Wielkanoc w Rzymie

W Rzymie spędziłam 10 dni jakieś 9 lat temu. Przyznam ze strasznie zachwycona nie byłam. Swoje wrażenia opisałam na starym blogu który, jak pamiętacie, został skasowany przez Interię. Co sprawiło ze postanowiłam pojechać tam ponownie? Film Woody Allena „From Rome with Love„. Pomyślałam ze może oceniłam to miasto niesprawiedliwie i powinnam mu dać kolejną szansę, no w końcu wszyscy są nim oczarowani to czemu ja nie. Zanim jednak napiszę czy zmieniłam swoje zdanie czy nie, trochę informacji praktycznych i trochę obalania niektórych mitów.

Leciałam dwiema różnymi liniami, lądowałam na lotnisku Fiumicino a wracałam z Ciampino. Przeszukałam wcześniej forum na Trip Advisor z którego wynikało ze z Fiumicino najszybciej do centrum (na stacje kolejową i metra Termini) można się dostać pociągiem ekspresowym Leonardo. Jest to opcja najdroższa, bilet kosztuje 14 euro. Oprócz tego kursują przeróżne autobusy ale wtedy podróż może trwać i ponad godzinę.
Forumowicze narzekali że obsługa w Leonardo jest niemiła, a jeśli zapomni się skasować bilet w bramce przed peronem to na nic tłumaczenia, zapłaci się karę 50 euro. Stacja kolejowa jest na samym lotnisku, trzeba więc tylko iść za znaczkiem pociągu. Kupiłam bilet i uświadomiłam sobie ze pociąg odjeżdża za minutę więc biegiem do wagonu. Dopiero przy drzwiach przypomniałam sobie o skasowaniu i spytałam konduktora czy będzie jakiś problem skoro tego nie zrobiłam. Powiedział że nie, więc wsiadłam. Ktoś inny sprawdzał potem mój bilet i faktycznie tylko go przedziurkował.

Ciampino jest dużo mniejszym lotniskiem, z minimalna ilością sklepów i miejsc gdzie coś można zjeść. Z dojazdem do niego lączy sie tajemnica którą może jakis mieszkaniec Rzymu mi rozwikła – otóż przed wyjazdem kupiłam online bilet na pociąg z Termini do Ciampino, za 1.50 euro, na konkretną godzinę. Na stację przyszłam jednak dużo wcześniej więc stwierdziłam ze nie będę czekać, po prostu kupię nowy bilet na wcześniejszy odjazd. Idę do kasy a pani mówi że na Ciampino nie jeżdzą żadne pociągi, a tylko autobusy które stoją na zewnątrz. Pojechałam więc autobusem (4.50 euro) zastanawiając się cały czas jak to możliwe że pociągi nie jeżdżą a ja bilet mam? 

Ponieważ Wielkanoc to szczególny okres, naczytałam się na Trip Advisor żeby uważać  bo w sobotę w południe wszystkie sklepy się zamykają aż do wtorku, niektóre restauracje będą czynne ale lepiej rezerwować stolik. I ten mit chcę obalić – otóż w sobotę wszystko jest normalnie otwarte. W niedzielę i poniedziałek natomiast z głodu nie umrzemy, bo natknęłam sie na dwa lub trzy otwarte mini markety typu express, nie wspominając o setkach niewielkich sklepików prowadzonych przez Pakistańczyków. Nie widziałam ani jednej zamkniętej restauracji i chociaż turystów były tłumy, nie było problemów ze stolikami. Wiele turystycznych atrakcji też się nie zamknęło, a i też sklepy z butami, torebkami i różnorakie butiki funkcjonowały normalnie.  

Wynajęłam dwupokojowe mieszkanie, oczywiście przez Airbnb, 10 min na piechotę od Koloseum i 15 od Termini. Bardzo miły właściciel zaproponował że odbierze mnie samochodem z dworca. Czekał na mnie na zewnątrz, a kiedy mu dziękowałam powiedział że już jest późno i ciemno więc lepiej żeby „młoda dama” się nie plątała sama. Hehe młoda dama 46-letnia 😉 Z tego co mi mówiono, w Rzymie trzeba uważać na kieszonkowców, hellou, jak wszędzie w dużym mieście i w takiej masie ludzi.

