W hrabstwie Clare

Tradycją staje się, że moja przyjaciółka nie tylko blogowa Dita odwiedza mnie w maju i wybieramy sie na krótki wypad w Irlandię. Tym razem udało sie zrealizować dawno powzięty plan poznania jej z moja druga koleżanką i blogerką M. („Out of box„) i tak we trzy wyruszyłyśmy w kamieniste hrabstwo Clare.

Ponieważ na początku tygodnia poprzedzającego jej wizyte było raczej zimno – rano skrobałam szybę samochodu – to nie miałam wielkiej nadziei na rewelacyjną aurę. Wzięłysmy więc z sobą zapasy białego wina o ksywce „Matka Boska” aby w razie czego mieć co popijać w B&B. Ale w sobotę nagle rozpogodziło sie, a w niedzielę poważnie zastanawiałam się nad wlączeniem klimatyzacji w aucie. Na drogach mijały nas kabriolety a slońce dawało popalić.

Dlaczego hrabstwo Clare? Bo w miarę blisko (po 3 godzinach byłyśmy na miejscu) no i w końcu trzeba było Dicie pokazać chlubę Irlandii czyli Klify Moheru.

Nasze B&B ulokowane było w Burren w miejscowości Ballyvaughan, bardzo ładnej i tętniącej życiem. Samo Burren to miejsce unikatowe, najokazalszy przykład krajobrazu krasowego w Europie. Prosto pisząc – kamory. Adiutant Cromwella wypowiedział słynne słowa opisujące tę okolicę: „zbyt mało wody by kogoś utopić, zbyt mało drzew by kogoś powiesić, zbyt mało ziemi by kogoś pogrzebać”. 

A jednak żyje tam az 1100 gatunków roślin (z 1400  z całej Irlandii), między innymi 24  odmiany rzadkich orchidei. To jedyne miejsce w Europie gdzie rośliny sródziemnomorskie i alpejskie rosną sobie obok siebie. Wielbiciele archeologii i historii też nie mogą narzekać – Burren upstrzone jest neolitycznymi grobowcami, fortami, świętymi studniami, kamiennymi kręgami oraz szczątkami zamków, a raczej posiadlości okolicznych władców i bogaczy. 

W pobliżu naszego B&B w 1932 roku miejscowy farmer wykopał przepiękny złoty naszyjnik z epoki brązu, który można teraz podziwiać w muzeum w Dublinie. Podobno naszyjnik nie był wcale ozdobą kobiecą ale nosili takowe kapłani druidzcy.

Krążąc po okolicy warto podjechac do Burren Perfumery, malutkiej wytwórni perfum, mydła i świec. Można dowiedzieć sie jak się je wytwarza, zrobić zakupy w sklepie oraz zjeść lunch w Tea Room. 

W drugi dzień naszej wyprawy atrakcją były klify Moheru (razem z Burren wpisane na listę Unesco). Nie pamiętam ile razy już tam byłam, pierwszy raz w 2006 roku, jeszcze przed powstaniem charakterystycznego „hobbickiego” centrum turystycznego. Bez barierek można było chodzić wszędzie. Z powodu mojego lęku przestrzeni spacer po klifach okupiłam wtedy ogramną traumą. Do dziś pamiętam jak robiąc krok z jednej kępy ziemi na drugą (scieżka była tak poszarpana) spojrzałam w dół na te 100 metrów pionowej skały i stwierdziłam że nie przeżyje tego, że spadnę.  

Wg nieoficjalnych statystyk co roku ginie tam okolo 10 osób. Przeważnie są to ofiary wiatru bądź osypujących sie skał, ale jest to też idealne miejsce do samobójstw. Dlatego co krok można spotkać duże anonse przeróżnych telefonów zaufania i pomocy.
Kiedy tam byłyśmy to mimo pięknej pogody wiało jak cholera. Mimo to widać bylo śmiałków podchodzących do samej krawędzi. Czego sie nie robi dla dobrego zdjęcia…

(Z powodu bardzo silnego słońca fotografie wyszły nieciekawie, załaczam powyższą fotkę z 2012 roku)

Jadąc wybrzeżem w stronę południa od klifów, dojedzie sie do Loop Head gdzie również można podziwiać niezwykłe formacje skalne, tym razem prawie samotnie bo turyści kłębią się przy Moherach i wracają. Zrobiłyśmy miły spacerek po trawie która uginała się pod stopami jak kobierzec. Najpiękniej widać to miejsce z góry więc posiłkuje się profesjonalnym zdjęciem z twittera Clare County Council. 

Podjechałyśmy również to zatoczki gdzie obserwuje się delfiny, niestety nie było ani jednego ale była ładna ruina zamku do której można było dojść jedynie przez ogrodzone drutem i kamiennym płotem pole. Przeszkoda okazała sie łatwa do przeskoczenia dla trzech sprawnych dam i po chwili robiłysmy sesje zdjęciowe przy obronnej wieżyczce. Dopiero wracając do samochodu zauważyłyśmy ostrzegawczy napis nad płotem:

Na koniec dodam że naszą dwudniową nieobecność wykorzystała Kitty, która niezadowolona ze Dita zagarnęła jej fotel, zakradła sie do pokoju gościnnego i nasikała jej na ubranie.  

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.