Książkowe podsumowanie stycznia

Zaczelo sie nieciekawie, bo az czterema pozycjami pod rzad ktore mnie nie zachwycily. Nie bylo zle, w kazdej z tych ksiazek bylo cos interesujacego ale nie na tyle bym uwazala lekture za udana. Za to az 11 ksiazek w tym miesiacu! I ani jednej kiepskiej ani nudnej.

Czasem jest tak ze ksiazka nie jest napisana szczegolnie ciekawym jezykiem lub stylem (moze to byc i wina tlumacza) ale np porusza jakas wazna kwestie ktora potem „zostaje we mnie” i powoduje refleksje i rozmyslania. Jako przyklad przytocze „Ona juz nie wroci” Hansa Koppela – do tej pory wraca ona do mnie przy okazji rozmow czy dyskusji o tym czy moralny jest samosad, czy mozna zrozumiec okrucienstwo czy przestepstwo w stosunku do kogos kto kiedys zrobil cos bardzo zlego twoim bliskim. Albo „Najszczesliwsza dziewczyna na swiecie” Jessiki Knoll, o rozwazaniach na temat bledow i czynow popelnionych we wczesnej mlodosci i ich konsekwencjach. Czasem znow ksiazka jest tak pieknie napisana ze nie musi specjalnie wdrazyc sie w emocje czy pamiec – chocby „Marina” Zafona. Lubie tez ksiazki ktore mnie rozbawia do lez, np „Ostatnia Arystokratka” Evzena Bocka i oczywiscie takie ktore sa wspaniale napisanymi i skonstruowanymi, wielowatkowymi opowiesciami z zarysowanym historycznym i spolecznym tlem, jak dziela Ferrante. Coz, w styczniu powiodlo mi sie tylko z tymi zabawnymi.

Cala lista jest TU.  Oczywiscie to moje indywidualne opinie ktore jak widac czesto kloca sie z powszechnymi, bo jedna z ksiazek z listy zostala uznana przez wiekszosc czytelnikow za arcydzielo a mnie sie podobala srednio (Muza). 

Po niemrawym poczatku odkrylam ksiazki Johna O’Farrella, ktore choc lekkie w tonie, bardzo mi sie podobaly. Najpierw trafilam na tytul i okladke ktore mnie zachecily do lektury pierwszej z nich: „Mezczyzna ktory zapomnial o swojej zonie„. A pozniej przeczytalam migiem pozostale trzy tego samego autora: „To jest moje wspaniale zycie„, „Najlepsze dla mezczyzny” oraz „Moze zawierac orzeszki„. Nie chce tu obrazac kobiet-pisarek tworzacych lekka i przyjemna literature, ale jednak wiekszosc pisze dosc schematycznie i rzadko trafic na cos innego niz klony Szwaji czy przerozne kawiarenki, pensjonaciki, pracownie mysli itp z podobnymi bohaterami i problemami. Dlatego tak podoba mi sie inne spojrzenie na rodzine, dzieci i uczucia prezentowane przez mezczyzn, np. Nicka Hornby’ego czy moje zeszloroczne odkrycie: Nicka Spaldinga. 

Powiesci O’Farrella sa bardzo, bardzo dowcipne (usmiechalam sie caly czas a kilka razy wybuchnelam smiechem) choc poruszaja dosc powazne problemy i koncza sie moralem. Autor przemyca tez naprawde glebokie spostrzezenia na temat zwiazkow miedzyludzkich, malzenstwa czy macierzynstwa. Wiele cytatow mogloby spokojnie funkcjonowac jako motta do oprawienia na sciane.

W „Mezczyznie ktory zapomnial o swoje zonie” bohater Vaughan dostaje naglej amnezji i zapomina co robil i kim byl az do tej pory. Pierwsze wspomnienie to numer telefonu doprowadzajacy go do swego przyjaciela ktory pomaga mu odzyskac wspomnienia. Okazuje sie ze Vaughan ma dwoje dzieci i zone, ale niedlugo sie rozwodzi, co wydaje sie byc dziwne skoro po zobaczeniu zony jest nia zauroczony i absolutnie nie ma pojecia co takiego moglo sie miedzy nimi wydarzyc. Postanawia odzyskac uczucie kobiety  co latwe nie bedzie. A czytelnik nie raz dojdzie do wniosku ze czasem taki „reset” pamieci przydalby sie niejednemu.

Moze zawierac orzeszki” napisane jest z punktu widzenia kobiety, nadopiekunczej mamusi. Och jak trafnie autor pokazal srodowisko niepracujacych zamoznych kobiet, obowiazkowo podwozacych pociechy do szkoly terenowka badz vanem (mimo ze mozna do niej dojsc spacerem) przekonanych o ich wyjatkowosci, myslacych o uniwersytetach i ich karierze zanim sie wylonia z brzucha. I oczywiscie obawiajacych sie wszelakiego niebezpieczenstwa z kazdej strony (stad tytul – matki nie pozwalaly tknac dzieciom produktow zawierajacych sladowe ilosci orzeszkow w razie gdyby byly na nie uczulone). Glowna bohaterka Alice posunie sie do najwiekszego oszustwa byle wepchnac swa niezbyt zdolna corke do prywatnej, prestizowej szkoly. Refleksje jednak przyjda kiedy okaze sie ze przez to do szkoly nie zostala przyjeta bardzo uzdolniona czarna dziewczynka z biednej rodziny. 

