Tym razem na południu

Moja blogowa (i juz nie tylko) znajoma Dita najwyrazniej polubila Irlandie bo goscila u mnie w tym roku po raz drugi. To byl bardzo spontaniczny przyjazd, do tego udalo sie go polaczyc z weekendem ktory juz wczesniej zaplanowalam z inna blogowa znajoma Irolka. (Ze sobie pozwole wtracic – ile ja fajnych osob dzieki temu blogowi poznalam 🙂 

Dita przyleciala wiec w czwartek, akurat C. mial wolne wiec moglam go wykorzystac do ugotowania nam obiadu 😉 Bo w piatek jako osoba niegotujaca moglam li tylko przygotowac plater zakasek, glownie serow, za to prosze jak pieknie sie prezentowal:

Ale zanim doszlo do konsumpcji platera i ogladania – w celach porownawczych – kilku odcinkow programu Rolnik szuka zony w wersji australijskiej i polskiej, pojechalysmy do Kilkenny. (Jesli kogos interesuje program i jak wypadlo porownanie – polski to bardzo na serio show z nieciekawie wygladajacymi panami, ktorzy wyobrazaja sobie ze sa jakas wielka zdobycza a tak naprawde to tylko dziwic sie ze jakies kobiety w ogole chca sie z takimi spotkac. Australijski jest z humorem, mezczyzni o niebo przystojniejsi i sympatyczni. Nawet psy polskich rolnikow to jakies burki a australijskich rasowe 😉 

Kilkenny opisywalam TU i teraz tylko wspomne ze juz dawno nie bylo u nas takiego deszczu jak wtedy kiedy tam z Dita pojechalysmy. Kilkenny jest zawsze tloczne wiec turysci byli, ale zakutani w kurtki przeciwdeszczowe, z twarzami smaganymi przez wiatr, chyba niespecjalnie uszczesliwieni. Niestety bylysmy w stanie tylko pobuszowac po sklepach pamiatkarskich i zjesc lunch w slynnej knajpie Kyteler Inn. 

Za to nastepnego dnia z rana zaczelo sie przejasniac i w koncu zrobilo sie bardzo slonecznie i cieplo. I w sobote i w niedziele tak bylo, z wyjatkiem wieczorow, ale wtedy i tak juz bylysmy po zwiedzaniu i glownie w samochodzie. 

Ruszylysmy – tym razem z Irolka – na poludnie, w kierunku hrabstwa Wexford. Zatrzymalysmy sie najpierw w New Ross, miescie znanym glownie z tego ze stamtad wywodza sie przodkowie Johna F. Kennedy’ego. Slynny prezydent goscil tam w 1963 roku. Teraz jego STATUJA naturalnej wielkosci stoi w tym samym miejscu gdzie wyglaszal mowe do mieszkancow i mozna uscisnac jej prawice. No, lepsza statuja niz nazwanie kompleksu handlowego ze stacja benzynowa i hotelem Barak Obama Plaza, jak sie to stalo w Moneygall skad pochodza przodkowie tegoz. W New Ross znajduje sie tez replika statku Dunbrody, tzw famine ship, ktorym do Ameryki emigrowali  Irlandczycy w czasie wielkiego glodu spowodowanego zaraza ziemniaczana. Poza tymi dwiema atrakcjami raczej nie ma juz nic ciekawego do ogladania.

Kolejne na liscie znalazlo sie ulokowane nieopodal Tintern Abbey o ktorym juz wspominalam w TYM wpisie. Pierwszy raz napatoczylam sie na to piekne opactwo przypadkiem, bylo zamkniete ale samo abbey nie zainteresowalo mnie tak jak polozone pare krokow dalej w lesie ruiny mlyna prawie calkiem zagarniete przez roslinnosc. Za drugim razem rowniez nie udalo mi sie zalapac na wizyte za to zauwazylam oryginalny most ktory wczesniej przeoczylam. Ale do trzech razy sztuka. Samo opactwo w srodku nie jest az tak spektakularne by zaparlo dech, ale w jednej z sal wystawiono krotkie opisy wszystkich 14 wlascicieli tego miejsca nalezacych do rodziny Colclough (rodzina ta przejela opactwo i ziemie od Cystersow na podstwawie prawa ustanowionego przez Henryka VII). Niesamowite  ze ta sama rodzina posiadala to miejsce przez 450 lat. Dzieje jej czlonkow sa bardzo interesujace i warto poczytac te krotkie zyciorysy. Znalazlam nawet jakies nawiazanie do swojej osoby bo jeden z panow Colclough zostal pozbawiony glowy, ktoraz wrzucono do rzeki Slaney nad ktora teraz mieszkam 😉 Ostatnia wlascicielka zmarla bezpotomnie w 1983 roku, wczesniej przekazawszy Tintern panstwu. Nie miala chyba wiekszego wyjscia bo finanse rodziny juz od jakiegos czasu topnialy i kobieta zyla w strasznej biedzie.

