Hamnet

Hamnet – przepiękny film. Od kiedy zobaczyłam zwiastun, wiedziałam, że pójdę na pierwszą dostępną datę, choć za Paulem Mescalem nie przepadam. Ale temat Szekspira bardzo mnie interesuje. Czy to faktycznie ów Will Shakespeare te sztuki pisał czy nie, tego się chyba nie dowiemy. Kiedy się słucha dwóch obozów, to jeden naprawdę bardzo wiarygodnie udowadnia, że William służył za przykrywkę, a prawdziwym autorem jest kto inny (Kit Marlowe, który upozorował swe zabójstwo, Edward de Vere, a może sama królowa) lub też że William Shake-Speare to pseudonim artystyczny, przypadkowo podobny do istniejącego człowieka o takim nazwisku. Ale drugi obóz, głównie historycy i inni badacze oraz znawcy ze Stradford Upon Avon, przekonują (nieco mnie wiarygodnie) że to bzdury. Bo kto by przyjeżdżał do Stradford i wydawał horrendalne kwoty na odwiedziny kilku domów Szekspira, gdyby to nie on był sławnym dramaturgiem.

Skłaniam się ku wersji pierwszej, bo czy faktycznie niewykształcony człowiek z wioski mógłby stworzyć tak złożone dzieła, bazujące na historii czy mitologii? Zrewolucjonizować teatr, który wtedy był rozrywką tanich lotów dla gawiedzi? Wymyślić ponad 1200 nowych słów, które do teraz funkcjonują w języku angielskim (bedroom, fashionable, majestic itd). Jakoś wierzyć mi się nie chce i marzy mi się, że za mojego życia odnajdzie się na to dowód.

Nie ma zbyt wiele fimów o Szekspirze a chyba najbardziej znany to Zakochany Szekspir, miła komedia, która niespodziewanie zgarnęła kilka Oscarów. Spodziewałam się tym razem poważnego potraktowania tematu, ale absolutnie nie przewidziałam, że o Williamie w filmie będzie niewiele, a głównymi bohaterami okażą się jego żona Agnes i żałoba.

W roli Agnes Jessie Buckley, i co to jest za aktorstwo. Nie da się tego opisać. Jak Paul Mescal jest nadal Paulem Mescalem, grającym swą rolę, tak ona po prostu jest Agnes. Tak wiarygodnie przedstawionej postaci dawno nie widziałam na ekranie, a do tego tak obnażonej, prawdziwej, pokazującej najtrudniejsze emocje: ból porodu, radość z macierzyństwa, strach o dzieci i wreszcie smutek po stracie. Nazwisko Willa pada w filmie dopiero pod koniec. To Agnes widzimy, jej życie, samotność, niepogodzenie się z losem. I na końcu jej zrozumienie, jak William poradził sobie ze stratą dziecka i jak przekłuł to w sztukę, dając sobie szansę na pożegnanie. Teraz byśmy powiedzieli: przepracowanie traumy. Sala co prawda nie była pełna podczas seansu, ale każdy chlipał w rękaw, mnie się łzy lały strumieniem. To potrafi sprawić prawdziwa sztuka. Hamlet napisany przez (załóżmy) Szekspira oraz wspaniały film wyreżyserowany przez fantastyczną kobietę. Przy okazji odpowiedziałam sobie, dzięki wywiadowi z polskim operatorem oraz pod wpływem końcówki filmu, na zadawane sobie przeze mnie jakiś czas temu pytanie.

Dzieła Szekspira, zwłaszcza tragedie, są dość trudne w odbiorze nawet dla współczesnych, wykształconych ludzi. Jakim cudem były tak popularne wśród prostego pospólstwa? Operator powiedział, że oglądał monolog Hamleta z chińską reżyserką Chloe Zhao i oboje nie wszystko rozumieli, ale mimo to czuli. Prawdziwa sztuka przemówi do każdego i można ją odebrać inaczej, niż tylko poprzez zrozumiane słowa. Pamiętacie scenę z Pretty Woman, kiedy Julia Roberts płakała na włoskiej operze? Posłuchajcie też tej piosenki a założę się, że wzruszycie się nie znając francuskiego.

O Szekspirze pisałam TU

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.