Chester i Północna Walia

Ale cudowna pogoda trafila sie nam (mnie i C.) podczas pobytu w Chester i okolicach. W porywach 19 stopni, slonecznie, delikatna ciepla bryza i jesienne zloto-czerwone kolory wkolo. W Irlandii tez wciaz przyjemnie, miedzy 14-16 stopni, ale pochmurnie. 

Dostanie sie z Liverpoolu do Chester wydaje sie byc czyms skomplikowanym, ale tak naprawde nie jest. Na lotnisku w Sparze wystarczy kupic bilet do Chester uprawniajacy do korzystania i z autobusu i z pociagow, cena niecale 6 funtow. Stamtad trzy linie autobusow (501, 80A i 86A) kursuja na przystanek Liverpool South Parkway (mniej wiecej 10 minut jazdy) Tam nalezy wsiac do pociagu, nie byle jakiego 😉 ale do kursujacego na Lime Street, i tam przesiac sie na inny pociag Merseyrail juz do Chester. W sumie cala trasa zajmuje okolo godziny do godziny i 30 minut. Autobusy i pociagi kursuja czesto wiec nie trzeba dlugo czekac na kolejny srodek transportu. A ze stacji w Chester dojdzie sie do centrum w niecale 10 minut. My zatrzymalismy sie w hotelu Chester Court z ktorego mielismy jakies 20 minut na piechote do centrum miasta i 12 ze stacji. 

Samo Chester jest urocze. Zalozone przez Rzymian w roku 79, bylo pod ich panowaniem az do roku 410. Pamiatka po nich sa ruiny amfiteatru. Po Rzymianach miasto napadaly i pladrowaly plemiona waliskie i Sasi (ktorzy nadali mu nazwe Chester), a nastepnie dunscy Wikingowie, ktorzy do tego go spalili. W 1088 nadeszli Normanie i lepsze czasy dla Chester ktore zostalo odbudowane i zaczelo rozwijac handel rzeczny. 

W okresie wojny domowej spowodowanej konfliktem miedzy krolem Karolem I a parlamentem (okolo 1642 rok) mieszkancy opowiedzieli sie po stronie krola ktory tam sie schronil. Na polach obok miasta w 1645 roku rozegrala sie bitwa ktora rojalisci przegrali. Krol wymknal sie z Chester, miasto zostalo oblezone przez parlamentarzystow. Mieszkancy z glodu (zjedzono nawet psy) w koncu poddali sie. Jakby tego bylo malo, w roku 1647 Chester dotknela zraza zwana czarna smiercia ktora zabila ponad  2000 ludzi. 

Ale miasto stopniowo zaczelo odzywac i odbudowywac sie. Kiedy nadeszla epoka  gregorianska i wiktorianska, a z nimi rewolucja przemyslowa, Chester zaczelo byc modnym kierunkiem turystycznym do czego przyczynila sie budowa kanalu (rzeka juz dawno zamulila sie) a przede wszystkim kolei. W czasach owczesnych to jedno z najczesciej odwiedzanych mniejszych miast w Wielkiej Brytanii, nie tylko dla jego urody i wyjatkowych unikalnych budowli, jak The Rows – rzad budynkow umozliwiajacy handel na dwoch poziomach juz od XIII wieku, ale i dla wyscigow konnych. 

Centrum pelne jest typowych dla czasow tudorow domow ktory to styl najlepiej zobrazuje zdjecie:

Chester
Chester

W niektorych mieszcza sie puby i restauracje o nazwach zaczynajacych sie od „Ye olde” co ma udawac jezyk staroangielski a naprawde nim nie jest (w staroangielskim uzywalo sie innych slow na okreslenie stary, najczejsciej auld). Wiele z nich ma naprawde ciekawa historie pelna anegdot i duchow, ktora wydrukowana jest gdzies na koncu menu. Moim ulubionym byl The olde King’s Head gdzie jedzenie jest proste i wyborne, zwlaszcza genialna zupa. Przybytek ow szczyci sie posiadaniem az 13 duchow-rezydentow zamieszkujacych pokoje na gorze, ktore sa rozniez wynajmowane turystom (pokoje, nie duchy oczywiscie 😉 Podoba mi sie to ze nowoczesne sklepy typu Zara czy Boots sa zgrabnie wkomponowane w stare budynki i nie raza zupelnie. Ale najfajniejsze sa malutkie sklepiki z pamiatkami czy przerozne caffe-shopy, jeden bardziej uroczy od drugiego. 

Chester

Jesli bedziecie w Chester zajrzycie do The Secret Garden – sklepik z  rzeczami typu smoki, kadzidelka, krysztaly itp, ktory z tylu ma prawdziwy „tajemniczy ogrod” – maly taras zarosniety roslinami gdzie stoja dziwne figurki. Mozna usiasc i zamowic kawe lub domowej roboty ciastko. A jak ktos woli mniej odjechane miejsca to warto zajrzec na lunch do The Barista’s – ekologicznego lokalu serwujacego bardzo dobre jedzenie i kawe, ale tez wino i prosecco. 

Przeszlismy po murach miejskich ale widokow z nich nie ma zadnych, lepiej powloczyc sie po prostu po uliczkach i wetknac nos wszedzie gdzie sie da, np zeby zobaczyc stary oryginalny kawal muru pieczolowicie zachowany w miejscu ktory jest obecnie kawiarnia, widoczny przez okno wystawowe.

Chester

Albo mural – kota w oknie.