No wlaśnie, masa ludzi. Nie wiem czemu bo tłumy w Dubrowniku czy w Wenecji mi jakoś nie przeszkadzały, natomiast w Rzymie owszem. Wszędzie kolejki na kilometry, do Koloseum, do każdej innej atrakcji gdzie trzeba wejść, tłumy obsiadające co sie da jak ptaszyska. Przez Schody Hiszpańskie ledwo się dało przejść, Fontanna di Trevi otoczona potrójnym pierścieniem, do Ust Prawdy robiłam trzy podejścia ale stwierdziłam ze szkoda mojego czasu skoro juz je widziałam kiedyś, tym bardziej że kolejka się nie posuwała. Jak się miała przesuwać skoro każda osoba robiła sobie selfie, potem selfie ze znajomym, potem ten znajomy robił selfie, potem stwierdzali ze źle wyszło i robili znów na nowo… 

Rzecz jasna na kazdego turystę przypada jeden czarnoskóry sprzedawca selfie sticków. Lokalna przewodniczka powiedziała mi ze część z nich trzyma sztamę z kieszonkowcami, jeśli coś się od nich kupi to obserwują gdzie trzymasz portfel i czy warto go obrobić, i dzielą sie ta informacją z zaprzyjaźnionym złodziejaszkiem. Uśmiałam się na Moście Aniołow przy Castel Sant’ Angelo, bo pod każdą rzeźbą anioła stał czarnoskóry z selfie stickami. I jak tu robić zdjęcie takiemu MOSTU 😉 no jak. A jeszcze wszędzie pełno bylo carabinieri i żołnierzy z karabinami maszynowymi. Bardzo możliwe że z powodu obaw o ataki terrorystyczne, w końcu to przecież najważniejsze święto chrześcijan.

Co do pogody – pewnie wiecie ze mam bardzo niską wytrzymałośc na wysokie temperatury. Blogerka Riennahera pisała TU o ludziach południa i ludziach północy, dzieląc ich tak ze względu na preferencje co do klimatu. Otóż ja jestem człowiekiem północy. Nie cierpię co prawda zimy i mrozu, ale lubię klimat raczej chłodny, dokładnie taki jaki ma Irlandia. Nie za dużo ostrego słońca, deszczyk, chmury, mgła, wiaterek, to jest to. Powyżej 25 stopni to dla mnie upał prawie nie do zniesienia. Zanim w ogóle kupiłam bilety sprawdziłam jaka w kwietniu może byc pogoda – no może byc rożnie (mamiły mnie artykuły i blogi), albo leje jak z cebra albo jest ciepło, temperatura średnia 18 stopni. Przed wyjazdem też sprawdziłam, miało być max 22 stopnie. 22 stopnie niech mnie…Było między 27-30 stopni. Do południa jeszcze jakoś sie dało wytrzymać ale potem to juz padałam. Jednego dnia wracałam koło piątej do mieszkania, miałam może 15 minut do przejścia długą, prostą ulicą. Słońce waliło mi prosto w plecy i czułam się jak jakiś piechur rzymski który Via Appia zapychał w upale do centrum i aż mi ich żal było, tych piechurów. Choć z drugiej strony, oni (Italiańcy) chyba jakoś odporni są bardziej. Kiedy miałam trzygodzinny tour z lokalną przewodniczką, ja ledwo dychałam w t-shircie a ona nosiła skórzane kozaki, grube rajstopy, sukienkę wełnianą z długimi rękawami a na ręku w razie czego trzymała skórzaną kurtkę. W jednej z uliczek wreszcie delikatnie zawiał wiatr. Mnie się od razu gęba usmiechnęla i aż się lepiej szło, a ona: It’s getting a bit chilly…i włożyła na siebie kurtkę. No nie ogarniam.

