Byłam w Amsterdamie już tyle razy, że trochę zaczyna mnie on męczyć 🙂 Owszem, polecam go każdemu, kto nigdy nie był, ale przy piątym czy szóstym pobycie myślisz: mam już dość. Tym razem byłam służbowo na konferencji i miasto przywitało mnie wyjątkowymi upałami. Ceny hoteli poszybowały do góry w zawrotnym tempie z powodu koncertów Harry’ego Stylesa, więc 450 euro za dwie noce i tak nie było wygórowanane a hotel z serii tych budżetowych. Firma płaci, ale mimo to mamy jakiś limit, który niestety nie uwzględnia koncertów gwiazd.

Niezmiennie podoba mi się, że miasto jest tak zielone i że przy każdym budynku, na schodach, na balkonach, rośnie mini dżungla. Pań w oknach jakby mniej, za to zapach marichuany jest dużo bardziej intensywny. Lepiej wydać na palenie niż co innego? Mimo tego, że Amsterdam bardzo walczy ze stag parties czyli męskimi wycieczkami przedślubnymi, nadal grupy podchmielonych panów z erekcją są na porządku dziennym. Kiedyś byłam przeciwko przeniesieniu pań poza centrum, teraz już nie jestem taka pewna. I to nie pruderia, ale myślę że miasto odzyskałoby normalny rytm i spokój.
Konferencja zakończyła się w czwartek, a w piątek wracałam późno, żeby mieć czas na zaplanowany wypad do Goudy. Rekomenduję każdemu, kto się zmęczył Amsterdamem, tak samo jak Delft. Też są kanały, piękna architektura i mnóstwo do zwiedzania, minus seks i zioło turyści. Trzeba zmienić pociąg w Utrecht, podróż zajmuje około godziny a bilet w dwie strony to niewiele ponad 30 euro. Nie przyjeżdżajcie najedzeni, bo w każdym sklepie z serem jest około 100 różnych smaków i każdy do spróbowania.

Kocham ser. Jedno z moich wczesnych wspomnień z dzieciństwa to kostka sera Podlaskiego i nóż (tak, wtedy dawano dzieciom noże do ręki) i ja krojąca ser i jedząca całą porcje na jedno posiedzenie. Ser Gouda też pamiętam, to był taki z dziurami. Uwielbiam sery kozie, śmierdzące, mozarellę, buratę, ogólnie nie ma sera, który by mi nie smakował. Niestety, jest to posiłek wysokokaloryczny więc tylko na specjalne okazje. Takie, jak pobyt w Goudzie 🙂 Ser produkowano w okolicznych wioskach, ale miasto miało przywilej sprawdzania jego jakości i oczywiście sprzedaży. Do dziś w każdy czwartek odbywa się serowy targ. W XVII wieku na rynku wybudowano dom Wag, gdzie oficjalnie ważono sery przed sprzedażą – dziś mieści się tam muzeum i biuro informacji turystycznej z bardzo miłymi pracownikami.
Zajrzałam do średniowiecznej katedry ze słynnymi witrażami (11 euro wstęp) ale tak naprawdę to podobały mi się urocze podwórka z magicznymi ogródkami, piękna marina z fajnym barem, kanały, sklepiki, ogólnie cały vibe. Ach, i grube koty 🙂 Za rok na pewno też znajdę jakieś nowe miejsce w okolicy Amsterdamu do zwiedzenia. A na razie czeka mnie coroczny wypad na farmę Dorothy w Północnej Irlandii, gdzie oprócz posiedzeń w outdoor hot tub mamy zamiar jak zwykle pojeździć po okolicy.
Trzeci raz próbuję cokolwiek tutaj napisać…
Byłem cztery razy w Stanach i kilka razy w Trójmieście. Nie mam dosyć ani jednego ani drugiego. Wręcz przeciwnie – wciąż tęsknię równie mocno za obydwoma miejscami…
A wypadu do Irlandii i hot tub Ci zazdroszczę bardzo 🙂
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Przykro mi ze sa problemy z komentarzami 😦 ja zawsze test nie tylko za Irlandia 🙂 i Wenecja
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Nie masz wpływu na komentarze, po prostu daję Ci znać, że coś jest nie tak 😉
W Wenecji nigdy nie byłem. Ale jest we Włoszech parę miejsc, które chciałbym zobaczyć, jak Rzym czy Watykan.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Cos jest, bo kilka osob tez mi o tym pisalo. Mam nadzieje ze chwilowe problemy techniczne 🙂
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Złośliwość rzeczy martwych 😉
PolubieniePolubione przez 1 osoba