Patrząc na tegoroczne kreacje oscarowe, trudno było mi oprzeć się wrażeniu, że coś tu poszło bardzo nie tak. Większość stylizacji była tak nieciekawa, a momentami wręcz zwyczajnie brzydka, że zaczęłam się zastanawiać, czy to przypadek, czy jednak nowy kierunek. Może to już nie jest kwestia gustu, tylko świadomego wyboru: im mniej korzystnie wyglądasz, tym bardziej jesteś „na czasie”.
I to nie dotyczy tylko czerwonego dywanu. Wystarczy wejść do sklepu. Rok temu królowały brzydkie, szerokie spodnie. Ale można je było jakoś ograć i na szczupłej, wysokiej osobie mogły wyglądać dobrze. Najwyraźniej jednak były zbyt atrakcyjne, więc trzeba było coś „poprawić”. W tym roku spodnie są nadal szerokie, ale teraz przykrótkie, dziwnie zwężające się u dołu.
A kiedy spojrzy się na to, co wyprawiają największe domy mody, trudno nie pomyśleć, że granica między żartem a projektem dawno się zatarła. Na przykład Balenciaga i torebka przypominająca worek na śmieci jako luksusowe akcesorium.
Może więc faktycznie wszystko, co ładne, eleganckie i wyważone, już było. Może się przejadło. Teraz wygrywa to, co dziwne, niewygodne dla oka i trochę niezręczne. Bo w świecie, gdzie wszystko już widzieliśmy, największym luksusem okazuje się brak oczywistego piękna.
Pod TYM linkiem możecie sobie oglądnąć te cuda, bo jest tych koszmarków tak dużo, że nie jestem w stanie ich omówić. W zasadzie tylko trzy sukienki w miarę mi się podobają i od nich zacznę, a potem po prostu poznęcam się nad randomowymi lookami.
Na plus:

Jessie Buckley szła przez sezon nagród jak burza i jeśli zobaczyliście film Hamnet, to pewnie wiecie, dlaczego zgarnęła to, co było można, a więc Bafta, Ifta, Golden Globe, Actor Awards (dawniej SAG) Critics Choice Awards i Oscara. Aktorka ma bardzo specyficzny styl, który mnie osobiście się nie podoba, ale według tego, co powyżej napisałam, może taki ma być, w sensie – brzydko i dziwnie. Dlatego zaskoczył mnie jej outfit na gali, bo był bardzo stylowy ale nie nudny, poprzez interesujące połaczenie kolorów. Szminka pasowała idealnie do góry, co spięło wszystko w całość. Jessie jest Irlandką z Kerry, obecnie mieszkającą w Wielkiej Brytanii. Oberwało się jej trochę od irlandzkich fanów, bo w swej przemowie powiedziała: Dziś w UK jest dzień matki – pomijając Irlandię. Nie wszyscy pewnie wiedzą, że brytyjskie media uwielbiają wprost zagarniać naszych aktorów, nazywając ich brittish. Dlatego wywołao to trochę kontrowersji. Do tego w wywiadzie przed oscarowym przyznała, że nie lubi kotów, a to już nie jest byle co i potem musiała, nomen omen, odszczekiwać 😉

Rose Byrne – sami rozumiecie teraz skalę brzydoty na gali, skoro ta sukienka jest w części na plus. Bo tak naprawdę jest dość przeciętna i ja nie przepadam ani za motywami kwiatowymi, ani za syrenim dołem. Rose nie miała szans w konkurencji z Jessie Buckley, ale przynajmniej zgarnęła Globa, co dało nam przyjemność wysłuchania bardzo komicznej przemowy. Rose dziękowała bratu, że przyszedł z nią na ceremonię jako „pus one”, rodzicom, że kupili subskrypcję Paramount Plus, by oglądać ceremonię z Australii, oraz nieobecnemu mężowi, który musiał pojechać na wystawę gadów w New Jersey, bo kupują jaszczurkę (bearded dragon).