Miałam w planie zwiedzić i zobaczyć dużo więcej niż zdołałam, jakieś cmentarze z pięknymi nagrobkami, ogrody przy willi Borghese, kościoły itp, ale nie byłam w stanie przez ten upał. Ile wody tam spiłam to chyba więcej niż w cały miesiąc tu w Irlandii. Zmarszczki wyszły mi na twarz i dopiero jak wylądowałam w Dublinie, skóra wchłonęła wilgoć z powietrza i wyglądałam normalnie 🙂

A co do mojej, bardzo subiektywnej podkreślam, opinii o mieście. Rzym ma piekną, bogatą historię. Zawsze byłam nią zafascynowana, również ogromnym wpływem jakie imperium rzymskie wywarło na calą Europę. Drogi, organizacja miast, prawodawstwo, nauka, język który miał impakt na prawie wszystkie języki europejskie, bogata kultura i sztuka. Bardzo to doceniam, chętnie o tym czytam. Ale jak dla mnie Rzym teraz jest raczej brzydki jako całośc. Przetrwało niewiele śladów z najpiękniejszego moim zdaniem okresu, a więc panowania cesarza Konstantina, okolo roku 320 naszej ery. TU można zobaczyć interesujacą wizualizację ukazującą tamten Rzym.  

Obecnie jest bardzo zaniedbany, brudny, zarysowany grafitti – nie sztuką uliczną ale bazgrołami. Porto i Lizbona tez miały dzielnice dość zrujnowane, ale one były malownicze a nie męczące i brzydkie. Oprócz kilku naprawdę uroczych miejsc, jest nieciekawie. Myślę że mój stosunek do odwiedzanego miejsca można zmierzyć ilością zdjęć. Przeważnie wracam z minimum 200-ma zdjęciami a z Rzymu mam około 80. Wiem ze są osoby które kochają Rzym, no ale są też takie które kochają Neapol, w końcu każdy ma inny gust. Jak dla mnie Rzym nie ma magii ani tzw efektu „wow”. 

Pierwszy poranek spędziłam z przewodnikiem, rodowitą Rzymianką Eleonorą. Był to prezent od firmy z ktorą służbowo współpracuję. Spotkałyśmy się przy Koloseum, którego oryginalna nazwa to  Amfiteatr Flawiuszów. Został wzniesiony przez cesarza Wespazjana na terenie który kiedyś zajmował pałac Nerona. Powstał w latach 70-72 i służył głównie do urządzania bezpłatnych widowisk typu walki gladiatorów czy egzekucje skazańców. Do środka prowadziło 80 wejśc i każdy z około 60.000 widzów dokładnie wiedział którą bramą ma wejśc i gdzie usiąść, dzięki czemu cała procedura zajmowała tylko pół godziny. Na dole siedzieli zamożni arystokraci, wyżej ważne osoby w mieście, bogacze, potem wojskowi i tak dalej, im wyżej tym mniej dostojne jednostki. Na samej górze – kobiety i niewolnicy…Były jednakże grupy które miały zakaz wstępu do Koloseum, a mianowicie grabarze, aktorzy (?) byli gladiatorzy.

Przenieśmy się w czasie i wyobraźmy sobie ze podążamy za Rzymianami na kolejne igrzyska. Jest rok 80 n.e.

Wg legend to tam palono i zabijano chrześcijan ale nie ma na to żadnych dowodów. Obiekt był wielokrotnie uszkodzony siłami natury, błyskawicami bądź trzęsieniami ziemi. W 538 roku odbyły sie tam ostatnie igrzyska i wtedy Koloseum zaczęło podupadać. Zaczęto traktować go jako źródło materiałów budowlanych. Te dziury które widać w murze to puste miejsca po metalowych łączeniach które zostały wydłubane, przetopione i użyte do różnych celów. Na szczęście  w 1744 roku ogłoszono go miejscem męczeństwa chrześcijan i zaniechano dalszych rozbiórek. Dziś zalicza sie go do jednego z siedmiu nowych cudów świata.