Zanim jednak opactwo i ziemie zaczely nalezec do rodziny Colclough, zyli sobie w nim cystersi przybyli z Walii. Co prawda o tym jak klasztor powstal juz pisalam na blogu, ale mysle ze warto wspomniec o tym ponownie bo wczesniej nawet nie zdawalam sobie sprawy ze jego fundatorem byl czlowiek uznawany za najlepszego sredniowiecznego rycerza. William Marshall, bo o nim mowa, to przeciekawa osoba o bardzo interesujacym zyciu, a do tego jak na owe czasy bardzo dlugim bo zmarl majac 72 lata. 

William byl synem niezbyt zamoznego szlachcica, nie mogl oczekiwac zadnej fortuny ani ziem w spadku. Od dziecka wykazywal silna ambicje by zdobyc to samemu (jak zawsze powtarzam najlepszy jest zimny wychow i brak pomocy od rodziny, to ksztaltuje charakter 🙂 Kiedy mial 12 lat wyslano go do domu zamoznego magnata, kuzyna matki, gdzie pobieral stosowne nauki ale przede wszystkim przysposabial sie na rycerza. Pasowany w wieku 20 lat zaczal brac udzial w walkach i bitwach sluzac krolowi Henrykowi II tak dobrze i wiernie ze ten podarowal mu posiadlosc w Cumbrii oraz reke bogatej dziedziczki. Dzieki temu malzenstwu mogl zostac baronem Lancasteru ale jednak nie zdecydowal sie na slub, majac prawdopodobnie wieksze ambicje. Juz wtedy zarabial wcale niezle dzieki wygranym w licznych turniejach, pokonal w nich rekordowa ilosc przeciwnikow bo az piecsiuset.

Na pewno kazdy slyszal o slynnym krolu Ryszardzie Lwie Serce, otoz byl on synem Henryka II. Sprzymierzyl sie z jego wrogiem i wystapil przeciw wlasnemu ojcu. William walczac u boku Henryka II mial okazje spotkac sie w walce jeden na jeden z Ryszardem, ktory to pojedynek wygral stracajac buntownika z konia. Nigdy nikomu innemu nie udalo sie pokonac Ryszarda ani wczesniej ani pozniej w bezposredniej potyczce. A jednak Ryszard nie chowal urazy bo kiedy po smierci ojca zostal krolem, chetnie powital Wiliama u swego boku, pewnie logicznie myslac ze tak lojalny i dzielny rycerz przyda sie podczas krucjat ktore mial w planach.

Dopiero w wieku 43 lat William znalazl odpowiednia dla siebie kandydatke na zone, byla nia 17letnia Isabel de Clare, corka Earla Pembroke. To malzenstwo wywindowalo Williama jeszcze bardziej w gore, zarowno pod wzgledem prestizu jak i majatku, stal sie on bowiem wlascicielem licznych ziem w Anglii, Normandii, Walii no i w Irlandii. Kiedy Ryszard zmarl, krolem zostal Jerzy ktoremu oczywiscie nasz Wiliam rowniez wiernie sluzyl. W tamtych czasach nie brakowalo roboty dla rycerzy – ciagle bunty, walki, konflikty. W miedzyczasie jednak nasz bohater znalazl czas na pierwsza wizyte w Irlandii. Zanim do niej doplynal na morzu rozpetal sie sztorm i pobozny Ryszard zlozyl przysiege Bogu ze jesli wyjdzie z opresji calo, od razu zafunduje klasztor w miejscu do ktorego dotrze po wyladowaniu. No i tak powstalo Tintern Abbey. William nie bylby soba gdyby poprzestal tylko na zbudowaniu klasztoru – zaczal budowe portu w New Ross oraz latarnii morskiej na Hook Peninsula, a podczas kolejnego pobytu – zamku w Kilkenny, Ferns i Carlow. 

W 1216 roku krol Jerzy zmarl i poniewaz jego syn byl jeszcze dzieckiem, krolem regentem zostal wlasnie William Marshall. Bedac w dosc podeszlym wieku 70 lat dziarsko walczyl przeciw zbuntowanym baronom i krolowi francuskiemu Louisowi VIII ktory chcial zagarnac tron Anglii – i bitwe wygral. William mial piekne zycie i piekna smierc, zmarl bowiem spokojnie, w otoczeniu swej najblizszej rodziny. Jest pochowany w Tintern Abbey ale w tym walijskim, nie irlandzkim.

Zostawil po sobie 10 dzieci – pieciu synow i piec corek. Wszyscy synowie zmarli nie zostawiajac po sobie potomkow. Wg legendy stalo sie tak dlatego iz biskup z Ferns, niezadowolony z przejmowania majatku zakonnego przez Earla, rzucil na jego synow klatwe. Za to piec corek rozmnazalo sie ochoczo, a dwie z nich nawet mialo po trzech i dwoch mezow. Zycie rycerza zostalo opisane w ksiazce Waleczny rycerz – historia Williama Marshalla, ktora mam zamiar kupic.

