Co by było, gdyby… czyli My Lady Jane

Serial My Lady Jane, który właśnie wyszedł na Amazon Prime, nie jest dla każdego. Od kiedy zobaczyłam trailer, wiedziałam, że na pewno będzie dla mnie – i rzeczywiście. Bawiłam się świetnie i wincyj, wincyj proszę. Wartka akcja, piękne kostiumy i cały plan, świetni aktorzy i całkowicie zwariowana intryga. Pochłonęłam na dwa razy.

Lubię filmy i seriale o alternatywnej rzeczywistości, choć są one zazwyczaj na poważnie. Bo czy nie jest interesująco pofantazjować, co by było gdyby Hitler wygrał wojnę na przykład? Twórcy biorą tu na warsztat historię Jane Grey, która przez 9 dni była królową Anglii, dopóki nie straciła głowy z powodu Mary, córki Henryka VIII, która uważała, że to jej należy się korona. I niby w serialu wszystko się zgadza z wyjątkiem tego, że Lady Jane nie ma zamiaru umierać, a jej małżonek w nocy jest człowiekiem, a w dzień ogierem (nie w sensie, że taki dobry w łóżku, ale autentycznie jest koniem). Zresztą Anglię zamieszkują całe rzesze istot, które zmieniają się w zwierzęta.

Nie chcę spojlerować, więc tylko jeszcze dodam, że serial jest sexy, język na wskroś nowoczesny jak i muzyka, faki latają jak muchy i nie ma szans, żeby się nudzić ni minuty. Jak już wspomniałam, aktorsko rewelacja, między parami jest chemia, królowa Mary kradnie każdą scenę, jak i koń 🙂 Marzy mi się kolejny sezon, w którym na tapetę weźmie się inną postać historyczną. Brawo dla serialu za oryginalność, humor i za to, że tak bardzo kibicuje się bohaterom, że wierzy się w świat przedstawiony.

Przy okazji wspomnę inny serial o nieco podobnym koncepcie, zmiażdżony przez krytyków, moim zdaniem niesłusznie. To Hollywood wyprodukowany przez Netflix. Trzeba się trochę znać na kinie, by domyślić się, że bohaterami są prawdziwe osoby, znani aktorzy lat 50tych ubiegłego wieku, ale ich historie zupełnie się różnią od rzeczywistości. Bardzo mi się ten serial podobał i polecam, bo z powodu świętego oburzenia zaginął w czeluściach Netflixa.

A jak naprawdę lubicie historię alternatywną, to polecam też książkę Zygmunta Miłoszewskiego Jak zawsze. I tak jak tytuł sugeruje, nawet po zmodyfikowaniu przeszłości i tak durne ludziska skończą, jak skończą. Dlatego zamiast marzyć o wehikule czasu i zabiciu małego Adolfka, może lepiej uczyć się na błędach i wyciągać wnoski.

4 uwagi do wpisu “Co by było, gdyby… czyli My Lady Jane

Dodaj odpowiedź do tessa Anuluj pisanie odpowiedzi

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.