Pszczyna – perła Górnego Śląska

Co ciekawego można robić podczas przymusowego pobytu w Katowicach? Można chociażby pojechać do Pszczyny, pociągiem Intercity zaledwie 20 parę minut a zwykłym około 40. W tym malutkim miasteczku byłam już w 2011 roku, też odwiedzając dentystę. Mieszkałam tam kilka dni w czasie ciepłej, złotej jesieni. Pamiętam jak chodząc po parku liście szurały pod stopami.

Takimi kolorami powitała mnie Pszczyna w listopadzie 2011

Z dworca do głównych atrakcji, a więc skansenu, zagrody żubrów i zamku jest kilkanaście minut na piechotę. Po wyjściu należy skręcić w prawo, przejść przez ulicę Dworcową i skręcić w lewo, w drogę między drzewami. To już teren rozległego parku którego powierzchnia wynosi 156 ha. Zaraz po prawej pojawią się zabudowania skansenu „Zagroda Wsi Pszczyńskiej”. Po pożarze w 1784 roku praktycznie całe miasto spłonęło i od tego czasu zakazano stawiania drewnianych budowli. Nieliczne ocalałe chaty można zobaczyć własnie w skansenie, między innymi młyn, kuźnie, spichlerz czy chatę mieszkalną. Przy zwiedzaniu towarzyszą nam efekty dźwiękowe – z domku dochodzi odgłos zamiatania podłogi i przyśpiewki sprzątającej babci a z kuźni brzęk stali. Skansen w ostatnich latach rozbudowano dzięki funduszom z Unii Europejskiej. Uwaga – za wstęp nie można zapłacić kartą. Najlepiej kupić bilet ulgowy na 2 atrakcje – skansen i zagrodę żubrów – wychodzi 18 złotych.

Znow spacerek i za chwilę wyłania się przede mną słynny zamek. Akurat był jakiś konkurs orkiestr myśliwskich więc przez budynkiem stali ubrani na zielono panowie z trąbami i grali jak najęci. Postanowiłam minąć zamek i pójść najpierw do żubrów bo za pół godziny była pora karmienia. Radzę sprawdzić na stronie internetowej te pory bo te piękne zwierzęta przybiegają wtedy do ogrodzenia i można je obserwować z bardzo bliska, oraz ze specjalnej platfromy z góry.

Ich obecność na Ziemi Pszczyńskiej zawdzięczamy carowi Aleksandrowi II, który w podzięce za 20 jeleni otrzymanych w prezencie od księcia Henryka XI Hochberga podarował mu 4 żubry. Z powodu polowań w okresie międzywojennym na całym świecie przeżyły tylko 54 sztuki! Wszystkie obecnie żyjace osobniki, a jest ich około 4200, są potomkami 12 zwierząt dzięki którym odbudowano populację. W Polsce naliczono około 1200.

Wreszcie przychodzi pora na największą atrakcję miasta – Pałac czy Zamek Pszczyński. Ponieważ nie mogłam dołączyć się do żadnej zorganizowanej wycieczki, zapłaciłam sama za przewodnika i zarejestrowałam się jako jednoosobowa grupa. Koszt niewielki bo tylko 81 złotych włączając bilet wstępu. Po około 5 minutach oprowadzania  jakas para zapytała czy mogą  zapłacić mi połowę i się dołączyć, i tak z przemiłą panią przewodnik Basią, malutką i szczuplutką w wieku około 65 -68 lat, przez 2 godziny w kameralnej atmosferze zwiedzaliśmy pałac. Zawsze namawiam do szarpnięcia się na przewodnika w tego typu obiektach, bo żaden audio-przewodnik czy napisy nie zastąpią prawdziwej osoby z dużą wiedzą i zasobem anegdot, której można zadawać pytania i dowiedzieć się jeszcze więcej. Pani Basia była fenomenalna i z humorem („Daisy proszę państwa to wyszła za Jana Henryka XV dla kasiory „) i wiedziała wszystko o każdym przedmiocie, obrazie czy bibelocie. I widać że z pasją oprowadza wycieczki. 

Zamek przeszedł długą drogę od XII warowni obronnej po ówczesny rozmiar i kształt. W zależności od potrzeby i panującej mody rozbudowywano go i przebudowywano, a ogromna kolekcja mebli to świetna lekcja o stylach panujących w designie, bo znajdziemy tam ciężkie dębowe szafy charakterystyczne dla okresu międzywojennego, przesadzony barok lżejsze rokoko i wreszcie prosty klasycyzm. A wszystko KAPIE od przepychu, bogactwa i złota…

Ale wracając do początków: zmiana charakteru zamku z mniej obronnego na bardziej mieszkalny nastąpiła w roku 1407 kiedy przypadł on w użytkowanie Helenie, żonie księcia raciborskiego Jana II Żelaznego. Potem przechodził on przez kolejne ręce, przebudowywany według potrzeb. W połowie XVI wieku zakupił go bogaty ród Promnitzów który z zamku uczynił budowlę renesansową. W latach 1765–1846 właścicielami  byli książęta Anhalt-Cöthen-Ples, jedna z najbogatszych rodzin ówczesnej Europy, a po niej Hochbergowie po tym jak jeden z nich, Jan Henryk VI wżenił się w familię poślubiając Marię Emilię Anhalt-Cöthen.