Bedac w Tintern Abbey warto odwiedzic tez ogrody – uwaga, osobna oplata. Ogrody jakie sa takie sa za to rosna w nim niskopienne jablonki i grusze o przepysznych owocach ktorych nie omieszkalam sprobowac – tak jak i poziomek. Dla szukajacych bardziej konkretnego jedzenia otwarto niewielka kafejke. 

O rzut beretem od Tintern jest Hook Peninsula ze slynna latarnia Hook, najstarsza w Irlandii i jedna z najstarszych na swiecie. Jej budowe zlecil jak juz wiecie William. Na poczatku obslugiwali ja mnisi, od XVII wieku profesjonalni latarnicy. Obecnie jest obslugiwania zdalnie, a od 2001 roku rowniez otwarta dla zwiedzjacych. Nie mialysmy jakos specjalnie ochoty na wycieczke ale planuje odwiedzic to miejsce w przyszlosci.

Wybrzeze wokol latarni zacheca do skakania jak kozice bo sa to bardzo plaskie i rozlegle platy skaly. Widac to dokladnie na tym zdjeciu znalezionym w internecie

Skierowalysmy do Youghal ktore wymawia sie JOUL, ale my nazwalysmy go Jugolem. Bylam tam dwa razy, ostatni raz jakies kilka lat temu i musze przyznac ze to sympatyczne miasteczko z bogata przeszloscia bardzo sie stacza. Jest przygnebiaco z tymi opuszczonymi i zrujnowanymi lokalami na glownej ulicy. Niestety glowna atrakcja czyli 800letni wciaz dzialajacy kosciol i przylegajacy do niego cmentarz byl juz zamkniety dla zwiedzajacych. Trzeba sie bylo zadowolic kotami 😉

 Podjechalysmy do pobliskiego Ballycotton gdzie chcialysmy sie zatrzymac na nocleg. Miasteczko jest znane ze swej uroczej mariny i z tego ze duzo czasu spedza tam aktorka Angela Lansbury. Marina piekna ale noclegu nie znalazlysmy wiec ruszylysmy dalej.

Jak sie pozniej dowiedzialysmy, z powodu jakiejs ogromnej ilosci slubow w okolicy trudno bylo o nocleg, ale w koncu znalazlysmy B&B w miejscowosci Shanagarry. Jakkolwiek B&Bs w Irlandii sa zazwyczaj top class, tak ten byl taki sobie (za to sniadanie bylo super i zaplacilysmy tylko 30 e na lebka) Mila wlascicielka zarekomendowala nam restauracje w pobliskim Cloyne. Lokal wygladal podejrzanie i byl pusty, za to po drugiej stronie drzwi miescil sie bar i tam tez mozna bylo zjesc, wiec zostalysmy w barze. Jedzenie choc bardzo tanie bylo zaskakujaco dobre a porcje OGROMNE. Po powrocie do B&B oddalysmy sie konsumpcji wina oraz czytaniu fragmentow pewnej ksiazki ktora miala byc na powaznie a jest przezabawna. I nie, nie mojego autorstwa 😉

Nastepnego dnia Irolka namowila nas na wizyte w destylarnii whiskey w Midleton. Bylam tam dawno temu ale malo pamietalam. Wycieczka z przewodnikiem trwa okolo 45 minut i jest naprawde ciekawa a przy tym nie nudzi zbyt technicznymi terminami. No i oczywiscie na koncu jest degustacja 🙂 

Ostatni na liscie do zwiedzania znalazl sie Cobh (wymawia sie Kouw) czyli ostatni przystanek Tytanika przed jego spektakularnym zatonieciem (wtedy miasto nazywalo sie Queenstown). W poblizu Cobh zatonela tez Lusitania zatopiona przez niemieckiego U-bota w 1915 roku. Ocaleli oraz ciala zmarlych przywieziono do Cobh, gdzie je pogrzebano na pobliskim cmentarzu (zmarlych oczywiscie, nie tych co ocaleli. To by bylo dziwne 😉

Glowne atrakcje oprocz muzeum ofiar Tytanika i oryginalnej rampy ktora na jego poklad weszli pasazerowie, to robiaca wrazenie katedra Sw Colemana oraz rzad 23 kolorowych domkow zwanych Deck of Cards ktore polozone sa na dosc stromej ulicy zaraz kolo katedry. Niektore mimo iz opuszczone sa ladnie utrzymane z zewnatrz, widac ze pod turystow.

Po depresyjnym Jugolu Cobh wydalo sie nam bardzo radosne i pelne energii. Ale jak tam wialo!

Z powodu jakiejs sportowej imprezy nie moglam podejsc blisko do rampy na Tytanika wiec prezentuje zdjecie zrobione kilka lat temu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.