Jak na osobę niewierzącą, odwiedzam naprawdę sporą liczbę kościołów i katedr. Mamy taki zwyczaj z koleżankami, że w kościołach zapalamy świecę w intencji czego tam sobie akurat życzymy. Budynki sakralne lubię ze względu na architekturę, specyficzny, mistyczny klimat oraz nastrój, a w lecie dodatkowo jest tam chłodno 🙂 Do dziś pamiętam, jak w Monachium błąkałyśmy się z przyjaciółką od kościoła do kościoła, żeby jakoś przeżyć upał.
Będać w Londynie zawsze zaglądam do St Dunstan in the East, choć to jest jedynie malownicza ruina kościoła, przerobiona na publiczny ogród. Rozreklamowany przez instagrammerów, chyba nigdy nie jest pusty. Święty Dunstan był ongiś bardzo popularny i naprawdę dużo wiadomo o jego życiu, choć urodził się w 909 roku a zmarł w 988. Ponoć już od lat dziecięcych Dunstan wyróżniał się inteligencją i lotnością. Miał też szczęście, bo zmogła go jakaś dziwna choroba kiedy był jeszcze młodzieńcem i choć wszyscy myśleli, że się z tego nie wyliże, to chłopak cudownie ozdrowiał.

Dunstan uczył się „fachu” u irlandzkich mnichów w Glastonbury Abbey. Jego kościelna kariera rozkwitała i Dunstan stał się ulubieńcem króla Æthelstana, opatem klasztoru Glastonbury, a następnie arcybiskupem Canterbury. Podobno miał w swym życiu epizod, kiedy chciał zrezygnować ze stanu kapłańskiego i rzucić celibat, wtedy jednakże znów dopadła go tajemnicza choroba, wyglądająca na trąd. Ustąpiła, kiedy Dunstan przestał myśleć o ziemskich przyjemnościach. Podobno też sam diabeł kusił go, kiedy ten medytował w swojej samotni. Choć z diabłem Dunstan spotkał się już wcześniej, kiedy jako młody chłopak dorabiał sobie pracując w kuźni. Diabłu, który nie wiedzieć czemu się tam pojawił, przybił podkowę do kopyta, co spowodowało silny ból. Dunstan wymusił wtedy na diable, że ów nigdy nie wejdzie do domu, nad którego drzwami będzie wisieć podkowa. Tak właśnie podkowa stała się symbolem szczęścia.
Kolejnym obowiązkowym dla mnie punktem do każdorazowego odwiedzenia jest kościół Św Magnusa Męczennika – St Magnus the Martyr. Co to jest za przepiękne miejsce. W środku światło przedostaje się do wnętrza umieszczonymi wysoko oknami, do tego oszałamiająco pachnie kadzidłem. Pod jedną ze ścian stoi statua Magnusa, groźnie wyglądającego wikinga w hełmie z rogami. Kiedy byłam w Londynie w lutym, poprosiłam o coś Magnusa i to otrzymałam. Podczas mojej czerwcowej wizyty oczywiście chciałam iść do niego i podziękować 😉 Akurat trwała msza, więc cofnęłam się do wyjścia. Miły pan, który tam pracuje (?) dosłownie wybiegł za mną, mówiąc że nie ma problemu, mogę wejść. Odparłam, że msza, nie chcę przeszkadzać, jestem niewierząca. On na to że oni witają wszystkich. Ale jak chcę wrócić później, to msza się skończy za około pół godziny.
No więc wróciłam później i opowiedziałam panu o moich konszachtah z Magnusem, co mu (panu, nie Magnusowi) zrobiło dzień. A potem obfotografowałam wszystko i zrobiłam krótkie video na tik tok. St Magnus to wiking, prosto z wysp Orkney, gdzie w okolicach roku 1098 toczyły się „gry o tron” między dwoma braćmi – Paulem i Erlendem. Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta, więc znienacka na wyspy przybył król norweski (też Magnus) , obalił rządy braci i wsadził na tron swego syna Sigurda. Paul i Erlend dostali nakaz przesiedlenia się do Norwegii, gdzie szybko zmarli, a ich synowie Magnus (nasz Magnus) i Hakon (kuzyni) dołączyli do ekspedycji Wikingów, mającej na celu zaatakować Anglesey, walijską wyspę. Według przekazów Magnus odmówił wzięcia udziału w walkach. Uciekł ze statku, przedostał się do Szkocji i co tam robił, nie wiadomo, bo pojawił się ponownie dopiero po śmierci króla Magnusa, swego imiennika.