Rzymianie lubowali się w stawianiu łuków triumfalnych upamiętniających dokonania czy to cesarzy czy to dowódców armii (cesarski mial 3, jak by je nazwać, prześwity? otwory? a generalski tylko jeden). Najbardziej znanym jest Łuk Konstantyna, zaraz obok Koloseum (tego cesarza który zalegalizował chrześcijaństwo).
Łuk jest bogato ozdobiony płaskorzeźbami, a co mnie najbardziej wzrusza – część drogi zaraz przed nim jest oryginalną starożytną drogą po której chadzać mógl sam Konstantyn.

Nieopodal znajduje się Forum Romanum, najstarszy plac miejski w Rzymie. A właściwie to co z niego zostało czyli resztki. Ten wspaniały niegdyś plac, otoczony siedmioma wzgórzami, zapełniały swiątynie, łuki triumfalne, bazyliki i inne ważne budynki, np siedziba sądu i senatu. Forum zostało zdewastowane podczas najazdu Wizygotów w 410 roku, choć lud rzymski wykorzystywał go wciąż do zgromadzeń aż do roku 768 (obwołano tam wtedy papieżem Stefana III). Kolejnym ciosem dla Forum było trzęsienie ziemi, a w średniowieczu traktowanie go jako miejsca do pozysykiwania budulca. Ostały sie jedynie budynki zaadoptowane przez chrześcijan na kościoły. Prace wykopaliskowe zaczęto w 1803 roku i od tej pory prowadzone są systematycznie, choć całkiem niedawno dokonano kolejnego wandalizmu na Forum Romanum, a mianowicie Mussolini postanowił wybudować szeroką ulicę z Piazza Venezzia, gdzie urzędował, do Koloseum. Droga przechodzi przez część Forum i dzieli go na pół. 

Tak prawdopodobnie wyglądalo Forum w czasach świetności. Szkoda ze ludzie i przyroda dokonały ogromnych zniszczeń. Cóż, marzeniem archeologa byłoby to iż każdy taki obiekt zostałby zasypany popiołem wulkanicznym jak Pompeje i pogrzebany niemal w calości, abyśmy po latach mogli go sobie odkopać i podziwiać.

Zaraz przy Forum i wgórzu Kapitol wybudowano w latach 1885-1911 biały przedziwny budynek wyglądający jak weselny tort – Ołtarz Ojczyzny z grobem nieznanego żołnierza. Eleonora powiedziała mi że wielu Włochów nie popierało budowy w miejscu gdzie kiedyś stała świątynia Jowisza, co spowodowało zniszczenie cennych wykopalisk. „Odcięto” również część kościoła który jest teraz przytulonym do Ołtarza kikutem. Marmur użyty do budowy nie jest marmurem lokalnym i jego olśniewająca biel kłóci się z zabudową okolicy. Przekopuję się przez moje marne zasoby fotografii i widzę ze nie zrobiłam temu paskudnemu obiektowi żadnego zdjęcia, muszę się więc posilić internetem.

Cokolwiek by nie mowić o wątpliwym dizajnie, jest to ważny obiekt dla mieszkańców bo upamiętnia zjednoczenie Włoch. Wystarczy go obejść by znaleźć sie na placu na wzgórzu Kapitol, z którego rozciąga się piękny widok na Forum Romanum (w tle majaczy Koloseum).

Vis a vis Ołtarza mamy Plac Wenecki gdzie w jednym z pałaców urzędował wspomniany Mussolini. Idąc przed siebie znajdziemy sie na słynnej handlowej ulicy Via del Corso która prowadzi prosto na Piazza del Poppolo. A skręcając w lewo dojdziemy do ruin Teatru Marcello i dzielnicy żydowskiej Jewish Quarter, gdzie kiedyś mieściło sie getto.

