Ten cudzysłów w tytule powinien był mnie przygotować na to, że film jest bardzo luźnie powiązany z książką, która jest klasyką gatunku i jedną z moich ulubionych. W zasadzie to gdyby nie imiona głównych bohaterów oraz nazwy ich siedzib, nic nie jest tak naprawdę wzięte z powieści. Wydaje mi się, że lepiej dla filmu byłoby nakręcenie go bez żadnego odnośnika do dzieła Emily Bronte, ale z drugiej strony rozumiem, że chodzi o marketing. Na Wichrowe Wzgórza, nawet w cudzysłowiu, pójdzie więcej luda, niż na np na: Wietrzne Pagórki.
Dwa poprzednie filmy pani reżyser, czyli Promising Young Woman i Saltburn bardzo mi się podobały. I nie mam nic przeciwko nowemu, innemu spojrzeniu na klasykę, o ile jest to spojrzenie interesujące i wnoszące coś do interpretacji tej wspaniałej, złożonej powieści. Powieści, która nie jest romansem! Nie opowiada o romantycznej miłości a Heathcliff i Katarzyna to nie Darcy i Elżbieta! Tymczasem pani reżyser wykroiła z książki jeden wątek, jedną historię, pokazała w klimacie teledysków lub kampanii modowych haute couture i voila. I wreszcie para sobie też mogła pofolgować, bo choć w książce do seksu między nimi nie doszło, to w tym filmie było na pastwisku, na urwisku, na klepisku, w karecie itp.
Wizualnie owszem pięknie, ale aż mi zęby zgrzytały na widok strojów nijak pasujących do epoki, a już wnętrza… Dom w XVIII wieku z gładką, wypolerowaną jak lustro czerwoną podłogą… kominek z płaskorzeźbami odciętych dłoni aż do sufitu, a Katarzyna w czerwonawych okularach przeciwsłonecznych i krwistych, ala lateksowych kiecach… Ponoć młody odbiorca książek nie czyta, na historii się nie zna, oczekuje tik tokowego w przekazie filmu. Skoro tak, to chyba cel został osiągnięty. Dla nas, starych, zostaje wersja z Juliette Binoche, chyba najlepsza z dotychczasowych. Dla nowego odbiorcy są takie filmy jak ten, oraz Perswazje czy Rebecca Netflixa.
No ale od początku. Reżyserka pokroiła material źródłowy, jak mogła i kilkoro postaci z książki po prostu nie ma. Powieść opowiada o trzech pokoleniach, ale tu skupiamy się tylko na okresie, kiedy Cathy i Heathcliff są dziećmi, a potem młodymi osobami. Młodymi… książkowa Katarzyna miała koło 20 lat, kiedy zmarła. Namiętne uczucie, jakie ogarnęło ją i Heathcliffa było bardzo niedojrzałe, jak i ona sama. Uważam, że 35 letnia Margot Robbie niespecjalnie się nadaje do roli nastolatki i bardzo młodej kobiety. Jej brat Hindley, nie istnieje, tak samo jak jej dziecko, również Katarzyna. W tej wersji Cathy umrze przed porodem. Ci, którzy znają książkę, wiedzą, że śmierć kobiety nie była absolutnie końcem historii, tutaj owszem. Nie ma w filmie złożoności charakterów ani uczuć, nie ma destrukcji, zemsty, toksyczności. A w miłość, tak ogromną, między Margot i Jacobem Elordii trudno uwierzyć. I jak na początku lekko się oburzyłam, że wiejską kobietę z Yorkshire Ellen zastąpiła Azjatka, to właśnie ona okazała się najbardziej interesującą postacią.
To może o aktorach 🙂 o Margot Robbie wspomniałam – jest przepiękna, ale to taka gotycka Barbie w nieodpowiednim do roli wieku. Już pomijam, że kolor włosów w powieści symbolizował temperament, dlatego Cathy była brunetką, a Linton i Izabela mieli blond włosy, tak samo, jak jej córka. No ok. Jacob Elordii jest wysoki i może na tym poprzestańmy. Reszta, oprócz azjatyckiej Ellen i może młodego Heathcliffa, granego przez nastolatka z Adolescence zlała mi się w jedno.
A na koniec, naprawdę nie wiem, co mogę uznać za największy krindż. Czy masturbację Katarzyny na wrzosowisku, czy sado maso seks służby w stodole, czy Izabelę szczekającą jak pies na łańcuchu, czy Heathcliffa galopującego na koniu w czerwonej poświacie zachodzącego słońca.