Świąteczne paździerze i nie tylko cześć I

… czyli oglądam, żebyście Wy nie musieli 😉

Nie ma magii świąt bez zobaczenia przynajmniej jednego badziewnego chrom-coma (Christmas Romantic Comedy) najlepiej popijając grzańca, bo często to pomaga w przebrnięciu. Co rok mamy większy wysyp tego typu produkcji (a może po prostu więcej się pojawia w popularnych serwisach streamingowych). Widzę, że Amazon Prime na przykład wrzuca tony z Hallmark. Chrom com to bezpieczna przystań dla wielu bardzo przeciętnych aktorów, ale też ostatnio nowo odkryty ląd dla niegdyś popularnych gwiazd znanych seriali i filmów. Danica McKellar (Cudowne lata) na przykład już regularnie pojawia się w świątecznych filmach, tak jak Chad Michael Murray (Dawson’s Creek, Gilmore Girls). W tym roku zauważyłam aż trzy znane w latach 2000 aktorki, mianowicie Jennie Garth (Beverly Hills 90219) Alicie Silverstone (Clueless) oraz Mellisę Joan Hart (Sabrina nastoletnia czarownica).

Pamiętamy, że chrom comy są oparte na kilkunastu ogranych kliszach. Przeważnie kobieta karierowiczka z wielkiego miasta jedzie z jakiegoś powodu do jakiejś pipidówy, gdzie poznaje czarującego mężczyznę (zazwyczaj wdowca z rezolutnym dzieckiem) i po paru komplikacjach postanawia rzucić wszystko w ch.j i zostać w pipidówie. Bardzo popularny jest też motyw podróży w czasie oraz podróży do wymyślonych ksiąstewek rządzonych przez dziwne rody arystokratyczne. Poczytajcie sobie streszczenia takich filmów, już z tego można się pośmiać. No i zazwyczaj bohaterka ma loki. a często też czerwony płaszcz. A w zimie nigdy nie jest zimno tak naprawdę, więc chodzi się w eleganckich rozpiętych płaszczykach i sukienkach.

Ok, zaczynamy. Przypominam, że oceniamy bąbkami (nie bombkami). Na pierwszy ogień idzie Netflix i „A merry little X-mas”. Zapomniałam, że tytuły też są krindżowe 😉 zazwyczaj to jakaś gra słów. W tym filmie mamy Alicię Silverstone, która jako nastolatka szalała w teledyskach Aerosmith. Szkoda, że wraca na ekran w takim czymś (tak samo jak Melissa Joan Hart, kóra gra drugoplanową rolę siostry). Alicia (sorry ale nawet nie pamiętam imienia bohaterki) postanawia rozwieść się ze swoim mężem i zacząć od nowa. Nie za bardzo wiadomo czemu, bo widać, że oboje się bardzo lubią. Ale okazuje się, że kobieta poświęciła karierę na pozostanie w pipidówie, podczas gdy mąż pracował dniami i nocami jako doktor, a teraz, pod pięćdziesiątkę, chce rzucić wszystko w ch.uj (ona, nie mąż) i wyjechać do wielkiego miasta. Czyli mamy trochę przewrotne nawiązanie do popularnych chrom comów – może to ona była właśnie tą bohaterką, zostającą w pipidówie i patrzmy, jak się to skończyło.

Jeszcze nie eks, ale mąż nie zasypia gruszek w popiele i zaczyna spotykać się z atrakcyjną i przedsiębiorczą brunetką. Alicia w przypływie zazdrości przygruchuje sobie umięśnionego, choć niezbyt inteligentnego młodziana. Wiadomo, jak się to skończy – para się nie rozstanie, ale zrozumie, że się naprawdę kochają. I uwaga – była szansa na niestandardowe zakończenie, aż mi serce stanęło, że może doświadczę jakiegoś przełomu. Bo oto mąż nie tylko przyznał, że faktycznie pracowal za dużo a ona się poświęciła, ale że teraz on zamknie praktykę i wyjedzie z nią, niech teraz ona robi karierę. No i co? No i oczywiście ona jednak decyduje się zostać w pipidówie. Oceniam film na jedną bąbkę w skali dziesięciu. Pani była w lokach.

