Wizyta w Mauritshuis

Mauritshuis wydaje się niewielkim muzeum, ale posiada ponad 800 obrazów, z tym że tylko około 200 można oglądać, reszta jest przechowywana bądź wypożyczona innym podobnym obiektom. Oprócz zwiedzania polecam świetną kafeterię, bardzo dobre jedzenie i wino, oraz gift shop.

Oczywiście największym magnesem przyciągającym ludzi jest Vermeer: A girl with a pearl earring oraz The view of Delft. Dziewczyna z perłą nie jest portretem prawdziwej osoby, to tzw tronie czyli artystyczna wprawka. Trudno uwierzyć, ale te wilgotne usta i piękne oczy to wyobraźnia artysty. A kolczyk nie ma uchwytu: artysta maźnął go najprawdopodobniej na samym końcu, bo brakowało mu trzeciego po wardze i oku punktu przyciągającego spojrzenie. Zwróćcie uwagę na nos – zazwyczaj jego kontur jest namalowany, a na tym obrazie nie ma nawet różnicy w kolorze między nosem a policzkiem po lewej stronie. Nasze oko widzi kształt nosa dzięki półcieniowi po prawej.

W tym samym pomieszczeniu, vis a vis, znajduje się Widok Delft. Mój ulubiony obraz, na który mogłabym patrzeć godzinami. Najpierw wydaje się ciemny. Potem rozjaśnia się, oko wychwytuje niebieskości, grę zachodzącego słońca, a na koniec oświetlone jego resztkami budynki. Chmury dodają pejzażowi dramatyzmu. W tej samej sali jest jeszcze kilka innych obrazów i naprawdę giną one w obecności tych dwóch dzieł.

Spośród innych obrazów kilka przykuło moją szczególną uwagę – wszystkie znam, ale pierwszy raz widziałam je na żywo. I to nie są te największe dzieła w kolekcji, jak np Lekcja anatomii Rembrandta czy Nocna Scena Rubensa. Nie jestem też fanką dziecka z żółtymi zębami czyli Śmiejacego się chłopca Fransa Halsa. Za to bardzo lubię skromnego Szczygła autorstwa Carela Fabritiusa. Możecie znać go z okładki książki Donny Tartt – nie czytałam. Ale powieść była bestsellerem i rozreklamowała obraz. Artysta niestety zginął w rezultacie wybuchu składu prochu, większość jego obrazów uległa zniszczeniu.

A useless moral lesson czyli zbędna lekcja moralności Schalckena – to bardzo zabawny obraz, szczególnie jak się wie, że ptak w XVII wieku był symbolem cnoty niewieściej. Dziewczyna prawie wypuszcza go z klatki, nie bacząc na przestrogi:)

The Garden of Eden with the fall of man autorstwa Rubensa i Jana Brueghela starszego. Obaj panowie byli przyjaciółmi a Rubens był nawet ojcem chrzestnym dzieci Jana. Wspólnie namalowali około 20 obrazów. Ogólnie tematyka religijna mnie nie interesuje, ale to dzieło przyciąga rożnorodnością szczegółów, a zwłaszcza zwierząt. Oczywiście jest też kot, siedzi na drzewie.

Ostatni obraz, o którym opowiem, to Vase with Flowers – Rachel Ruysch. Holendrzy XVII wieczni lubowali się w tzw martwych naturach: still life. Te dzieliły się na obrazy z kompozycjami kwiatowymi, na takie z jedzeniem i takie z upolowanymi, martwymi zwierzętami. Dzieła przedstawiające wyszukane zastawy stołowe i wykwintne jedzenie miały pokazać bogactwo zleceniodawcy – patrzcie, na jakie żarcie mnie stać 🙂 Czasem w martwych naturach przemycano umoralniające przekazy: psujące się owoce miały przypominać o ulotnej młodości, puste ostrygi o wygasaniu pożądania itp.

Rachel była córką profesora anatomii i botaniki, który też hobbistycznie malował. Zapewnił córce wykształcenie artystyczne i popierał jej pasję do malarstwa, w czasach, kiedy kobiety głównie miały wyjść za mąż i mieć dzieci. Męża też sobie wzięła i miała dziesiątkę dzieci, ale z ogromnymi sukcesami malowała nieprzerwanie i z sukcesami aż do śmierci w zaawansowanym, zwłaszcza jak na tamte czasy wieku lat 86. I kiedy Rembrandt dostawał za swe obrazy mniej więcej po 500 guldenów, ona kosiła między 750 a 1200. Była też członkinią wielu gild zrzeszających artystów. Nie wiadomo dokładnie, ile obrazów stworzyła, ale udokumentowano ich 250. W 1999 w domu w Normandii odkryto jeden z nich i sprzedano za ponad 500 tys dolarów. Jeśli więc zobaczycie gdzieś na targu staroci podobny, to może to być pani Ruysch 🙂

4 uwagi do wpisu “Wizyta w Mauritshuis

  1. Tematyka religijna była wymówką żeby malować golasy i kochanki oraz kochanków malarzy jako Maryje i Jezusy 😏 Tzw. cnotliwe niewiasty nie pozowały do obrazów więc na katolickach malowidłach z matkami boskami widnieją najprawdopodobniej pracownice seksualne do których po dziś dzień modli się niczego nieświadomy lud 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do Ewa (Dublinia) Anuluj pisanie odpowiedzi

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.