„(No) time to die” czyli 30-go września skończyła się pandemia

Nie powiem, żebym była fanem bondowskiej serii, a jednak traktuję każdą kolejną odsłonę jak coś, na co się po prostu idzie do kina. Bo Bond, to jest proszę Was, Bond. Wypada oglądnąć, wyrazić zdanie, umieścić film w rankingu (lepsze niż (…) gorsze od (…) ) oraz ponownie wypowiedzieć się, który z aktorów, według nas, był najlepszym Bondem i który/a po obecnym przejmie pałeczkę.

Obecny Bond był jednak tym bardziej wyjątkowy, że z powodu koronaŚwirusa przekładano kilka razy jego premierę. I panował taki przesąd, że kiedy nowy film w końcu wejdzie na ekrany kin, to będzie to oznaczało koniec pandemii. Tym bardziej więc musiałam iść i go zobaczyć.

Seria o Bondzie zmieniła się diametralnie a i sam James już od jakiegoś czasu nie był tym niezniszczalnym, nieodparcie pociagającym twardzielem bez uczuć, sypiającym z przeróżnymi dużo młodszymi kobietami omdlewającymi na jego widok. Filmy z lat 60-tych i 70-tych to jakieś mizoginistyczne koszmarki są… a James nawet balansuje na pograniczu gwałtu… jednym słowem – KRINDŻ. 

Wiadomym było, że to zmienić się musiało, tak samo jak rola i portretowanie kobiet w serii. Ba, w Spectre to Bond nawet uprawiał seks z kobietą pięćdziesięcioletnią, jakby twórcy filmu mówili: hej, panie w wieku menopauzy, na was też może polecieć taki Bond… tylko musicie wyglądać jak Monica Belucci… W No time to die James absolutnie nie jest żadnym podrywaczem, ale mężczyzną zakochanym. No i podstarzałym. Jedną z epizodycznych ról gra Ana de Armas, uroczą rolę zresztą, młodej i zawadiackiej dziewczyny, która na Bonda patrzy w taki sposób, że od razu przypomniał mi się wierszyk:
Mała mi się spodobała,/ Marzę już o jej upadku,/ A wtem ona cmok mnie w rękę:/ – Bardzoście przyjemni, dziadku”. Bo Ana tak właśnie spogląda na Bonda, jak na starszawego pana, owszem, dość jeszcze sprawnego w swym fachu, ale zdecydowanie nie jako materiał do łożka.

Czy mi się to tak do końca podoba… raczej nie. Oczywiście nie chcę ogladać Bonda klepiącego kobiety po pupie ani rzucającego je na stóg siana, w celach wiadomych. Ale Bond podtatusiały i bez swojego słynnego magnetyzmu… meh.

Nie chcę spojlerować, napiszę tylko że dupy mi nie urwał ten Bond. Owszem piękne zdjęcia, pościgi, sceny walki, napięcie, to wszystko już jest standardem. Zapomniałam, że część kręcono w Materze we Włoszech, gdzie byłam. Oj, pięknie Matera w filmie wygląda, przypuszczam, że przybędzie jej teraz wielu turystów. Złol, czyli przeciwnik Jamesa, absolutnie nijaki, scenariusz przewidywalny, Craig chyba już tym wszystkim zmęczony, a zakończenie NA NIE.

Trudno powiedzieć, jaka przyszłość czeka serię. Na pewno będzie kontynuowana, bo ludzie chcą oglądać i kasę na tym robić się będzie. Wydaje mi się jednak, że nowy 007 musi być zupełnie inny. Kiedyś byłam wyznawczynią tezy, że Bond to tylko wysoki brunet, ale zmieniłam zdanie o 360 stopni. Dajcie babkę Afroamerykankę. Dajcie blondyna z brodą (Charlie Hunnam by się nadał). Dajcie Azjatę. Niech tylko to będzie dobry, solidnie zrobony film, z intrygującym tłem, złolem z krwi i kości, z lekkim humorem i polotem, nieznacznie mrugający do widza. To jeszcze nie czas, by umierać, agencie/agentko 007.

4 uwagi do wpisu “„(No) time to die” czyli 30-go września skończyła się pandemia

  1. Ewidentnie scenariusz pisany ‚pod klucz’ niczym polskie matury, a film byl pokazywany setki razy panelowi konsumenckiemu i przerabiany
    tak, aby wszystkich zadowolic a nikogo nie obrazic. Obejrze dla widokow – jest pare sekund z Wysp Owczych i to im tez napedzi turystyke (niestety, bo dotad to byl
    raczej niszowy, choc przez Polakow juz skolonizowany kierunek).

    Polubione przez 1 osoba

  2. Ja na pojscie na Bonda do kina ostatnio za leniwa jestem, czekam, az Bond przyjdzie do mnie;) Ale jak juz gdzies jest streamowany, to ogladam;)
    Dla mnie pandemia sie skonczyla juz w sierpniu, kiedy nadspodziewanie polecialam do Polski, a tam luz, jeszcze wiekszy luz w Holandii byl, a teraz w Grecji tez dobrze. W koncu latam I jezdze, dokad chce, w pracy tez zaczyna byc normalnie, mam nadzieje, ze jakies ostatnie podrygi jeszcze zima beda, a juz od wiosny normalnos nastapi. Choc w porownaniu tych 4 panstw Niemcy wygladaja najgorzej, pod wzgledem histerii, niestety, dobrze, ze w Bawarii nie miaszkam, bo tam koszmar…

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.