O kanadyjskiej świni (i nie tylko ;)

Natknelam sie ostatnio na historie kanadyjskiej pary ktora postanowila kupic sobie swinke miniaturke jako zwierzatko domowe. Wszystko byloby fajnie tylko ze ktos panow oszukal bo swinka nie okazala sie miniaturowa ale zwykla, a wiec w porywach wazaca do 300 kg 😉 Panowie jakos sie tym nie przerazili bo pokochali Esther calym sercem, przeszli na weganizm (no bo jak tu mieso jesc w obecnosci swinki 😉 a poniewaz mieszkali w malym mieszkaniu w miescie, specjalnie dla niej przeprowadzili sie do wiekszego domu na peryferiach. Malo tego, zrezygnowali z pracy by otworzyc sanktuarium dla zwierzat.

Przytaczam te opowiesc nie bez powodu – moze Ci ktorzy zwierzat nia maja (nie lubie okreslenia „miec zwierze” ale jakos prosciej pisac w ten sposob) nie zrozumieja ze to wlasciwie jak rodzina i mnostwo rzeczy dla nich jest sie w stanie zmienic i zrobic.

A teraz przechodze do sedna. Wiecie ze mieszkam w wynajetym domu z dwoma kotami. Podpisujac umowe najmu przeszlo rok temu co prawda nie krzyczalam ze koty mam, ale w umowie nie bylo nic o tym ze „pets not accepted”. Mniej wiecej w sierpniu odwiedzila nas wlascicielka zeby zobaczyc stan podlogi na balkonie bo odlazila farba. Koty zamknelam w ich pokoju nie zebym je jakos ukrywala bo przeciez i drapak i wielkie Cat Tree byly jak byk widoczne w salonie. Nie chcialam tylko zeby sie stresowaly.

Zaraz potem agent z biura nieruchomosci zadzwonil ze nowy kontrakt jest przygotowany i zebysmy wpadli go podpisac. Podpisalam w ciemno bo jedyna zmiana mial byc paragraf o nowych oplatach za wode. 

A za pare dni C. dzwoni do mnie ze landlady rozmawiala z nim przez telefon o tej podlodze na tarasie a na zakonczenie dodala ze chciala tylko przypomniec ze zgodnie z umowa nie wolno nam trzymac zwierzat w domu. C. przytomnie zareagowal i powiedzial ze czasem opiekujemy sie kotami jego rodzicow na co ona odparla ze wolalaby nie.

Sprawdzilam umowe i rzeczywiscie w nowej byla klauzula o nie maniu zwierzat. Podpisalam nie czytajac ale z drugiej strony pewnie i tak bym sie nie przejela gdybym to wczesniej zauwazyla. 

C. zaczal mnie przekonywac ze nie ma sensu sie tym przejmowac bo przeciez z tylu z okien i balkonu ich nikt nie wiedzi tylko trzeba bedzie jeden pokoj trzymac zamkniety a zaluzje na pietrze od frontu zasuwac caly czas ale ja nie mialam zamiaru mieszkac z pozaslanianymi zaluzjami i ukrywac swoje koty ktory powinny miec taka sama swobode w domu jak my sami. 

Akurat sie tak dziwnie zlozylo ze jakos pare tygodni wczesniej stwierdzilam ze sie kasy sporo na koncie nazbieralo 😉 i moze zamiast ja tam trzymac na ten dom za granica ktory chce kupic o ile dozyje emerytury, to kupic go juz teraz. Nieruchomosci na prowincji wloskiej i francuskiej sa naprawde tanie, ze juz nie wspomne jaki znalazlam 3pietrowy dom z tarasami na kazdym poziomie w samym centum Palermo, z widokiem na katedre. Za 28.000 tysiecy euro. Troche modernizacji za kolejne 20.000 i przepiekna rezydencja. 

Tak czy siak spotkalam sie nawet z doradca finansowym ktory mi odradzil inwestowanie teraz za granica skoro mieszkac tam mam zamiar za jakies 20 lat na emeryturze. Przedstawil mi kilka interesujacych propozycji ale wspomnial tez ze majac takie oszczednosci moglabym sie pokusic na kupienie czegos tu, albo pod wynajem ale zeby sama tam mieszkac. Poobliczal mi ze dokladajac zaledwie 50% moglabym cos interesujacego znalezc. Na to ja prychnelam stwierdzajac ze za takie pieniadze to moze najwyzej jakas chalupe hen daleko stad (np w Galway) a dojazd do pracy z Galway raczej mi nie lezy. Ponadto te 50% jeszcze trzeba pozyczyc a nie lubie pozyczac.