Chester

Na pewno warto wejsc do imponujacej katedry ktora stoi ponoc w miejscu gdzie kiedys byla swiatynia druidow. Styl architektoniczny jest dosc eklektyczny, z przewaga normanskiego i gotyku. Atrakcja reklamowana jest jako darmowa, ale przy wejsciu stoja pracowicy ktorzy bardzo stanowczo mowia: sugerujemy datek w wysokosci minimum 3 funty. Nie mam problemow z placeniem za wstep ale wolalabym zeby po prostu sprzedawano bilet zamiast wymuszania darowizn.

Chester

Jeden pelny dzien pobytu calkowicie wystarczy na dokladna eksploracje miasta, dlatego jest to idealna propozycja na weekend, ze juz nie wspomne ze bilet z Dublina do Liverpoolu w dwie strony to tylko 20 euro, a lot trwa 30 min. 

Wszedzie wkolo bylo zatrzesienie wiewiorek, nie tylko w parku. Czesc szaro-czerwona, czyto jakis mix miedzy szara a ruda rasa? Nie wiem.

Chester

W Ye olde Candy Shoppe sprobowalam przysmaku C. z jego dziecinstwa, dziwnych cukierkow z papieru ryzowego z kwasnawym nadzieniem.

Chester

 Nie moglam sie oprzec robieniu zdjec kolorowym drzewom.

Chester

A Chester by night tez jest bardzo atrakcyjne!

Chester

 W dniu kolejnym wybralismy sie na wycieczke do Polnocnej Walii zorganizowanej przez firme Busy Bus ktora bardzo polecam. Specjalizuja sie w niewielkich grupach (max 16 osob) i bazuja na humorze i tak skrojonym programie by za duzo nie siedziec w busie za to miec duzo czasu w odwiedzanych miejscach. Podczas trasy tour guide bawil nas anegdotkami i interesujacymi faktami o Walii, uczac nas waliskiego (bez powodzenia) puszczajac piosenki i organizujac konkurs na szukanie czarnych owiec. Najpierw zatrzymalismy sie w miejscowosci Llandudno, typowego wiktorianskiego kurortu z nadmorskimi hotelami w kremowycm kolorze jak weselne torty, dlugim deptakiem i molo. Nasz tour guide Peter powiedzial ze choc ma 59 lat czuje sie tam jak toy boy i rzeczywiscie, na ulicach przechodnie o sredniej wieku 70. Cala grupa wybrala sie na molo a tylko my, ja i C. zdecydowalismy przejechac sie najstarsza w Wielkiej Brytanii kolejka linowa do ktorej stal dlugi ogonek. Uwaga – placic mozna tylko gotowka o czym czlowiek dowiaduje sie przed sama kasa. Kilka osob za nami odeszlo wkurzone. Bilet kosztuje 9.5 funta, przejazdzka trwa 20 min i widoki sa przecudne.

Llandundo

Nastepne bylo miasto Conwy z jego ogromnym zamkiem przypominajacym taki jakie dzieci buduja z piasku, i dlugim lancuchem murow obronnych po ktorych spacerowalimy, by potem zejsc na nadmorski deptak i przejsc po waskich uliczkach.

Conwy

W Conwy znajduje sie tez najmniejszy dom w Wielkiej Brytani, the Quay House (po walisku niewymawialne Y Tŷ Lleiaf ym Mhrydain Fawr) o powierzchni 3.05 m na 1.8 m. Dom byl zamieszkiwany az do 1900 roku, jego ostatnim mieszkancem byl liczacy 1.90 m rybak ktory nie mogl sie w nim wyprostowac. Rada miasta zdecydowala w koncu ze dom nie jest przystosowany do tego by w nim mieszkac i rybak musial sie wyprowadzic, choc znajduje sie on nadal w posiadaniu jego rodziny. Oplata za wejscie kosztuje funta.

Conwy

Pozniej skierowalismy sie w kierunku parku narodowego Snowdonia, ktory przemierzylismy bardzo waskimi i wyboistymi drozkami. 

Snowdonia

Przystanelismy w kilku miejscach, miedzy innymi przy The Ugly House – Brzydkim Domu. Podobno kiedys istnialo na tamtych terenach prawo ze jesli ktos byl w stanie postawic dom uzyteczny do zamieszkania w czasie od zmierzchu do switu, mogl ten dom i ziemie na ktorej stal zatrzymac. Tak powstal The Ugly House ktory wg mnie jest sliczny a nie brzydki. Miesci sie w nim kawiarenka.

Snowdonia

Ostatnim punktem programu byl akwedukt  Pontcysyllte zbudowany w 1805 roku, bedacy najwyzszym i najdluzszym akweduktem w Wielkiej Brytanii. Plywaja po nim barki i mozna go tez przejsc pieszo, co zrobilismy. 

Pontcysyllte

Widoki z niego sa nie do pogardzenia:

Pontcysyllte

A przed samym wylotem lazilismy jeszcze po Chester i wstapilismy do sklepu o jakiejs nazwie w stylu: tylko dla mezczyzn – wiadomo, gadzety i zabawki. Nie wiem czemu tylko dla mezczyzn bo chetnie kupilabym conajmniej polowe asortymentu 😉 Sprzedawca bawil sie malutkim dronem i C. powiedzial ze go kupi aby, jak sie wyrazil „annoy the cats”. Sprzedawca zaczal nam pokazywac co i jak ale ja stwierdzilam ze jak juz wydawac 25 funtow na takie male gowno to lepiej wydac 50 i kupic wiekszego z kamerka. Spotkalo sie to z uznaniem sprzedacy ktory pewnie jest raczej przyzwyczajony do tego ze kobiety odciagaja facetow od tego typu zabawek zamiast ich namawiac na wydanie jeszcze wiekszej kwoty. Zaplacilismy w koncu po polowie i wrocilismy do domu z dronem ktory dzis zostanie odpalony z balkonu 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.