Również na Netflix film z Jennie Garth „A Kindhearted Christmas”. Jennie gra wdowę Jamie (miła odmiana po wdowcu) która pracuje w takiej informacji turystycznej w małym (oczywiście) miasteczku, ale chyba ma kasę (może po mężu) bo anonimowo robi różne prezenty mieszkańcom. Ponieważ to czas przedświąteczny, te akty dobroci zostają wyłapane przez lokalną stację telewizyjną i do miasteczka przyjeżdża jej gwiazdor, reporter, który podoba się Jamie. Nie wiem czemu, bo jest dość brzydki i ma przedziwne, okrągłe i ciągle szeroko otwarte oczy. No ale. W sumie cały ten film jest o niczym. Jamie uprawia swój proceder anonimowych darów, reporter szuka darczyńcy, oboje randkują i w końcu po jakimś głupim nieporozumieniu, zostają parą. Ten film to strata czasu i nie wart ani jednej bąbki. Nudy. Jamie ma loki, oczywiście.

„Mingle all the way” jawi się na tle tych poprzednich dużo korzystniej. To znaczy jest jakaś fabuła – sztampowa, ale jednak. Tłamszona przez matkę młoda kobieta postanawia założyć własną firmę – aplikację Mingle all the way, dla osób, które szukają towarzystwa tzw plus one, ale bez żadnych romansów. Aby udowodnić inwestorowi, że apka ma sens, sama zapisuje się i poznaje przystojnego pana, z którym dogadują się na zasadzie: ty udajesz mojego chłopaka na rodzinnym spędzie, ja udam twoją dziewczynę na służbowym xmas party. To jest schemat typu: od wrogów do kochanków, bo na początku para nie przypadła sobie do gustu. I wiecie – to jest nielogiczne. To nie jest Elizabeth i pan Darcy. To jest dwoje atrakcyjnych i sympatycznych ludzi, a nam usiłuje się wmówić, że nie spodobali się sobie a wręcz są jakieś animozje bez podstaw. Zakończenie jest nam wiadome od pierwszych minut, a klisze jedna za drugą płyną, aż miło. Mimo to, oceniam na 2 bąbki, na zasadzie kontrastu. Przynajmniej facet był przystojny ale ona miała, oczywiście, loki.

„Champagne problems” na Netflix – daje nadzieję, bo to nie jest aż takie złe. Od razu piszę, że oceniam na 5 bąbek a to jest naprawdę wysoko. Może nawet 6, za fajne, dowcipne „one liners” jednego z bohaterów. I jaki główny bohater jest cute, a do tego w jednej z ról gra Thimbault de Montalembert, znany z rewelacyjnego serialu Call my agent (polecam).

Fabuła wygląda tak: Sydney, Amerykanka robiąca karierę w korporacji pełnej facetów, musi udowodnić swą wartość i zakupić dla firmy podupadającą finansowo francuską fabrykę szampana. Jedzie do Paryża, gdzie (namówiona przez siostrę) postanawia poświęcić wieczór przed biznesowym spotkaniem na zwiedzanie. Poznaje przystojnego Francuza Henri, z którym spędza noc. Kiedy nazajutrz zjawia się na spotkanie z właścicielem fabryki, Hugo Casselem, pojawia się tam również Henri, jak się okazuje – syn. Oraz konkurencja do zakupu biznesu : zabawny gej bilioner Roberto i stereotypowo sztywny Niemiec Otto. Hugo zaprasza wszystkich na weekend do swego chateau, aby ich lepiej poznać i przekonać się, kto najbardziej zasługuje na przejęcie biznesu.

Henri, poznając tożsamość Sydney, nastawia się wrogo, bo wierzy, że jej firma kłamie w kwestii pozostawienia jego ojca wciąż u steru. Ale nie będę więcej zdradzać, choć domyślić się łatwo, jak całość się skończy (aczkolwiek nie aż tak przewidywalnie, jak myślałam). Jest autentyczna chemia między bohaterami, gej bilioner jest przekochany, ktoś faktycznie napisał scenariusz i przemyślał go, do tego jest piękny Paryż i jeszcze piękniejsze chateau. Nawet loki Sydney nie są aż tak lokowate. Pierwszy chrom com, który autentycznie oglądnęłam z przyjemnością, nie ziewając i nie patrząc, kiedy się wreszcie skończy.

