Ole! czyli kolejna wizyta w Andaluzji

Podczas mojej pierwszej wizyty w Andaluzji kilka lat temu zakochałam się w tym regionie. Odwiedziłam wówczas Sewillę, Jerez, Cadiz (Kadyks) i Kordobę. Wiedziałam że kiedyś tam wrócę i wreszcie nadarzyła się okazja.

Andaluzja to najcieplejszy region Hiszpanii dlatego też jako istota chłodnolubna mogę tam jeździć wylącznie w sezonie jesienno-zimowym. Było naprawdę ciepło – ludzie opalali się na plaży i kąpali w morzu – ale nie masakrycznie. Krótka historia – przede wszystkim to zlepek różnych kultur z których każda wywarła jakiś wpływ, choć największy zdecydowanie kultura arabska. Fenicjanie, Kartagińczycy, Grecy, Celtowie, Rzymianie i Wizygoci najeżdzali krainę i władali nią do czasu dopóki nie pojawili się tam Arabowie którzy zostali przez ponad 800 lat. Architektura i zabytki które po sobie zostawili zapierają dech w piersiach. Trzeba dodać że podczas gdy reszta Europy tkwiła w mrokach średniowiecza, w Andaluzji kwitła sztuka i kultura a chrześcijanie, Żydzi i Arabowie funkcjonowali tam zgodnie i bez problemów. Trwało to do roku 1492 kiedy to Kastylia odbiła Andaluzję i wygoniła Arabów.

Na bazę wypadową obrałyśmy Malagę, glównie ze względu na to że tam jest lotnisko a z niego tylko 20 minut do centrum. Samo miasto, mimo że liczące sobie ponad 2000 lat niknie urodą przy tych wymienionych przeze mnie na początku. Mimo to spędziłyśmy(z towarzyszką podróży blogerką Irolką) bardzo przyjemny dzień włócząc się po jej ulicach i uliczkach.

Na pewno trzeba odwiedzić najważniejszy zabytek czyli XI -czną Alcazabę. Alcazaba to twierdza/cytadela budowana przez Maurów w celach obronnych. Ta w Maladze została z czasem przebudowana i łączy cechy obronnej twierdzy i arabskiego pałacu. Z jej murów rozciągają się piękne widoki na okolice, między innymi port i arenę do walki byków. 

U podnóża twierdzy znajduję się zamek Gibralfaro, wzniesiony w pierwszej połowie XIV wieku. Nieco poniżej można zobaczyć ruiny amfiteatru rzymskiego pochodzącego z I wieku pne. Poszłyśmy także do katedry która jest najwyższą budowlą w Maladze. Wnętrze jest imponujące – jeśli ktoś lubi obiekty sakralne i mieszaninę gotyku, baroku i renesansu.

Bardzo przyjemny jest spacer w okolicach portu i plaży, oraz przejażdżka na wielkim kole z którego znów można podziwiać okolicę z góry. Nie poszłyśmy do żadnego muzeum ale pewnie gdybym tam była jeszcze kiedyś, odwiedziłabym muzeum Picassa który się urodził w Maladze.

Z informacji praktycznych – z lotniska do centrum można wziąć taksówke (około 20 euro) albo autobus (3 euro). Taksi w granicach miasta są tanie więc jeździłyśmy często. Barów, knajp i restauracji zatrzęsienie i jedzenie jest na ogół dobre wszędzie, ale obsługa wolna. Wiadomo, im się nigdzie nie spieszy. Sklepy z jedzeniem i alkoholem są czynne do bardzo późna, choć alkohol sprzedaje się do konkretnej godziny. Nie wiem do której bo sprzedawca w naszym ulubionym sklepiku obok mieszkania – Chińczyk – i tak nam sprzedał butelkę Malibu nielegalnie, musiałam ją tylko od razu dyskretnie wsunąć do torby. Chińczyk powiedział że policja chodzi i sprawdza więc od razu przypomniała mi się stara polska komedia i sparafrazowałam zdanie w niej użyte – ta pani przyszła z tą butelką i z nią wychodzi. Moje pokolenie powinno załapać 😉

Kolejnego dnia pojechałyśmy do Granady. Można się tam dostać autobusem z dworca, podróż trwa około półtorej godziny. Jeśli chcecie zobaczyć i stare miasto i słynną Alhambrę, polecam dokładne zaplanowanie – my poszłyśmy trochę na żywioł ale i tak się udało, choć mogłoby być trochę lepiej 😉 Na szczęście Irolka z wyprzedzeniem kupiła bilety do Alhambry. Koniecznie trzeba to zrobić bo inaczej pocałujecie klamkę. Niestety nie wpadłyśmy na to żeby zarezerwować bilet na autobus i ten którym chciałyśmy jechać był już pełny, musiałyśmy więc czekać godzinę na następny. 

