Był sobie Albert :)

Pisałam niedawno o platformie Virtualtrips.io (która niedługo przekształca się w HeyGo) i zachęcałam Was bardzo do korzystania z bogatej oferty wirtualnych wycieczek live z profesjonalnymi przewodnikami. Kilka dni temu podczas jednej takiej wycieczki doszło do spektakularnego wydarzenia, dzięki któremu narodziła się legenda, a wspaniała społeczność zgrupowana wokół strony okazała się być zgrana i zżyta jak wielka rodzina 🙂

Wycieczki na platformie trwają zazwyczaj 45 – 60 min. Nie zdarzyło się wcześniej, by ktoś to przedłużył i z tego, co mówili przewodnicy, szefowie VT sa dość restrykcyjni w tym ograniczeniu czasowym. W zeszły wtorek ja i C. dołączyliśmy do wycieczki Alberta z Islandii, który miał nam pokazać erupcję nowego wulkanu, nastawiając się na godzinną rozrywkę. Maksymalna liczba uczestników takiego live tour to 300 osób, ale ponieważ ten cieszył się dużym powodzeniem, szefowie VT postanowili zaeksperymentować i zwiększyć limit do 800. Jeden z nich, Liam, uczestniczył w evencie jako moderator.

Albert jest bardzo aktywny w pokazywaniu swojego kraju. Ma 65 lat i jest przesympatycznym człowiekiem. Przez kilkadziesiąt lat pracował jako nauczyciel, a potem założył biznes wycieczkowy. No a później przyszedł covid i wiadomo – pracy nie było. Dzięki platformie znów zaczął zarabiać pieniądze i przed wyprawą do wulkanu był już na niej znany i lubiany. Dzięki niemu obejrzałam już praktycznie wszystkie większe trakcje turystyczne tego kraju, łącznie z zorzą polarną, komentowane ze specyficznym humorem 🙂 Czekam tylko na oglądanie wielorybów w Husavik, podczas którego Albert zgodził sie zapiewać JaJa Ding Dong!

Wracając do tematu: kiedy o dziewiątej wieczorem naszego czasu zobaczyliśmy na ekranie Alberta, ten wytłumaczył nam, że niestety droga do wulkanu została zamknięta i musi do niego dojść pieszo zamiast podjechać samochodem. Szedł już prawie godzinę i nie bardzo wiedział, jak długo to potrwa, ale potwierdził, że skoro obiecał nam pokazać wulkan, to pokaże i już.

Albert zaczął więc iść dalej, a razem z nim około tysiąc Islandczyków, którzy lubują się w oglądaniu nowych erupcji. No i oczywiście byliśmy my, osiemset osób śledzących ruchy Alberta i zagrzewających go do walki na czacie, podsuwając piosenki z ogniem i wulkanami w tytule. Czat można ukryć lub mieć otwarty na ekranie, przeważnie służy on zadawaniu pytań przewodnikowi, ale ponieważ Albert szedł i nie było mu lekko gadać, uczestnicy rozmawiali też między sobą. Po około godzinie Albert uprzedził nas, że niedługo będzie się musiał zacząć wspinać, więc wsadzi nas razem z telefonem do plecaka. Jakiś czas potem sygnał się urwał i na ekranie nastała ciemność.

Nikt się specjalnie nie przejął, uznając, że jesteśmy w plecaku i Albert nas „wyciągnie” jak będzie na miejscu. Ale po jakiejś pół godzinie zaczęliśmy się zastanawiać, czy aby się mu nic nie stało. Liam zadzwonił do niego ale Albert nie odbierał. Oczywiście na czacie krążyły żarty, ale czas mijał a my zaczynaliśmy się coraz bardziej obawiać, choć wiele osób było przekonanych, że skoro Albert powiedział, że pokaże nam wulkan, to pokaże. Mamy czekać. No to czekaliśmy. Minęły już dwie i pół godziny od początku wycieczki, z czego godzina bez śladu sygnału. Nie wiem, czy to zrozumiecie, ale wszyscy patrzyli w ten czarny ekran jakbyśmy obserwowali lądowanie na księżycu 🙂 Wreszcie Liam postanowił, że zakończy wycieczkę, ponieważ nie sądzi, by Albert zdołał się z nami ponownie połączyć.

Rozłączyłam się więc i dopiero potem dowiedziałam się, co się w międzyczasie działo. Otoż osoby na czacie zakrzyczały Liama, że jak on śmie rozłączać Alberta! Że co sobie Albert pomyśli jak już dotrze na miejsce, a nas nie będzie? Że jak to tak, opuścić Alberta, skoro on idzie dzielnie sam w ciemnościach, by nam pokazać wulkan? I wtedy Albert zadzwonił do Liama, mówiąc że ma problemy z wejściem na wizję. Zaraz wchodzisz, powiedział Liam, 800 osób czeka na to!