W części drugiej – mam nadzieję – pojawią się dużo lepsze produkcje. A na razie dla żartu poprosiłam chat gpt o napisanie mi typowego synopsisu na świąteczną komedię ronantyczną i zdecydowanie zrozumiał zadanie. Oto jego odpowiedź:

Oto najbardziej stereotypowy synopsis świątecznej komedii romantycznej, jaki da się napisać — specjalnie przerysowany „dla beki”:


🎄 SYNOPSIS: „Świąteczna Miłość pod Jemiołą”

Emily, przemęczona menedżerka z Nowego Jorku, która nienawidzi świąt, dostaje służbowo zadanie życia: musi uratować małą rodzinną piekarnię w miejscowości Snowy Pines, która – niespodzianka! – jest zagrożona przejęciem przez bezduszną korporację.

Na miejscu Emily wpada (dosłownie, z kawą na swetrze) na przystojnego, lekko nieogolonego, ale zawsze uśmiechniętego właściciela piekarni, Nicka Frostwooda – wdowca, który wychowuje przesłodką córkę i ma psa o imieniu Gingerbread.

Emily chce wykonać swoją robotę i wrócić do wielkiego miasta, ale:

  • Nick nauczy ją „prawdziwego sensu Świąt” (przez pieczenie pierników i rzucanie się śnieżkami),
  • jego córeczka pokocha ją po 5 minutach,
  • a każda starsza osoba w miasteczku będzie podejrzanie dobra, mądra i pachnąca cynamonem.

Gdy chemia między Emily a Nickiem jest już tak gęsta, że można ją kroić jak piernik, okazuje się, że Emily niechcący ukryła fakt, że pracuje dla korporacji, która chce zamknąć piekarnię. Nick się obraża, choinka przewraca, śnieg zaczyna padać agresywnie.

Ale spokojnie.

W Wigilię Emily pojawia się w piekarni, w czerwonym płaszczu, rezygnuje z awansu, ratuje biznes, a Nick wybacza jej w sekundę, bo święta.

Całują się pod jemiołą, pies szczeka radośnie, śnieg sypie jak z maszyny, a na koniec kamera oddala się na miasteczko, gdzie wszyscy właśnie spontanicznie zaczynają śpiewać kolędy.

THE END.


4 uwagi do wpisu “Świąteczne paździerze i nie tylko cześć I

  1. Dammar's awatar Dammar

    Nie bardzo mam czas ogladac bo przygotowuje sie do egzaminu, ale zauwazylam ze w TV faktycznie jest wiecej filmie swiatecznych w duchy Harlequin.

    I zaczelam zwracac uwage na Loki 🙂

    Chat gpt jest nieoceniony.

    Apropo, dostalismy preseen na egzaminy SBL w grudniu, jest o hotel chain w recesji.

    Gdybys ty zdawala, na stowe bys zdala. Nawet myslalam o tobie jak tylko przeczytalam preseen. Jestes jedyna znana mi osoba ktora ma doswiadczenia w zarzadzaniu siecia hoteli.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Alicja mi mignęła, gdzieś na przeglądach, tyle zauważyłam, że się niezbyt ładnie starzeje. Ten ostatni może obejrzę;)

    Zobaczyłam twój komentarz na kanale wnętrzarskim, który z polecenia odkryłam kilka tygodni temu i który mnie przeprowadził przez 2-tygodniową chorobę, oczywiście lajknęłam, bo zgadzam się w 100 % i miałam już to samo pisać;)

    Polubione przez 1 osoba

    1. Kocham ten kanal wnetrzarski 🙂 mimo, ze ogolnie to nie jest temat, ktory mnie interesuje, ale z komentarzami tej pani sie swietnie aglada 🙂 ostatni film tylko wtedy, kiedy naprawde masz nastroj na taki, na tle innych jest najlepszy, ale to wciaz chrom com 😉

      Polubienie

Dodaj odpowiedź do Ewa (Dublinia) Anuluj pisanie odpowiedzi

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.