Świąteczne nowości na Netflixie.

Już był w ogródku już witał się z gąską, czyli miał być koniec ograniczeń związanych z Covidem, a tymczasem wszystko zaczyna się od nowa. Mój urodzinowy wyjazd do Amsterdamu stoi pod znakiem zapytania, a co nasz rząd wymyśli w tzw planie zimowym, to aż się boję sprawdzać wiadomości.
Na razie, skoro świątecznej atmosfery wkoło nie ma, bo każdy jest w grobowym nastroju (przynajmniej osoby pracujące w hotelarstwie i turystyce, bo na nas się znów wszystko odbije), oglądnęłam trzy nowe świąteczne nowości Netflixa.

Produkcje tego typu są przeze mnie oceniane inaczej, niż inne filmy, tzn z przymrużeniem oka. Wiadomo, że większość z nich zrobiona jest według schematu (zazwyczaj bardzo naiwnego). Popularne klisze to:

* Książęta bądź księżniczki z jakichś przedziwnych krajów, których sprawami, nie wiedzieć czemu, żyje cały świat („hej, w królestwie Margolii, które ma 1000 obywateli i leży w Europie pośród gór i lasów, ma być wybierany następca tronu, musisz tam jechać i zrobić obszerną relację dla naszej największej amerykanśkiej gazety), zakochują się w zwykłych obywatelach bądź zamieniają się z nimi na miejsca.

* Podroże w czasie – średniowieczni rycerze wskutek przerożnych zbiegów okolicznośći lądują w XXI wieku, w trymiga uczą się jak prowadzić samochód i nie minie tydzień, jak są w związku z poznaną przypadkowo kobietą.

* Nieoczekowany spadek powoduje, że zapracowana workoholiczka zmierza gdzieś na koniec kraju, by sprzedać odziedziczoną nieruchomość bądź ziemię, ale przystojny lokals zmieni jej nastawienie (i do pracy, i do spadku, i do lokalsa).

* Dwie atrakcyjne osoby płci przeciwnej, pałające do siebie antypatią od pierwszego wejrzenia, są zmuszone spędzić z sobą trochę czasu, co kończy się zakochaniem.

Ogólnie na końcu następuje wyznanie uczuć, mimo przeszkód (często wydumanych) poprzedzone przemową. Akcja zazwyczaj dzieje się w pięknych, przeważnie zimowych plenerach, bohaterki mają długie włosy w rozpadające się loki, wszystko się dobrze kończy.

Brunetki, blondynki, ja wszystkim wam dziewczynki zakręcić włosy chcę…

No, żeby nie było, są wyjątki. Np Last Christmas, Holidate, czy przepiękny Collateral Beauty (TU i TU moje poprzednie wpisy o świątecznych filmach, gdzie jest więcej zdjęć pań w lokach).

Nowe pozycje na Netflixie są przewidywalne, a do tego… no cóż, nienajlepsze. Ale i tak lepsze niż produkcje Hallmarku, bo przynajmniej aktorzy są w miarę znani i robia, co mogą 🙂

Zaczynam od koszmarku Love Hard czyli Miłosna Pułapka, z Niną Dobrew. Ja bym raczej nazwała ten film: Lie Hard czyli Kłamliwa pułapka. Nasza bohaterka Natalie jest dziennikarką, piszącą o swoich problemach ze znalezieniem faceta. taka Carrie Bradshaw z SATC (Lidl version). Wiadomo, że żeńska część czytelników uwielbia czytać o takich sprawach, bo też szuka faceta. Kobieta musi szukać faceta i już. Dzięki aplikacji na telefonie Natalie znajduje chodzący ideał, tylko że na drugim końcu Stanów. Och, te rozmowy… ta chemia… niesamowicie dużo ich łączy. A że akcja dzieje się przed świętami, mężczyzna rzuca w rozmowie, że och jakby było cudownie, gdyby mogła z nim być w te święta. No i co robi bohaterka? Oczywiście pakuje się w moment i pędzi na złamanie karku, by zwalić się na głowę i jemu i jego rodzinie. A co. Na miejscu rzecz jasna okazuje się, że ideał nie wygląda jak na zdjęciu, ale jak czternastoletnie dziecko (miał ponad 30 lat, ale Azjaci wyglądają z reguły bardzo młodo), jest niski i brzydki, a na profilu używał zdjęcia znajomego. Bardzo szybko parka wymyśla układ – ona udaje dziewczynę chłopaka przed jego rodzinką, on natomiast pomoże jej zdobyć owego faceta ze zdjęcia, którego ona z kolei będzie okłamywać, udając, że lubi to co on, by się mu przypodobać. Jednym słowem kłamstwa, krętactwa, nieuczciwość, manipulacje itd. Miało być zabawnie, jest, mom zdaniem, toksycznie. Od takich ludzi chroń nas panie.

Ocena (jak zwykle w bąbkach- nie mylić z bombkami) – 0 bąbek. Pani w lokach – jest. Przemowa na końcu – jest. Poziom świąteczności – 1 bąbka. Unikać.