Kiedy jednak wynikl problem z kotami zaczelam sie na serio nad tym zastanawiac. Zaczelam od przegladu strony DAFT najpopularniejszej tu w Irlandii zajmujacej sie nieruchomosciami. I troche sie zszokowalam bo o ile domy i mieszkania w Dublinie i najblizszej okolicy nadal kosztuja jak dla mnie kosmiczne pieniadze i absolutnie nieadekwatne do wartosci realnej (oprocz dzielnic typu Clondalkin gdzie mieszkaja dilerzy narkotykow i inna szemrana spolecznosc i tam jest tanio) to juz troche poza ale blizej niz Galway mozna trafic na calkiem atrakcyjne cenowo domy.

Zrobilam kalkulacje: place teraz 950 euro na miesiac Czynsze ida w gore, dom obok taki sam jak moj juz wola 1350.00. Owszem, rzad cos zaczal robic w kwestii stabilizacji czynszow ale pod katem najbiedniejszych, jak masz kase to plac czlowieku ile tylko sie z ciebie wycisnie. Z kotami bedzie zawsze gorzej sie przemieszczac bo wlasciwie to wiekszosc najemcow sobie zwierzat w domach nie zyczy. Inwestujac moje obecne srodki i biorac nawet tzw personal loan na 5, 6 lat rata wyniosla by mnie i tak tyle samo niz czynsz ktory bede placic, mniejszy lub wiekszy, ale do konca swojego tu zamieszkania czyli kolejne 20 lat. Bank of Ireland wprowadzilo tez produkt 10 year mortgage ze stalym oprocentowaniem i w tym wypadku to juz w ogole rata miesieczna jest smieszna. Placic czynsz przez 20 lat czy polowe tej kwoty przez 10? Hmmm… (pozniej dopiero okazalo sie ze personal loan nie mozna wziac na taki cel wiec jakby ktos z Was o tym myslal to napiszcie ze na operacje plastyczne, zmiane plci czy cos 😉 

A potem przyszlo mi do glowy ze moze wszechswiat sprawil ze ta sytuacja z kotami wynikla zebym nie tracila czasu a jednak kupila cos tutaj zamiast za granica?

Na drugi dzien poszlam do dwoch bankow i zlozylam aplikacje o tak zwany pre-approval. Bank stwierdza czy cos sie od nich dostanie i ile maksymalnie. Zaproponowano mi duzo wieksza kwote niz zgodzilabym sie wydac i majac papier w rece, usiadlam do DAFTA.

Wyznaczylam granice poszukiwan (gora 45 min samochodem od pracy i maksymalna ale to maksymalna granice kwoty jaka ewentulalnie zgodzilabym sie wydac a raczej na jaka moglabym spokojnie i bez stresowania sie ze to za duzo, wziac pozyczke. Oczywiscie minimum 2 pokoje i 2 lazienki oraz balkon, ogrod albo taras. Wiedzialam ze jesli nie znajde nic co byloby na 100% odpowiednie dla mnie, nie kupie nic. 

Ogloszenia na DAFT to w ogole jest fajna rozrywka niekoniecznie nawet jak sie czegos szuka. Juz dawno temu pisalam na starym blogu jakim to kwiecistym jezykiem posluguja sie agenci i jak sie to ma do rzeczywistosci. Zdjecia sa albo super profesjonalne i z malej klitki wyczaruja ogromny salon, albo sa zrobione kiedy mieszkanie/dom sa wciaz zamieszkane a wiec widzimy balagan, ciuchy, wiadra, mopy, dzieciece zabawki itp. Do tego czasem mozna sie zastanowic czy projektujacy nieruchomosc architekt robil to na trzezwo czy po pijaku? No bo np piekny ogromny i nowy apartament w Newbridge, 2 pokoje 2 lazienki okolo 80 m2. Do salonu wchodzi sie z dworu. Nie ma zadnego korytarza, holu ani nic, otwierasz drzwi i jestes. Przed toba ogromny living room polaczony z kuchnia ktora sie czai w przeciwleglym kacie. A gdzie sa kontakty i antena do telewizora? Ano vis a vis kuchni wiec siedzac w salonie sie nie da tv ogladac. Beznadzieja. 

Poszlam na pare tzw viewingow zeby sie w ogole zorientowac w temacie. Agencje nieprofesjonalne, maja kilenta kupujacego w d.upie bo jest wiekszy popyt niz podaz. Nie oddzwaniaja, nie informuja o przelozeniu ogladania, nie wiedza nic o nieruchomosci. Na pierwszy ogien poszedl nowy niedawno oddany dom na osiedlu ktore ja nazywam Wisteria LAne – domy podobne jeden do drugiego, zadnych sklepow, szkol, pubow, nic, tylko domy w slimak rzucone na kompletne odludzie. Dom w srodku super, 3 sypialnie, dwie lazienki, metraz 110 m2. Tylko ze z kazdego okna i z ogrodu w kazdym domu jest taki sam widok – inne domy. Koszmar.