W 1555 roku nowy papież Paweł IV wydał bulle skierowaną przeciw Żydom. Rozpoczęła ona ich izolację w getcie gdzie na małym terenie stłoczono około 3000 ludzi. Getto było zamykane na noc i jego mieszkańców obwarowano przeróżnymi zakazami i nakazami, np zakazem posiadania nieruchomości czy nakazem noszenia specjalnych naszywek. w 1577 roku kolejny papież zarządził przymusowe nawracanie Żydow, musieli oni uczestniczyć w kazaniach odbywąjacych się w pobliskich kościołach.

Getto zlikwidowano dopiero  w 1870 roku choć oczywiście Żydzi wciąz tam mieszkali. 16 października  1943  Niemcy urządzili tam łapankę. 1000 schwytanych Żydow przewieziono do obozów, między innymi do Oświęcimia. Przeżylo tylko 17 osób. Przed niektórymi domami na bruku umieszczono pamiątkowe napisy z nazwiskami ofiar tego wydarzenia. 

Obecnie ten niewielki obszar jest jednym z najbardziej malowniczych w Rzymie – i spokojnych. Eleonora zapewniała że najlepsze restauracje są wlaśnie tam, z kuchnią żydowską ale o wyraźnych wpływach włoskich.

Stamtąd o rzut beretem do jedynej wysepki na Tybrze – Tiberiny – gdzie po moście pamietającym starożytnych Rzymian można przejść do Trastevere czyli Zatybrza. Ale najpierw odbijamy w lewo by sprawdzić czy kolejka do Ust PrawdyBocca della Verità – jest krótka na tyle by zaryzykować stanie w niej. Jak juz wiecie ja nie czekałam. Usta Prawdy to okragły marmurowy medalion w przedsionku bazyliki Santa Maria in Cosmedin, liczący sobie jakieś 2000 lat. Wg legendy brodata rzeźba pełniła funkcję wykrywacza kłamstw – potencjalnego kłamcę proszono o włożenie dłoni do ust rzeźby i jeśli mówił nieprawdę, łapka zostawała mu odcięta.
Od kiedy scena z Bocca della Verita pojawiła sie w hicie „Rzymskie Wakacje„, filmie z Audrey Hepburn i G.Peckiem, turyści pielgrzymują do niej masowo. 

Nieco dalej wznosi się wzgórze Awentyn, gdzie warto się wdrapać dla dwóch powodów. Jeden z nich to Ogród Pomarańczowy – Giardino degli Aranci– skąd z tarasu można podziwiać panoramę Rzymu. Albo chociaż usiąść sobie na ławeczce pod drzewem pomarańczowym i napawać sie ciszą, bo turystów tam wciaż niewiele.


Powód drugi to najsłynniejszy widok na Watykan, można go bowiem zobaczyć przez dziurkę od klucza. Drzwi z dziurką prowadzą do zamkniętego pałacu kawalerów maltańskich. Choć Watykan jest oddalony o jakieś 4.5 km, wygladą tak jakby znajdował sie zaraz za wrotami, na końcu alei otoczonej szpalerem drzew. Kolejka do dziurki jest umiarkowana i posuwa się szybko. Nie próbujcie robic zdjęcia telefonem, nie wyjdzie. Nawet kamerą jest ciężko. Oto mój rezultat:

Wreszcie można zawrócic i dojśc do Trastevere, dzielnicy biedoty która obecnie robi zawrotną karierę nie tylko wsród turystów ale i zamożnych celebrytów, kupujących tam mieszkania średnio za 700 tys euro. Trzeba nie być przy zdrowych zmysłach, naprawdę. Nie rozumiem fenomenu Kazimierza w Krakowie z ktorym Zatybrze jest porównywane, nie rozumiem też fenomenu Trastevere.

Wszyscy pewnie wiedzą że w roku 64 najsłynniejszy pożar Rzymu (opisany między innymi w Quo Vadis) zniszczył tę dzielnicę doszczętnie. O wzniecenie ognia cesarz Neron oskarżał chrześcijan, wyznawców młodej religii która zagnieździla się właśnie tam i rozprzestrzeniała w każdą stronę. Trastevere rozkwitło między XI a XIII wiekiem dzięki kapitałowi mieszkających tam Żydów, ale to skończyło się kiedy przesiedlono ich do getta i zaczęto represje. Podobał mi sie główny plac Piazza Santa Maria, kaplica z bardzo piękną średniowieczną mozaiką oraz kościół imienia Świetej Cecyli, męczennicy chrześcijańskiej. Brud, bazgroły na murach, śmieci i żebracy występują tam w ilości dużo większej niż po drugiej stronie rzeki. O, i jeszcze ten smoczek bardzo przypadł mi do gustu.