Druga premiera to Single all the way (Wieczny singiel) czyli pierwszy bodajże netflixowy gejowski świąteczny romcom. Miałam duże oczekiwania co do tego filmu. Po pierwsze, uważam że mało jest komedii romantycznych i filmów typowo świątecznych o społeczności LGBT. Zazwyczaj gej występuje w roli drugoplanowej, jako rewelacyjny kumpel i ramię do wypłakania (Mój chłopak się żeni na przykład). Po drugie, aktorzy, może nie z pierwszej ligi, ale drugiej: Michael Urie, Barry Bostwick, Jennifer Coolidge. Film bazuje na wytartej kliszy: znamy się tyle lat, jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, każdy widzi, że jesteśmy dla siebie stworzeni, tylko my tego nie widzimy. Ogólnie chodzi o to, że para wpółlokatorów przyjeżdża w święta do rodziny jednego z nich, która najpierw stara się swego krewnego swatać z lokalsem, a potem z owym współlokatorem.

Co mi tu zgrzytało – przesłodzenie. Wszyscy są idealni, wyrozumiali, rodzina bohatera go uwielbia, nie ma żadnego konfliktu, dzieci są słodkie, nastolatki cudowne, jednym słowem pierdzi się kwiatami. Pokładałam nadzieję w postaci ekscentrycznej ciotki granej przez Coolidge, ale niestety, nie wniosła nic ekscytującego do akcji.

Owszem, para bohaterów jest CUTE i mają fajną chemię. I tyle. Tylko że cała ta historia nie tylko jest przewidywalna, ale przegadana, nudna i jednostajna.
Ocena – 2 bąbki. Pani w lokach – jest (ciotka, ale zawsze). Poziom świąteczności – 4 bąbki. Przemowa na końcu – jest.

I wreszcie film, na który czekałam, bo Szkocja, bo zamek, bo Brooke Shields, czyli A Castle for Christmas (Świąteczny zamek). Historia jest do bólu kliszowa i przewidywalna. Autorka bestsellerow z Ameryki przeżywa kryzys, spowodowany nie tylko rozwodem, ale i niechętnym przyjęciem przez fanów jest ostatniego romansu. Cóż można w tej sytuacji zrobić, mając kupę kasy i wolny czas, jak nie pojechać za granicę i odwiedzić miejsce, gdzie pracował niegdyś jej dziadek, a więc szkocki zamek w małej mieścince. Zamek – co za zbieg okoliczności – jest akurat na sprzedaż. Obecny właściciel, jego lordowska mość, jest wyjątkowo gdburowatym typkiem, przypominającym mi z nastawienia do turystów i obcych Józefa z serii o Arystokratce.

Hrabia sprzedać zamku nie chce, ale pieniądze są mu potrzebne, więc namawia pisarkę (która od razu zapałała chęcią kupna) na układ – wpłaci mu niezwracalną zaliczkę i zamieszka z nim w zamku do Świąt. Jeśli w tym czasie się rozmyśli – nici z zakupu a kasa zostaje. Szkot ma bowiem plan, by tak obrzydzić kobiecie pobyt w zamku, by z niego zrezygnowała. Na pewno domyślacie się, jak cała historia się skończy…

Film zdecydowanie wyróżnia się na tle innych Xmasowych tworków, a już na pewno wyrywa się na prowadzenie w porównaniu z poprzednimi dwoma. Nie zrozumcie mnie źle, to jest dalej cheesy, przesłodzony i przewidywalny oraz z lekka nierealny film, ale ma wiele pozytywów.
Oto na przykład bohaterowie nie są typowymi dwudziesto paro czy trzydziesto parolatkami, którzy o niczym innym nie myślą, jak tylko o łapaniu partnera, bo czas i rodzina napiera. Aktorzy i grane przez nich postacie są sporo po pięćdziesiątce. Pisarka, mimo że po rozwodzie, wcale nie ma zamiaru rzucać się na kolejnego napotkanego faceta, co też jest odświeżające. No i zarówno Brooke Shields jak i Cary Elves są lepsi warsztatowo niż hallmarkowa czereda. Postacie drugoplanowe też są jakieś i są napisane, a nie wrzucone po to, by był jakiś tłumek w tle (zwłaszcza pracownik arystokraty).

Plusem jest szkocki akcent, ładne krajobrazy i wnętrza, oraz przecudowny piesek Hamish. Tak więc moja ocena to 2 bąbki, plus jedna za pieska, jedna za Szkocję, jedna za to, że się przyłożono, a nie odwalono na kolanie (nawet scena nagrywania talk show już przy napisach końcowych jest pomysłowa i dobrze zagrana) – czyli mocne 5 bąbek. W sam raz do zobaczenia wieczorkiem przy grzanym winie i świetle lampek z choinki, ale też na raz, bez wracania do niego w przyszłości. I pani w lokach jest, przemowa na końcu jest, a poziom świąteczności to 8 bąbek.

14 uwag do wpisu “Świąteczne nowości na Netflixie.

  1. Dammar14

    Nie ogladalam, brak tv od dwoch tygodni, a internet dopiero w piatek nam podlaczyli. I jakos zyje.
    W koncu przeprowadzilismy sie do Carlow. Jeszcze zyjemy na pudlach, ale juz ich coraz mniej.
    Co do komedii o LGBT, polecam komedie francuska Plotka. Bardzo dobrze sie oglada i jest na czasie.
    Pozdrawiam z Carlow, co ciekawe county Laois.

    Polubione przez 1 osoba

  2. To ja sie tylko na ten ostatni skusze, a reszte polece klasyka;) Moze cos niemieckiego mi sie jeszcze przyplacze, to zerkne;) Bede (chyba, bo tu tez jazda sie zaczyna) na swieta w Polsce, to moze sobie polskie jekies obejrze, choc w sumie, to az sie boje;)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.