na głośny seks z dziewczyną tuż za ścianą własnej sypialni, ale wrzeszczy na kobietę, która poczęstwała synalka skrętem. (Notabene czemu Brady jest TAK brzydki, rozumiem, że wdał się w tatusia, ale żeby aż tak…) Mąż Mirandy, aby podkreślić STAROŚĆ bohaterów, niedosłyszy i nosi specjalny aparat. Wszystkie panie są jakoś tak żałosne w swoich próbach funkcjonowania w świecie, jakby przeniesiono je w machinie czasu z lat 90-tych, tylko wizualnie nadgryzione przez czas, dając im jakiś dzisieciominutowy kurs na temat współczesności, byle sobie jakoś radziły.

Charlotte ma twarz tak zmasakrowaną botoksem, że aż strach, do tego emploi starej maleńkiej, czyli włosy wciąż w brązowe loki a sukieneczki różowo białe i rozkloszowane. Ona chyba ma największy problem z wizualnym starzeniem się, bo dogryza Mirandzie na temat jej siwych włosów. Charlotte jak i kiedyś nic specjalnego nie robi, oprócz kupowiania designerskich sukienek dla dwóch córek. Carrie coś tam chyba pisze i bierze udział w podkaście, z czym sobie zresztą niespecjalnie radzi. Kobieta, która kiedyś przełamywała lody pisząc w swoich felietonach o – nomen omen – robieniu loda, teraz ma problem z dyskusją o masturbacji. Kogo my tu jeszcze mamy z dawnych bohaterów… ach, dwóch kumpli gejów, którzy pobrali się w którymś z filmów, a teraz się wciąż kłócą.

No dobra, teraz CLUE programu, czyli na końcu pierwszego odcinka BIG umiera na atak serca. Wiecie co, ten serial kiedyś BAWIŁ. To była lekka komedia obyczajowa, przy której oglądaniu człowiek miał banana na twarzy i wyłączał telewizor w miłym nastroju. Tymczasem teraz cały drugi odcinek to przygotowania do pogrzebu i sam pogrzeb. Naprawdę? Przez kolejne sześć będziemy oglądać pogrążoną w żałobie Carrie? Jak odcinek pierwszy to CRINGE na CRINGE’U i zastanawianie się, czemu te antypatyczne kobiety zachowują się jak dekadę starsze niż są niedopasowane idiotki, to drugi jest zbiorem mniej lub jeszcze mniej ważnych epizodów, jak płacząca asystenka Biga, wcześnej bardzo chamsko potraktowana przez jednego z kumpli Carrie (po co to było?) jak jakaś kumpela z przeszłości, jak Miranda, najpierw napadająca na kobietę z powodu sytuacji z synem, a potem dosłownie z nią flirtująca (na pogrzebie męża najlepszej przyjaciółki) i kwiaty przykrywające trumnę, wysłane przez słonia w salonie, czyli sorry, Samanthę.

Nie lepiej było Biga uśmiercić parę lat wcześniej, jeśli z jakichś powodów aktor zgodził się tylko na zagranie tylko w jednym epizodzie? No coż, może scenarzysci jednak zrobili to celowo i mamy towarzyszyć Carrie w jej żałobie aż do końca serialu. Co do Samanthy, nie widziałam nigdy sensu w kontynuacji serialu bez niej, właśnie choćby dlatego, że byłoby ciężko wytłumaczyć jej nieobecność. Uśmiercić też Samanthę? Ewentualnie niech już ona będzie faktycznie gdzieś w innym kraju, niech rozmawia z kumpelkami przez telefon lub face time, niech mieszka gdzieś w Tybecie pisząc książkę o mnichach czy co, to by wytłumaczyło że ciężko się z nią skontaktować… Ogólnie to aktorka miała najzupełniejszą rację, nie chcąc brać udziału w projekcie. Kogo by z niej zrobiono? Podstarzałego wampa co nie trzyma moczu?

Bardzo mnie te pierwsze dwa odcinki nie tylko rozczarowały, ale i zostawiły ze skrzywioną z niesmakiem gębą. Na szczęście kontynuacja innego serialu sprzed lat, Dextera, daję radę. Przynajmniej tego ktoś nie spier…lił.

13 uwag do wpisu “I tak po prostu… zabito SATC.

  1. Nie mam dostepu do HBO (bo chyba oni to daje) i nie zaluje. Mozliwe, ze leci (lub bedzie) na Magenda (bo oni czasem wykupuja serie HBO), ale nawet jeszcze nie chcialo mi sie sprawdzac. Jak jkiedys poleci na dostepnym mi steamie, to obejrze pewnie, ale bez zapalu. Jeszcze przed Twoja recenzja juz mi sama zdjecia tej trojki (no wlasnie.trojki:( wystarczyla, zeby sie zniechecic. Samanta robila te serie, dla mnie ona byla powodem do ogladania, bez niej to tylko popluczyny po serialu i filmach:( A widok tych trzech, to dramat, choc paradoksalnie Miranda wyglada najlepiej, Chatrlotte, gdyby nie ta sama fryzura i sukienusie to bym nie poznala, to co ona zrobial z twarza, to jakas makabra. Dlaczego kobiety sobie cos takiego robia, nie mam pojecia, szczegolnie usta a la glonojad i te pilki w policzkach, o matko! Sa kobiety, ktore korzystaja z chirurgii plastycznej i roznych zabiegow, ale nie robia z siebie przy okazji Narzeczonej Frankenszteinna, myslalam, ze to juz w koncu wyszlo z mody iu jest rownie obciachowe, co fryzura i broda „na drwala”…

    Polubione przez 1 osoba

    1. To jest serial Sky Original, ogladam na now.tv, mozesz miec darmowy dostep bodajze przez 3 miesiace, ja mam dostep od kolezanki. Tak, strasznie te twarze wygladaja I masz racje, obie panie ze swoimi naturalnymi twarzami wygladaja przy Charlotte duzo lepiej.

      Polubienie

  2. Dzięki za newsa. Nie trafiłam jeszcze ze jest serial, więc chy a żyje pod jakimś kamieniem, ale wydaje mi się że teraz to już na pewno sobie odpuszczę. Serial był fajny bo przełamywał bariery i był lekki. Odejście od tej lekkości psuje mój zapał. No i oglądałam go późno kiedy byłam w wieku bohaterek mniej więcej. Teraz myślę, że nie będzie common grounds..

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.