W tej dzielnicy urodzili się, i nawet do jednej klasy chodzili, reżyser Sergio Leone i kompozytor Ennio Morricone.

Z Trastevere można spacerkiem wdrapać sie na Wzgórze Janikulum, skąd także bardzo ładnie widać Rzym. Schodzi sie z niego prosto do Watykanu.


Albo można zawrócić do mostu który łączy Tiberinę z lądem i ulicą Via del Portico d’Ottavia przejść na Piazza Mattei, gdzie znajduje się urocza mała renesansowa fontanna – Fontana Delle Tartarughe. To mój ulubiony placyk w Rzymie, niestety nie ma tam żadnych ławek by sobie usiąść.

Fontanna Żółwi wzięła swą nazwę oczywiście od żółwi które usiłują zejść z umieszczonej ponad wodą misy, choć zwierzątka zostały tam umieszczone jakieś 80 lat po jej powstaniu. Miała być ona postawiona zupełnie gdzie indziej ale zachwycony nią bogacz Muzio Mattei uparł się by ją mieć przy placu przy którym mieszkał. W zamian zaoferował wybrukowanie placu na własny koszt oraz utrzymywanie fontanny w czystości.  

Niedaleko jest plac Largo di Torre Argentina, z pozostałościami po czterech świątyniach i teatrze. Miejsce dla mnie interesujące bo między ruinami żyją sobie miejskie koty, codziennie dokarmiane przez mieszkańców i wolontariuszy (a w tę Wielkanoc również przeze mnie). Ten pan na zdjęciu opiekuje się kotami już od kilkunastu lat, zna je wszystkie (i one go znają) oraz nadaje im imiona. Ten na kolanach to Eduardo.

Jesteśmy w obrębie Centro Storico. Interesującym miejscem jest Campo di Fiori, plac targowy z nieciekawą przeszłością. Tam w średniowieczu odbywały się egzekucje skazańców. Jednym z nich był dominikanin Giordano Bruno, spalony na stosie za herezję. Na środku placu stoi teraz jego pomnik, zwrócony twarzą do Watykanu. Ma to symbolizować sprzeciw przeciwko państwu kościelnemu. Pomnik jest bardzo niepokojący, powiedziałabym złowróżbny. Wygląda posępnie nawet w pełnym słońcu. 

Na pewno trzeba zajrzeć do Panteonu, najstarszej starożytnej świątyni w Rzymie a chyba i w Europie. Tym bardziej że jest to jak na razie atrakcja darmowa w związku z tym nie ma kolejek do kasy ani do wejścia. Wzniesiono ją między 118 – 125 rokiem naszej ery ku czci wszystkich rzymskich bogów. W VII wieku została zaadoptowana na kościół przez chrześcijan. Rotundę pokrywa kopuła o średnicy 43 metrów, na jej szczycie znajduje się otwór przez który wpadające światlo słoneczne malowniczo iluminuje wnętrze. Oczywiście i w Rzymie pada więc posadzka jest wklęsła i ma rowki odprowadząjace wodę. Niesamowite miejsce.

Najpiękniejszym placem w Centro Storico jest Piazza Navona. Nie mogłam się doczekać tego momentu w moim wpisie, by nawiązać do osoby rzeźbiarza którego prace uwielbiam, od momentu kiedy dzieckiem będąc zobaczyłam w albumie jedną z jego rzeźb Porwanie Prozerpiny (angielska nazwa jest bardziej brutalna – The Rape of Persephone). Nie jestem w stanie ogarnąć jak można z kamienia wyrzeźbić coś takiego – popatrzcie na fragment i na miejsca gdzie dłoń mężczyzny naciska na delikatne kobiece ciało. To się aż czuje. Arcydzieło, magia, cud. 