Autobus wypasiony, woda mineralna za free, ekraniki przed każdym siedzeniem niby na internet który nie działał, za to można było pograć w Angry Birds 😉 Dworzec w Granadzie jest spory kawałek od centrum więc trzeba wziąc następny, lokalny autobus i podjechać nim pod katedrę. I tu uwaga – do wejścia do Alhambry macie ponad 20 min na piechotę więc nie można czekać na ostatnią chwilę. Do całego kompleksu można bowiem wejść kiedy się chce (mając bilet oczywiście) ale do największej atrakcji czyli Pałacu Nasrydów trzeba być na czas. Tak więc podczas lunchu zorientowałyśmy się że nie wiemy jak transportem publicznym dostać się do Alhambry, a zostało tylko 30 min do wejścia. Złapałyśmy taksówkę i kierowca z piskiem opon podjechał pod bramę. Nie zostawiajcie tego na ostatnią chwilę po po odbiór biletu też może być kolejka, a do pałacu idzie się około 10 min. 

Trochę historii – Emirat Granady czyli Królestwo Nasrydów było ostatnim państwem islamskim na terenach Hiszpanii. Założył go Emir Muhhamad I, piewszy władca z dynastii Nasrydów. Ponoć emir był rudy jak jego matka która pochodziła z terenów północnej Europy. Emirat przetrwał 260 lat, dopóki w 1492 podbili go Królowie Katoliccy – Izabela Kastylijska i Ferdynand Aragoński.

Na cały kompleks składa się kilka obiektów, mianowicie wspomniany już Pałac Nasrydów, Alcazaba (twierdza), Pałac katolickiego króla Karola V – budowla w porównaniu z finezją architektury arabskiej nieciekawa i przyciężka, oraz ogrody Generalife, z szemrzącą wodą.

Pałac Nasrydów ozdobiony jest gipsowymi płaskorzeźbami które oprócz motywów roślinnych są tekstami z koranu i poezji (pismo arabskie jest przepiękne) a z podcieni okien i sufitów wyrastają rzeźbione stalaktyty. Trudno opisać słowami tę zjawiskową budowlę – to trzeba zobaczyć.

Polecam też 2,5 godzinnny spacer z przewodnikiem po starej części Granady, organizowany przez Play Granada (bilety kupiłyśmy na dworcu autobusowym). Brzmi wyczerpująco ale to spacer wolny, z przystankami, i choć pod górke to nie stromo. Ta część Granady jest podobna to lizbońskiej Alfamy, a więc labirynt wąskich i krętych uliczek zupełnie bez planu. Z kilku miejsc rozciąga się piekny widok na Alhambrę. 

Interesujący jest fakt że podczas panowania Maurów – nie tylko w Granadzie ale i w innych regionach – wyznawców innych religii nie tępiono i ogólnie jak już wspomniałam i Chrześciajnie, i Żydzi, i Muzułmanie, żyli sobie zgodnie. Natomiast kiedy Chrześcijanie przejmowali władzę, Muzułmanów szykanowano czy wyganiano.

Ostatniego dnia (właściwie przedostatniego ale ostatniego nie liczę bo to już był powrót do domu) pożyczyłyśmy samochód i pojechałysmy do Rondy. Miałyśmy w planie kilka innych miejscowości ale dość wcześnie robiło się ciemno, a w Rondzie spędziłyśmy znacznie więcej czasu niż myślałyśmy.

Ronda jest znana ze swej lokalizacji po obu stronach przepastnego wąwozu, oraz ogromnego mostu budowanego w XVIII wieku przez ponad 40 lat. Podczas budowy 50 budowniczych zginęło. Niewielkie pomieszczenie nad jednym z łuków (które można zwiedzić) jeszcze w XX wieku było używane jako więzienie a wyroki śmierci wykonywano przez zrzucanie do wąwozu.

Trochę historii – Ronda była najpierw osadą celtycką o nazwie Arunda. Podbili ją Rzymianie a potem Wizygoci. W 713 roku zaczęło się panowanie arabskie i rozkwit miasta które przez jakiś czas było nawet osobnym królestwem. Drzwi w drzwi z Arabami mieszkali sobie Chrześcijanie i jakoś nikomu to nie przeszkadzało. Dopóki w XV wieku chrześcijański markiz KAdyksu nie podbił Rondy – wówczas zaczęły się szykanowania ludności muzułmańskiej. Dano jej do wyboru – przejść na katolicyzm bądź się wynieść. Niektórzy zostali i tajemnie uprawiali swoje obrządki.

Miasto robi niesamowite wrażenie. Koniecznie podejdźcie pod kościół po starej stronie miasta za którym jest ścieżka prowadząca do wąwozu. A obok kościoła świetna restauracja z tapas i nie tylko.

Inny kościół – Iglesia de Santa María de la Encarnación la Mayor – oferuje piękne visty na okolicę z tarasów widokowych. Do tego na samej górze niespodzianka – małe drzwiczki które prowadzą na niewielki balkonik przy samym suficie kościoła, skąd można podziwiać wnętrze z perspektywy ptaka 🙂

Na pewno do Andaluzji wrócę choćby po to by zobaczyć miejsca które tym razem musiałam pominąć. To był bardzo udany wypad!

A na koniec andaluzyjskie koty 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.