Sigurd po śmierci ojca wrócił do Norwegii, zostawiając Orkney pod władaniem Hakona, a po powrocie Magnusa obaj kuzyni mieli podzielić się władzą. Niestety, zaczęła się między nimi rywalizacja podsycana przez wrogów Magnusa. Kuzyni nie mogli się dogadać. W końcu w spór zaangażowały się strony neutralne, proponując spotkanie obu earlów w Wielkanoc w miejscowości Egislay. Oboje mieli zabrać z sobą tylko dwa statki i tę samą ilość ludzi. Ale Hakon nie zastosował się do zasad, przypłynął w osiem statków, znalazł i uwięził Magnusa. Ponoć Magnus nie obawiał się śmierci, ale tego, że Hakon będzie cierpiał z powodu złamania zasad i zabicia bezbronnych ludzi. Zaproponował 3 rozwiązania sytuacji – odesłania go z Orkney z zakazem powrotu, aresztowania i osadzenia w Szkocji bądź okaleczenia go i zamknięcia w lochu. Hakon miał chęć zgodzić się na to ostatnie, ale wysoko postawieni możni, którzy mieli dość konfliktu między kuzynami, zażądali, by albo jeden albo drugi zgodził się na śmierć. Hakon oczywiście takowej zgody nie wyraził ale Magnus się nie sprzeciwiał, więc został zabity. Ponoć wokól grobu Magnusa zaczęły dziać się cuda, a ziemia, wcześniej kamienista, pokryła się zielenią i roślinnością. Wiele chorych osób pielgrzymujących w to miejsce odzyskała zdrowie. Kult Magnusa zaczął się rozprzestrzaniać i w końcu uznano go oficjalnie za świętego.
Kościól jest interesującym miejscem również z tego powodu, że oryginalne wejście jest częścią poprzedniego London Bridge, który kiedyś wyglądał bardziej jak most we Florencji – z domami i sklepami. Przez łuk, który znajduje się na dziedzińcu kościoła, piesi wchodzili na most. W środku kościoła można podziwiać czterometrową makietę starego mostu, który służył Londyńczykom od 1176 do 1831 roku. Na pewno most był imponującą strukturą, wziąwszy pod uwagę, że domy miały około pięć pięter. Na początku i przy końcu mieściły się publiczne toalety. Gdybym miała wehikuł czasu, z radością przeniosłabym się do średniowiecznego Londynu, żeby go ujrzeć na własne oczy.
Ostatnim miejscem, które chcę polecić jest Westminster Cathedral – nie mylić z Abbey, w którym nigdy nie byłam, ale się pewnie kiedyś wybiorę. Katedra westminsterska nie jest zbyt wiekowa, bo wybudowano ją między 1895 a 1903 rokiem. W środku jest bardzo bizantyjsko, wszędzie są cudowne mozaiki w żywych kolorach, a ściany i podłoga wyłożone są ponad stu odmianami marmuru. Wieża widokowa była zamknięta, ale z tego co widziałam w internecie, widoki nie powalają.

Dostałam lekkiego uzależnienia od Londynu i już kombinuję, kiedy wybrać się tam znowu 🙂 Najprawdopodobniej już nie w tym roku, choć kto wie…
Londyn uzależnia, ja też tęsknię jak cholera 😉 Ślubuję pielgrzymkę na Magnusowe Orkady w przyszłym roku o ile „załatwi” to o co poprosiłam 🙏🏻. Jest tam katedra jemu poświęcona, jest i St Magnus Festival a do tego bardzo długie dni w czerwcu 🙂 W Katedrze Westminsterskiej jest o ile pamiętam ołtarz sw. Patryka – naturalnie zapaliłam tam świeczkę.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Chetnie bym sie dolaczyla tylko raczej nie mam stad bezp lotow 😦
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Ja też, w gre bedzie wchodzic albo przesiadka na ktoryms ze szkockich lotnisk albo ferry 🙂
PolubieniePolubione przez 1 osoba
No to mozemy pomyslec, jesli oczywiscie nie wolisz jechac sama 🙂
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Najpierw niech Magnus załatwi co ma załatwić 😄
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Zalatwi 🙂
PolubieniePolubienie
Jak ja uwielbiam te Twoje wycieczki, zawsze okraszone ciekawostkami i tyloma zdjęciami ❤
Wiesz, że ja prawdopodobnie gdzieś w trzewiach bloga mam historię świętego Magnusa? Może kiedyś napiszę 🙂
Swoją drogą to po pierwsze: dobrze mieć kontakty Tam Na Górze, niezależnie od prywatnych zapatrywań 😉
A po drugi, ciekawi mnie ta Anglesey w czasach Wikingów. Gdy byli tam Celtowie, Anglesey była największą szkołą kształcącą Drudiów w całym celtyckim świecie…
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Dziekuje 🙂 napisz napisz 🙂
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Pingback: Londyn i Galeria Portretów – Dublinia pisze
Pingback: Święty Marek, krucjata i Rumaki Lizypa – Dublinia pisze