Wg znawców Bernini jest tym dla sztuki rzeźbiarskiej kim Szekspir* dla literatury. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę ze tak samo jak Szekspir miał rywala w osobie Christophera Marlowe’a, tak Bernini również rywalizował z innym utalentowanym artystą, Francesco Borrominim.
Obaj panowie zmienili oblicze Rzymu tworząc w okresie baroku. Gianlorenzo Bernini był nie tylko rzeźbiarzem ale i architektem jak i Borromini. Choć obydwaj byli równie dobrzy w swej sztuce, Bernini dostawał więcej zleceń i wybijał sie ponad rywala, przez co ów stawał się coraz bardziej sfrustrowany. Może do niepopularności Borrominiego przyczynił się jego temperament i ekscentryzm. A co ma z tym wspólnego Piazza Navona? Otóż jeden z budynków przy placu, kosciól Sw Agnieszki, to praca Borrominiego, a centralna fontanna to dzieło Berniniego. Według legendy Bernini zaprojektował fontanne tak by wyśmiać robotę rywala. Jedna z postaci wygląda bowiem jakby miała chronić się przed upadającym budynkiem, a inna ma zasłonietą twarz by go nie oglądać. 

Niestety nie mam dobrego zdjęcia tych postaci więc musicie mi uwierzyć na słowo. To fotografia ukazująca część placu, wspomniana fontanna to ta w tle. Ciekawe jest to że zarówno Szekspir jak i Bernini zostali uwolnieni od swych rywali przez ich śmierć. Marlowe’a zasztyletowano w bójce a Borromini popelnił samobójstwo.

Najbardziej znana fontanna rzymska to zdecydowanie Fontanna di Trevi, w której w filmie La Dolce Vita kąpała się seksbomba Anita Ekberg.

To wybitny przykład architektury baroku i istotnie robi wrażenie. Fontanna jest „przytulona” do fasady budynku, ma 20 m szerokości i 26 wysokości. Centralne postaci symbolizują 2 stany morza – spokojny i wzburzony. Cztery rzeźby na balustradzie to alegorie czterech pór roku, a postaci kobiece uosabiają Zdrowie i Obfitość. Turyści zwyczajowo wrzucają tam monety. Wyczytałam ze slużby porządkowe dziennie wydobywają z niej około 3000 euro (o innych walutach nie wspomniano).

Di Trevi to zaraz po Koloseum i Piazza di Spagna – placem hiszpańskim i jego schodach – najbardziej zatłoczone miejsce w Rzymie. No własnie, Schody Hiszpańskie. Są to największe wolnostojące schody świata, ukończone w roku 1726. U ich podnóża jest mała urocza fontanna w kształcie łódki, wykonana przez ojca słynnego Gianlorenza Berniniego, Pietra Bernini. To na pamiątkę powodzi która miała miejsce w swięta bożego narodzenia w 1598 roku. Rzeka wyrzuciła w to miejsce łódkę. Na schodach tłoczą się rzymskie nastolatki i turyści. Odbywają sie tam też słynne pokazy mody oraz wystawy kwiatowe, a w święta zdobi je szopka. Oficjalnie na schodach nie wolno jeść, ale jakoś nikt sie tym specjalnie nie przejmuje. 

Wycieczkę po Rzymie kończymy na Piazza del Popolo, gdzie rozładowała mi sie bateria w telefonie w związku z czym nie mam zdjęcia. Na pocieszenie więc dwie zakonnice.

PS Zdjęcia które nie są mojego autorstwa ale zostały zapożyczone z internetu to: wizualizacje starożytnego Rzymu, Ołtarz Ojczyzny, fragment rzeźby Berniniego.

Odmiana MOSTU a nie MOSTOWI to błąd zrobiony celowo – wyjaśniam w komentarzach bo najwyraźniej nie każdy to łapie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.