Najlepsze dla mezczyzny” to znow opowiesc o Michaelu ktory nie bardzo moze sie odnalezc w zyciu rodzinnym.  Zona pragnie miec docelowo czworke dzieci, troche „wrabia” meza w kolejne, postanawia zostac niepracujaca mama i zostawic utrzymanie domu na jego glowie. Z jednej strony wymaga od niego szeroko pojetego zaangazowania w wychowanie dzieci, z drugiej izoluje go od „maminego” swiata i uwaza ze on i tak wszystko robi zle. Michael zaczyna wiec ewakuowac sie do wynajmowanego w tajemnicy mieszkania by odpoczac od placzow, pieluch, kapania i zony przez ktora czuje sie odepchniety na bok bo teraz jej calym zyciem i esencja wszechwiata sa dzieci. Pewnie nie bylo to intencja autora ale zal bylo mi Michaela, nawet kiedy uswiadomil sobie ze robi zle i zachowuje sie nieodpowiedzialnie. Mam podobny przyklad w najblizszym otoczeniu. Para pobrala sie i on owszem, dziecko chcial (jedno i nie od razu) a ona „wpadla” juz dwa razu wyznajac w tajemnicy kolezankom ze gdyby czekala az on bedzie gotowy to musialaby czekac do trzydziestki wiec wziela sprawy w swoje rece. Oczywiscie zrezygnowala z pracy i maz zasuwa na dwa etaty zeby pieniedzy nie brakowalo, a kiedy w jedyny wolny dzien w niedziele jest w domu, to ona ma pretensje ze nie zajmuje sie dziecmi (a facet pada na ryj). A nawet jak sie zajmuje, to jest ciagle krytykowany. Ja sie w ogole zastanawiam gdzie jest sens takiego zycia dla obu stron, sensu nie ma ale jest silny instynkt prokreacji ktory mamy wspolny ze zwierzetami bo w koncu jakby go nie bylo, na logike nie byloby by sensu miec dzieci.

To jest twoje wspaniale zycie” to satyra na celebrytow i chec bycia slawnym a takze opowiesc o tym jak w pogoni za chwilowym sukcesem mozna zapomniec o innych wartosciach. Jimmy ma 30 kilka lat i od dziecka chcial byc slawny, tylko jakos mu nie wyszlo. Przez przypadek udaje mu sie podac za przyjaciela zmarlego nagle gwiazdora telewizyjnego i dostac zaproszenie na pogrzeb na ktorym roi sie od osobowosci filmu i ekranu, a takze dziennikarzy. Dobra passa trwa nadal – Jimmy przedstawia sie jako bardzo znany komik ktory nie uznaje wystepow telewizyjnych, ale pojawia sie niezapowiedzianie na roznych eventach ze swymi slynnymi monologami, miedzy innymi z kultowym juz skeczem o rybach. I tak zacznie sie Jimmiego podroz do krainy blichtru i reflektorow, a takze nagrod Bafta i udzialem w sowicie oplacanych reklamach.Jest tylko jeden problem – kiedys trzeba bedzie stanac przed publicznoscia i dac show, a tego Jimmy nie potrafi.

Niewatpliwie pan O’Farrell to moje styczniowe odkrycie i polecam Wam – zacznijcie od Orzeszkow 🙂

Poniewaz postanowilam sie w koncu wziac za to co kupilam wieki temu i zalega mi na czytniku, zaczelam bez zbytniego przekonania „Plywanie w neglizu” Claire Matturo i okazalo sie to to calkiem przyjemny i wciagajacy kryminalik dziejacy sie glownie w srodowisku prawnikow. Jako wielbicielka serialu Ally McBeal poczulam sie jak u siebie w domu 😉 Ksiazka jest pelna humoru ktorego glowna bohaterka nie traci nawet jak do niej strzelaja. Jest pol na pol powaznie i niepowaznie, a w tle przewija sie seksowny policjant i sikajaca po katach fretka albinos. Sympatycznie sie czytalo i zachecilo do sprawdzenia czy pani Maturro cos jeszcze napisala. Idealne na lekture podczas biegania na trainerze. Nie zalega w glowie 😉

No i wreszcie wyczekany „Dziennik kasztelana” Evzena Bocka, ktorego uwielbiam za jego obie Arystokratki. Piekna okladka. Niestety zrozumialam czemu ten debiut przeszedl bez wiekszego echa i zostal wydany w Polsce dopiero na fali popularnosci Arystokratek. Ksiazka jest ni to powiescia grozy, ni to pamietnikiem, ni to nie wiadomo czym. Unudzilam sie a dodatkowo ton powiesci jest smutny, a jak oczekuje sie czegos tak zabawnego i odprezajacego jak „Ostatnia Arystokratka” to ponury ton uderza jak obuchem w glowe. Przygnebila mnie ta pozycja i postanawiam o niej zapomniec w oczekiwaniu na trzecia czesc cyklu o hrabiance Marii, „Arystokratke na koniu”. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.