Praska zima

Moje praskie impresje z poprzedniego weekendu zacznę od tego że śniegu nie było 🙂 Ku mojemu zadowoleniu i rozczarowaniu C. – wiadomo że Irlandczycy mają na punkcie tego białego gówna lekkiego bzika. Temperatura oscylowała w granicach minus jeden/plus 2 i było słonecznie i bezwietrznie, a więc bardzo miło. Do tego zaszalałam i kupiłam tam ciepły płaszczyk którego cena przed rabatem wynosiła €580, a po rabacie znośne €319. Z reguły nie wydaję tyle pieniędzy na odzież ale nie miałam w szafie nic na prawdziwą zimę a teraz mam 🙂 Płaszcz jest super lekki, wiatroodporny i przeciwdeszczowy i nosiłam pod nim tylko lekką bluzkę a więc sprawdził się. Ale do rzeczy.

W Pradze byłam przez ponad tydzień w 2011 roku i wróciłam oczarowana. Tym razem wróciłam… jeszcze bardziej oczarowana. Co to za wspaniałe miasto…Uwielbiam w nim wszystko. Nawet chłodni poprzednio Czesi są bardziej otwarci i uśmiechnięci. Niewielki minus – poznikały znajome mi absynterie oprócz jednej do której chodziliśmy co dzień na rewelacyjne koktajle – o tym jeszcze wspomnę. Z bardzo rzucających się w oczy zmian – widac że zagrożenie terroryzmem jest w Pradze brane bardzo poważnie. Na ulicach roiło się od uzbrojonej policji, żołnierzy i security. Na dziedziniec zamkowy już nie wchodzi się od tak ale bocznym wejściem przez specjalne bramki gdzie torby są sprawdzane a zwiedzający skanowani od stóp do głów. 

Mieszkaliśmy w apartamencie praktycznie o rzut beretem od Vaclavskie Namesti gdzie zatrzymałam się poprzednio, a więc w sąsiedztwie sex shopów, prostytutek i czarnych alfonsów. Brzmi szemranie ale okolica jest fajna, 15 min na piechotę od starego centrum, koło dwóch przystanków metra i na trasie hop on hop off bus – my chodziliśmy wyłacznie na piechotę. Praktycznie wszędzie świąteczna atmosfera – stragany, choinki, światełka a co najlepsze grzane wino białe i czerwone, grog, cherry i inne napitki na każdym kroku i braktycznie za darmo bo za ekwiwalent około dwóch euro za solidny kubek.  I prawie w każdym kościele koncerty i kolędowanie.

pr18

Chciałam pokazać C. miejsca które w Pradze powinno się zobaczyć więc wiadomo, pierwsze kroki skierowałam do Muzeum Sexu 🙂 Historia zabawek erotycznych jest niezmiernie interesująca i przymierzam się do napisania postu na ten temat bo w kilku zdaniach nie ogarnę. Poszliśmy też do Muzeum Alfonsa Muchy i dość nowego na turystyczniej mapie Muzeum Karela Zemana – czeskiego prekursora filmowych efektów specjalnych. Dość interesujące miejsce choć raczej nie MUST SEE. Oczywiście wybraliśmy się w okolice Katedry Sw Wita i Złotej Uliczki późnym wieczorem i ponownie stwierdzam że to najlepsza pora na odwiedzenie Złotej Uliczki bo nocą jest tajemnicza i pustawa a w dzień zapchana i pozbawiona romantyzmu. Ale poszliśmy i w godzinach otwarcia też. W ogóle poźnym popołudniem i wieczorem Praga wygląda najpiękniej. Podziwialiśmy też rzeźby Czernego i dzielnicę żydowską.

W jednym miejscu nad rzeką zbiera się stado łabędzi i kaczek i turyści chodzą tam robić ptakom zdjęcia. Zwierzęta są dokarmiane przez miasto i dość przyjazne. Również spore szczury rzeczne chodzą sobie bez krępacji w pobliżu i chętnie jedzą z ręki czego doświadczył C. Cudne są 🙂

Jeśli chodzi o jadło i napitek to wiadomo że podczas jarmarków świątecznych powinno się jeść żarcie ze straganu 🙂 Ja za tym nie przepadam ale żeby tradycji stało się zadość to dałam się raz namówić na pieczone ziemniaki z warzywami – jedyna wegetariańska opcja w menu. C. zajadał się kiełbasami i takim czymś co wyglądało jak drobne łazanki z kapustą i słoniną. Bardzo polecam też lokal vis a vis zegara Orloja – Oliva Verde. Miejsca tak blisko atrakcji turystycznych często są drogie a jedzenie średnie, natomiast moja zupa minestrone i gulasz C to po prostu poezja smaku była. Bardzo dobre jedzenie jest też w jednej z restauracji na Kampie której nazwy nie pamiętam, a która ma w menu Bohemian Potato Soup podawaną w bochenku chleba. Na lunch polecam zdecydowanie Cafe Imperial gdzie klenerzy mają białe rękawiczki i w ogóle wszystko jest tip top. Już wspomniałam o moich ulubionym miejscu z absyntem Absintherie na Jilska7. Absinthe Alexander mi się po nochach śni. Wybraliśmy się też do chyba dość nowej Vytopna Railway Restaurant, w której drinki i jedzenie przyjeżdżają do stolika w miniaturowych pociągach po szynach. To w sumie było rozczarowanie bo człowiek się spodziewał wnętrz i atmosfery jak w Orient Expressie a znalazł się w pociągu Katowice – Szczakowa… Drinki straszne a C. stwierdził że takiego ohydnego piwa to nigdy w życiu nie pił. Za to na stolik się czeka w nieskończoność. 

Cały pobyt był świetny lącznie z końcówką. Zamówiłam przejazd na lotnisko mini vanem – ta sama firma oferowała przejazdy indywidualne z szoferem za podójną cenę. Ku mojemu zdziwieniu okazało się że z apartamentu odebrał nas szofer eleganckim autem – okazało się ze mini van był pełny więc załapaliśmy się na upgrade 🙂 Pan przewiózł nas trasą turystyczną opowiadając ciekawostki o mieście. Tylko szampana brakowało 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.