Jego syn Jan Henryk X uzyskał tytuł książęcy a także to za jego rządów okolice kwitły i bogaciły się a przemysł rozwijał. Ale to jego syn Jan Henryk XI tak pomnożył majątek że znalazł sie w dziesiątce najbogatszych osób w Europie. Posiadał kopalnie, browary, fabryki, tartaki, ziemie i w Polsce i w Alpach, hektary lasów i nieruchomości. On też jest odpowiedzialny za obecny wygląd zamku wzorowany na samym Wersalu. Gościł on u siebie największe osobistości, na czele z cesarzem. 

Czy ktoś się domyśla jak miał na imię jego syn który odziedziczył tytuł książęcy? Ano Jan Henryk, tylko że XV. Pan ów był dziedzicem ogromnego majątku i kolejnym księciem w kolejce. Wiadomo że uchodził za bardzo dobrą partię i w przeróźnych pannach mógł przebierać. Pewnego razu przebywając w Anglii zobaczył gdzieś na dworze czy w teatrze słynną edwardiańską piękność Mary Therese Olivie Cornwallis-West, zwaną Daisy – stokrotka. Dziewczyna jak na ówczesne czasy była już „niemłoda” bo osiemnastoletnia. Skoligacona chyba z wszystkimi arystokratycznymi rodami Europy rodzina dziewczyny była zubożała więc mimo iż Daisy wcale kawaler się nie spodobał, to jej matka chwyciła go w szpony i nie spoczęła dopóki małżeństwo nie zostało zawarte.

Daisy na słynnym zdjęciu w podarowanej przez teścia koronie, z nienaturalnie smukła kibicią wymodelowaną przez gorset.

Para po ślubie zamieszkała w 500 pokojowym zamku w Książu, podczas polowań spędzając czas i w Pszczynie. Daisy za pałacem pszczyńskim nie przepadała, niemniej jej osoba została w celach marketingowych wykorzystana (oczywiście współcześnie) do promocji i zamku i samej Pszczyny, podobnie jak Bath jedzie na osobie Jane Austen która tego miasta wręcz nienawidziła. Daisy tęskniła za Anglią i swobodniejszym stylem życia niż niemiecki ordnung ale co było robić. Sympatii do męża też nie przybyło z czasem, wg biografów Daisy uwielbiała natomiast swego teścia.

Ksieżna urodziła czworo dzieci, córkę która zmarła w dzieciństwie i trzech chłopców. W 1922 roku jej mąż zakochał się po raz drugi, tym razem w hiszpańskiej arystokratce Clotilde de Silva y Gonzalez de Candamo. Rozwiódł się z Daisy która na otarcie łez dostała do zamieszkania zamek Książ, i poślubił Clotilde. Piękna podobno Hiszpanka wdała się w romans z własnym pasierbem co było wielkim skandalem. Do tego rozwiodła się z mężem i pasierb ją poślubił! Nawet w ówczesnych czasach odbiłoby się to ogromnym echem w kręgach arystokracji i nie tylko (już widzę te artykuły na Pudelku 😉

Podczas II wojny światowej władze niemiecki wyrzuciły Daisy z Książa i księżna zamieszkała w willi koło Wałbrzycha. Niestety ubożała z roku na rok i zmarła w wieku 70 lat w biedzie, doglądana przez wierną służbę. Jej syn Jan Henryk VII odziedziczył tytuł książecy po ojcu, oczywiście był już tylko księciem tytularnym – po wojnie majątki arystokracji przejęło państwo.. Odwiedzał czasem swoje byłe włości w Pszczynie – w pałacu miał wyasygnowany pokój a potem apartament nad wyremontowanymi stajniami. Zmarł w 1984 roku.

Zamek pszczyński na szczęście nie doznał żadnych prawie zniszczeń podczas wojen, w przeciwieństwie do Książa. Ilość niesamowitych obrazów, rzeźb, kolekcji mebli ,porcelany i inncyh przedmiotów użytkowych jest imponująca. Same żyrandole, sufity i lustra można podziwiać w nieskończoność. Zasłużenie nazywa się go perłą Górnego Śląska. Musicie mi uwierzyć na słowo bo choć zdjęcia bez lampy błyskowej można robić, to nie wolno ich publikować. Jeśli przeszukacie internet to zobaczycie że mało kto się tym przejmuje, ale ja przestrzegam takich reguł.

I na tym skończyła się moja krótka wyprawy do  Pszczyny – jeszcze tylko pospacerowałam po przepięknym parku i maleńkim rynku i i wróciłam do Katowic, a zaraz potem do domu do Irlandii. Jeśli kiedyś będziecie w okolicy to bardzo polecam. Jeśli trafi się Wam taka przewodniczka po zamku jak pani Basia, to przeniesiecie się wyobraźnią w czasy kiedy na zamku brylowała Daisy, cesarze, hrabiowie i wszelaka arystokracja, sluchając koncertów w Sali Lustrzanej bądź wirując w tańcu podczas balu i wyjdziecie oczarowani.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.