Bruna Marquezine to postać mi zupełnie nie znana – znalazłam na google, że to Brazylijka, wschodząca gwiazda. To chyba jej pierwszy raz za Oscarach.
A teraz wchodzi Chalamet, cały na biało 😉

Za tym panem nie przepadam, nie wiem, dlaczego jest uważany za atrakcyjnego mężczyznę, a jako aktor też wydaje mi się przereklamowany. Do tego bardzo arogancki w wywiadach. Było go ostatnio pełno wszędzie, bo w jednym z programów wspomniał, że nie chciałby pracować w balecie czy operze, bo one nikogo nie obchodzą. Zaowocowało to mnóstwem zabawnych filmików, zrobionych przez ludzi opery i baletu, pokazujących pełne sale, wyprzedane koncerty, ciężką pracę, gdzie nie ma dubli i kaskaderów. Opera i balet mają po 400 lat i pewnie za kolejne 400 Carmen czy Tosca będą wciąż znane, a Chalamet zniknie w odmętach przeszłości. Arogant ale i ignorant w jednym. Może w ramach przeprosin ubrał się na biało, jak z Jeziora Łabędziego.

Kirsten Dunst reprezentowała subtrend geometryczny. Dużo było takich sukienek, zaprojektowanych jak kształty nachodzące na siebie

Gwyneth Paltrow wzbudziła dyskusję pt: czy miała majtki, czy nie. Po bliższym przyjrzeniu się, majtek nie stwierdzono, ale aktorka ma na sobie cieliste, pobłyskujące legginsy. Już nie wiem sama, czy gołe nogi nie byłyby lepsze. Strój typu: jestem goła pod spodem ale w teorii nic nie widać, prezentowała choćby Kylie Minogue w teledysku ” I cant get you out of my head.

Demi Moore jest przykładem trendu na chudnięcie. Pamiętamy czasy, kiedy im chudziej, to lepiej. Ozempic i inne podobne środki spowodowały powrót do chudości, niestety często przesadzonej. Zero mięśni i tzw frail body czyli: muszę uważać, bo jak się przewrócę, to się połamię. Ale wracając do ciuchów – mam nadzieję, że to nie są prawdziwe pióra i że jakiś biedny paw nie chodzi teraz obskubany 😉

Renate Reinsve – bardzo nie podobają mi się suknie z trenem, który plaskato opada na ziemie.

Alicia Silverstone zawsze wygląda tak, jakby miała uniesione w górę ramiona. Na każdym zdjęciu z każdej ścianki. Sukienka sukienką, ale psują ją te czarne rękawiczki mordercy.

Danielle Brooks w projekcie, który wygląda jak zrobiony przez krawca amatora w ciągu dwóch godzin.

Alma Jadorowsky – sukienka jest po prostu brzydka, z przedziwną górą i jeszcze dziwniejszym dołem, ale najgorzej wyglądają rozczłapane palce w sandałach. Sama mam nieładne stopy, głównie palce, dlatego nie mam żadnych butów, które je odsłaniają. I ok, nie każdy ma idealne stópki Kopciuszka i one też mają prawo do bycia pokazywanymi – po prostu dla mnie wygląda to nieestetycznie i już.

Alana Haim – czy naprawdę to jest kreacja, w której aktorka zobaczyła się w lustrze i pomyślała – tak, to jest to! Wyglądam jak milion dolarów!

Alice Carvahlo na pewno wierzy, że ładnej osobie dobrze i w worku po ziemniakach.

Misty Copeland – męska marynarka w połączeniu ze spódnicą baletnicy

Li Jun Li – przekombinowana suknia z trenem, który przypomniał mi wiklinowy trzepak do dywanów.

Chloe Zhao – ja rozumiem, że jej film Hamnet jest o żałobie, ale reżyserka wygląda jak z taniego horroru. Nie wiem, czy ktoś pamięta spektakl teatru telewizji Upiór w Kuchni, gdzie Irena Kwiatkowska przebierała się za ducha. Z tym skojarzyła mi się ta kreacja.