Zagubieni w kosmosie

Tak sie zlozylo ze pod rzad zobaczylam bardzo podobne do siebie filmy: „Gravity” i „The Martian” (Grawitacja i Marsjanin).

Dwa nie tak dawne przeboje kinowe, o tej samej tematyce: czlowiek walczy o przetrwanie w kosmosie. Oba piekne wizualnie (Gravity warto zobaczyc w Imaxie), z gwiazdami w rolach glownych i epizodach, i na pewno warte uwagi (dalej bedzie bez wiekszych spoilerow wiec mozna spokojnie czytac 😉 

Az dziw ze filmy dziejace sie w niezmierzonej, pustej przestrzeni potrafia byc tak klaustrofobiczne. Nic to ze przed nami rozciaga sie kosmos lub gorzysty krajobraz czerwonej planety – swiat i tak zwezony jest do skafandra czy statku lub bazy gdzie mozna bezpiecznie przebywac. I choc wkolo tak cudnie to jednak wieje groza bo wystarczy chwila nieuwagi czy awaria by stac sie punkcikiem dryfujacym po orbicie, albo ledwo widocznym sladem na Marsie.

Gravity to uczta dla oka. Do tego jak dobry musi byc film by jedna aktorka i jej proby powrotu na Ziemie przykuly widza az do konca, tym bardziej ze tak naprawde to bardzo prosta historia. Nie twierdze ze to dzielo wybitne ale przyznam ze z uwaga ogladalam dzielna Sandre Bullock w roli kosmonautki i kibicowalam by udalo jej sie wrocic. A Ziemia ogladana z kosmosu jest piekna.

The Martian rozni sie od Gravity tym ze zamiast dwoch aktorow z ktorych jeden tak naprawde jest bardzo drugoplanowy (choc jest nim sam George Clooney) mamy bardzo dobrych i znanych aktorow wiecej, mimo ze wiekszosc tez bardzo drugoplanowa (w jakim celu do roli kobiety ktora prawie nic nie mowi tylko chodzi w ladnych sukienkach zaangazowano Kristen Wiig) Jest i Sean Bean ktory – wyjatkowo- nie umiera (za to zostaje zwolniony 😉 

Przyznam ze bylam zdziwiona kiedy Marsjanina nominowano do Zlotego Globu w kategorii „najlepsza komedia lub musical” ale nabralo to troche sensu po obejrzeniu – choc tylko troche. Gravity jest bardzo powazna oprocz poczatkowej sceny zartowania na orbicie, Marsjanin jest lzejszy i dosc sporo w nim „wisielczego” humoru. A chodzi o to ze wyprawa na Marsa zakonczyla sie nieszczesliwie – zaloga musiala wracac pozostawiajac za soba kolege ktory wedlug wszelkiego prawdopodobienstwa zginal, ale jednak przezyl. Wg obliczen jedzenia starczy mu na miesiac a nastepna misja na Marsa dotrze za lat cztery wiec nie wrozy to pomyslnie. Ale bohater grany przez swietnego Matta Damona nie podda sie bez walki, do ktorej zagrzewac go bedzie muzyka jakiej sluchala jego przelozona pani komandor, a mianowicie hity disco (z obowiazkowym i jakze adekwatnym „ I will survive„.

I jak Sandra byla w swych zmaganiach samotna tak Matta wspiera Nasa, cala Ameryka i nawet Chiny 😉 I wiecie, po obejrzeniu tych dwoch filmow wydaje sie  czlowiekowi ze ludzkosc jest fajna a Ziemia to raj, a potem oglada wiadomosci i sie mu zbiera …Ale polecam 🙂 

( A nastepny w kolejce jest Brooklyn z nasza chluba narodowa Saoirse Ronan 🙂 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.