Na szczęście przed pójściem do łóżka zerknęłam na facebook, gdzie ktoś na naszej grupie napisał: Albert is back! Weszłam na stronę i zobaczyłam buchający z ogromnego krateru ogień, wyglądający jak Mordor (ktoś napisał na czacie: Albert, throw the ring now!). Biedny przewodnik szedł 10 km w jedną stronę, bo nie chciał nas rozczarować. A potem wracał w ciemnościach, bo zamiast trzymać bank energii na doładowanie latarki, podładował telefon, żeby z nami siedzieć przy kraterze tak długo, jak damy radę. Wiem, że erupcję można było oglądać live na youtube, ale uwierzcie mi, tej wyprawy z Albertem nic nie przebije!

Tipy i podziękowania fruwały na czacie, a wzruszony Liam napisał: Would have never have thought we’de be doing this when John and I (John to wspólnik) started VT 9 months ago. Albert stał się tematem numer 1 na naszej ogromnej i bardzo aktywnej grupie fejsbukowej, zrzeszającej przewodników, założycieli i uczestników, bohaterem memów i dyskusji. Jego kolejne wycieczki wyprzedają się na pniu, z liczbą użytkowników zwiększoną do 800 a nawet 1000. Inni przewodnicy mówią o nim podczas swoich wycieczek i, jak to określiła moja znajoma, traktują go jak wzorzec z Serves;)

Powstały wyrażenia typu: be more Albert (czyli nie marudź tylko idź do przodu, zrób co masz zrobić) i do Albert, czyli skończyć to, co się robi, nie zważając na przeszkody. Sam Albert wygląda na bardzo wzruszonego i ucieszonego swoją nagłą sławą. W kolejnej wizycie na wulkan, już samochodem, towarzyszył mu syn. Kiedy Albert zalogował się, zobaczyliśmy go patrzącego w ekran telefonu z dumą, że tyle osób dołącza się do wycieczki. Nad nim stał syn, również patrzący na ekran, z miną dumną z ojca 🙂

Rekomenduję Wam ponownie tę platformę, bo każdy, komu polecałam, jest zachwycony. Jest teraz na co czekać – na kolejne wycieczki w nowe miejsca, albo już znane, z nowymi bądź z ulubionymi przewodnikami. Bardzo źle znosiłam niemożność podróżowania, ale ta strona sprawiła, że jest mi dużo lżej. Do tego społeczność wokól niej jest niesamowita i czujemy się wszyscy jak dobrzy znajomi, a czasem jak rodzina 🙂

Wszyscy przewodnicy są godni polecenia ale mogę zarekomendować tych, moim zdaniem, najbardziej interesujących, tzw starting kit 😉
Oczywiście Albert, bez dwóch zdań, jak się dopchacie;) Patrick z Banff (Kanada) którego czternastoletni syn został niedawno najmłodszym przewodnikiem na platformie. Matt z Australii – przezabawny i pokazujący głównie piękne plaże i naturę. Mateja z Ljubljany, pięknego miasta, która wspaniale opowiada o historii i ustawia apart tak, by zrobić najepsze zdjęcia. Craig ze Szkocji, pokazujący wspaniałe szkockie krajobrazy. Igor z Wenecji, ze swoim przystojnym gondolierem Saidem. Lee z Amsterdamu, zawsze szeroko uśmiechnięta, która niedługo powtarza wycieczkę do kociego sanktuarium na łodzi.

Nie wiem, czy platforma ma przyszłość po-pandemiczną w tej wersji jak teraz. Ludzie wrócą do pracy, albo do pracy w biurze, nie w domu, zaczną w weekendy wyjeżdzać, a i miejsca pokazywane przez przewodników zaczną się zapełniać turystami i będzie tłoczno. Warto korzystać, póki się da. A przy okazji wspierać osoby pracujące w turystyce, które straciły swoje zarobki. Ostatnio wszelkie dochody ze sprzedaży mojej książki lądują jako tipy u przewodników.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z dwóch wycieczek z Albertem na wulkan, już po jego pamiętnej eskapadzie. A bardzo ciekawy artykuł o nim znajdziecie TU.

9 uwag do wpisu “Był sobie Albert :)

  1. Dammar

    Niesamowite. Czytam ta historie z zapartym tchem. Przeczytalam tez artykul. To sie nazywa obowiazkowosc i odpowiedzialnosc za to co sie robi. Ciesze sie, ze go poznalam dzieki tobie.
    Kurcze, ja caly czas pracuje i nie bardzo mam kiedy ogladac wirtualne wycieczki, ale za tydzien zaczynam urlop i w koncu zarezerwuje. Ta platforme przegladalam juz dziesiatki razy, tak mnie kusi. Nawet komus polecalam, ale sama bede miec okazje sprawdzic za tydzien

    Polubione przez 1 osoba

      1. Dammar

        Super, bardzo sie ciesze. Widzialam.ogloszenia ze sa poszukiwani revenue managers,, przyznam ze nawet pomyslalam o tobie, ze ty na pewno wiedzialabys co robic. W koncu pracowalas jako revenue manager.
        Gratuluje

        Polubione przez 1 osoba

Odpowiedz na Ewa (Dublinia) Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.