Potem bylo ogladanie chaty w miescie Kidare ktora miala zajebiste zdjecia tylko ze zrobione chyba z 10 lat temu. Wynajmowala go jakas rodzina i to powinno mnie ostrzec ale nie. Rodzinka sie wyniosla na weekend wiec agent zalatwil klucze. Boszzzz przestroga przed wynajmowaniem swojego domu komus… Ruina w srodku, zjechane podlogi, porysowane lub poobijane sciany, poniszczone meble i schody, koszmar. Na ogrodzie z tylu bulgoca smierdzaca kaluza – jakies przebicie z szamba. A wiecie jak agent zachecal? ” Immaculate condition, highest standards”. Bylam z C. ktory jest bardzo kulturalny i nie odzywa sie w takich sytuacjach, ja bez ogrodek powiedzialam panu co mysle o domu oraz o klamliwym opisie i zdjeciach na stronie.

A potem pewnej niedzieli stwierdzilam ze sie zle za to zabieram bo przeciez trzeba pogadac z Wszechswiatem i powiedziec co sie konkretnie chce. Wiec siadlam sobie z lampka malibu w rece i powiedzialam na glos jakie mam zyczenia. No wiec jak juz wspomnialam minimum dwa pokoje i dwie lazienki. Fajne, male miasteczko z atmosfera. Cena odpowiednia. No i WIDOK. Ach, i zeby nie zadna ruina do remontu. I najlepiej w hrabstwie Wicklow gdzie teraz mieszkam, bo lubie.

To bylo w niedziele wieczorem a w poniedzialek z rana w pracy otwieram sobie daft i na pierwszej stronie nowe ogloszenie, a jakzeby z hrabstwa Wicklow. Mieszkanie, 2 pokoje, 2 lazienki, tylko 65 m2 wiec mi sie wydalo troche male ale kliknelam na zdjecia…i wzielo mnie. Wiedzialam ze to jest moje mieszkanie zeslane przez Wszechswiat, ktorego opis dalam mu poprzedniego wieczora. Zadzwonilam do agencji – pierwsze ogladanie bylo we wtorek po poludniu. C. akurat mial wolne wiec pojechalismy razem, to 15 minut jazdy samochodem od mojego obecnego miejsca. C. powiedzial zebym sie nie nastawiala za pozytywnie bo jak juz wiemy zdjecia zdjeciami a rzeczywistosc sie moze okazac inna.

Oprocz nas byla jeszcze jakas okropna baba z bratem zadajaca tysiace pytan. Agent wreszcie bardzo profesjonalny, z pelna informacja o mieszkaniu i jego historii. Caly budynek zbudowano w 2005 roku i mieszkanie kupiono za 333.000 euro…Serio kto wydaje taka klase na niewielkie mieszkanie w malej miejscowosci w Irlandii?? Oczywiscie podczas recesji wlasciciel zbankrutowal i mieszkanie w koncu poszlo pod mlotek, w sensie odzyskala go spolka ktorej wlasnoscia jest caly kompleks. Odremontowano od podstaw, wstawiono meble itp i wystawiono na sprzedaz. Caly budynek jest doskonale strzezony, zadnych kodow do drzwi ale taki czujnik przy kluczu (nie wiem jak sie to fachowo nazywa) kamery itp. Sprawdzilam juz wczesniej kto budowal i kto zarzadza i wynik byl zadowalajacy 🙂 

No wiec po dlugim entree ktore sie dzialo w korytarzu w koncu weszlismy do srodka. W pierwszej chwili nie zuwazylam nic, czy ruina, czy nie, czy sa meble czy nie. Widzialam tylko widok, i wiecie co…C. tez od razu zamurowalo bo oboje sobie przypomnielismy jak jakies kilka miesiecy wczesniej jezdzilismy sobie w terenie i znalezlismy ruiny jakiegos budynku, weszlismy do srodka i z dziury gdzie kiedys bylo okno rozposcieral sie prawie identyczny widok, i wtedy powiedzialam do niego: I wouldn’t mind having such view from my house”. Wszechswiat….prosisz a jest ci dane.

Jak juz ochlonelam po widoku z salonu to okazalo sie ze z dwoch podwojnych sypialni tez sa widoki…Mieszkanie faktycznie jak na zdjeciach. Swiezo jak po remoncie, sloneczne (od strony poludniowej) mimo tego iz w apartamentowcu bardzo prywatne, jak samo sobie. Szczerze to malo pamietam z tego ogladania oprocz faktu ze postanowilam ze chce sie budzic i miec te widok z oknem, i juz.

Cena na dafcie byla bardzo zadowalajaca ale wywolawcza, agent stwierdzil ze maja zamiar osiagnac co najmniej 8 tysiecy wiecej wiec od razu zlozylam oferte o 5 tys wyzsza niz ta wyjsciowa. Formalnie wyglada to tak ze oferta jest zarejestrowana, kazda kolejna ktora jest wyzsza musi zostac przekazana pierwszemu zainteresowanemu mailowo, i jesli ow chce przebic to przebija, albo sie wycofuje. Ogladanie mialo trwac do 7 listopada 2 razy w tygodniu, w sumie jakies 14 dni. 

Kiedy bylam w Brugii C. zadzwonil ze ktos mnie przebil o 3 tysiace i co chce robic. Nie mialam dostepu do maila wiec poprosilam C zeby w moim imieniu zaoferowal 3 tys wiecej niz ten ktos. Potem byla jakis czas cisza i wreszcie agent zadzwonil ze jakas inna osoba zaproponowala tysiac wiecej, do tego powiedzial ze chca jednak pertraktacje skonczyc wczesniej a mianowicie w Halloween (dzwonil dzien przed). Przebilam oczywiscie znow o tysiac. wiecie jakie to bylo ekscytujace? :)))

A w sobote czyli w Halloween dostalam maila ze moja oferta sie okazala najwyzsza, gratulacje itp. W poniedzialek popedzilam z depozytem i wtedy jeszcze raz na spokojnie obejrzalam mieszkanie i jeszcze bardziej mi sie spodobalo. Moze i 65 m2 to nie jest duzo ale ten widok….no i prawda jest taka ze teraz mam owszem 3 pokoje ale jeden jest nieuzywany w ogole (koty tam czasem spia jak sie na nas wkurza) drugi jest nieuzywany praktycznie oprocz prasowania w nim a w trzecim spimy. 

Na obecnym etapie juz jest wiekszosc spraw pozalatwiana, jak sie dowiedzialam ze personal loan w takim celu nie dostane to wzielam te 10 years mortgage loan. Prawnicy teraz sie bawia w kontrakty itp. Powinam sie wprowadzac w okolicy 10 grudnia.

Ach, no wlasnie. Ten widok. Popatrzcie.

Cala jedna strona budynku wyglada jak wybudowana na rzece. Balkon jest nad nia doslownie zawieszony i slychac jak ladnie szumi, w zasadzie mozna ryby lowic nie wychodzac z mieszkania. Balkon jest narozny a z jednej strony jest sciana wiec sasiadow sie nie widzi zadnych. Jeszcze zanim poszlam na ogladanie skontaktowalam sie z instytucja ktora szacuje ryzyko powodzi bo w tym miasteczku w 2009 takowa byla i po glownej ulicy sie lodziami plywalo. Panowie powiedzieli ze ryzyka nie ma zadnego, woda jak wyleje to na druga strone jak tez sie wtedy stalo, w przy moim przyszlym mieszkaniu podniosla sie tylko na metr czyli i tak duzo ponizej balkonu. Oprocz tego od tamtej slynnej powodzi uregulowano rzeczke, zrobiono jakies zapory itp. Oczywiscie caly budynek jest ubezpieczony przez zarzadzajaca spolke na kazdy wypadek. 

Umeblowanie jak widac nie jest jakichs najwyzszych lotow – ta czarna rzecz na telewizor pierwsza poleci do kosza. Mam w planie duzo pozmieniac i zaczne pewnie od podlog bo te sa za ciemne jak na moj gust. Bede informowac o swoich pomyslach i prosic o opinie i rady 😉 Z obydwu pokoi oprocz plynacej pod spodem rzeki widac gory i ruiny XIIw. opactwa cystersow ktore wiele razy odwiedzalam i fotografowalam. A miasteczko jest PRZEUROCZE 🙂 

I tak koty w zyciu potrafia namieszac 🙂 Tak samo jak swinia.

Na zakonczenie dodam ze jak o agencjach zdanie mam marne (oprocz tej  jednej) to z bankami sie sprawy zalatwia szybko, profesjonalnie i przyjemnie. Prawnicy – na szesc wykonanych telefonow i szesc obietnic ze prawnik oddzwoni jeszcze tego samego dnia, oddzwonila jedna pani. Reszta do tej pory milczy. 

Jedna uwaga do wpisu “O kanadyjskiej świni (i nie tylko ;)

  1. Pingback: Kupowanie mieszkania w Irlandii czyli Agent nasz Pan – Dublinia pisze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.