Przy alpakach o pracy ;)

Jak pewnie wiecie z mojego Instagrama lub Facebooka, poprzedni weekend spędziłam na farmie alpak w Tuosist, w hrabstwie Kerry.
Byłam tam już rok temu, we wrześniu. Pamiętam, jak siedziałam sobie na ławce otoczona alpakami, obserwując zachód słońca. Kilka tygodni wcześniej zlikwidował się hotel, w którym pracowałam. Innej pracy, choć się nawet jedna od razu znalazła, nie było sensu brać, bo wszyscy prorokowali, że i tak niedługo będziemy ponownie zamknięci, tym razem na dłużej.
No więc tak siedziałam i myślałam, że za rok znów się tu wybiorę, ale wtedy sytuacja będzie inna, zarówno z Covidem, jak i z moim życiem zawodowym.

Teraz siedziałam sobie na tej samej ławce, otoczona tymi samymi alpakami, również pogrążona w rozmyślaniach o pracy. Tym razem problem był zgoła inny – otoż pracę jak najbardziej mam już od lutego. Lubię miejsce, gdzie jestem, ludzi, dziewczyny z biura, a przede wszystkim osiągnęłam już naprawdę spore rezultaty i efekty mojej pracy przerosły znacznie oczekiwania właścicieli i Generalnego Menadżera.

Ale znienacka odezwała się do mnie Group HR Manager, która rok wcześniej miała ze mną interview i zaproponowała mi posadę, którą odrzuciłam. Powiedziała mi wtedy, że ma nadzieję, iż pojawi się w przyszłości bardziej odpowiednia oferta dla mnie, i że będzie mnie mieć wtedy na uwadze. No i pojawiła się, na stanowisko Revenue Manager, w jednym z hoteli, oddalonym ode mnie zaledwie o pół godziny jazdy samochodem. To, co robiłam przez ostatnie prawie 10 lat, to praca Revenue & Reservations Manager. Niby brzmi podobnie, ale Revenue Manager jest oczko wyżej, jako że zajmuje się tylko revenue i jest ponad Reservations Manager. Do tego hotel jest częścią dość dużej grupy, zarządzającej ponad trzydziestoma obiektami w Irlandii, UK, Belgii i Holandii. Chcę być kiedyś Group Revenue Manager, taka praca bardzo pomogłaby mi w zobaczeniu, jak się w tym funkcjonuje.

Spotkałam się z GM i rozmowa trwała dosłownie pół godziny. Facet nie wydawał się za bardzo zainteresowany, więc nie spodziewałam się, że odezwą się do mnie ponownie. Ale się odezwano i poproszono na drugie interview, ponownie z nim, ale i z group HR manager. I wtedy okazało się, czemu na pierwszym spotkaniu GM był tak mało zaangażowany – otóż już o mnie słyszał, do tego skoro już wcześniej grupa zaproponowała mi pracę, znaczy się, jestem dobra i nie ma potrzeby mnie jakoś specjalnie przepytywać 🙂

Pogadaliśmy miło, ale wciąż jakoś specjalnie nie spodziewałam się, że mi tę pracę zaproponują. Z grupami jest tak, jak z hotelami pięciogwiazdkowymi. Nie lubią zatrudniać tych, którzy wcześniej nie pracowali w podobnym środowisku, choć dla mnie, z punktu widzenia pracy revenue, czy zarządzam hotelem trzy, cztero, czy pięciogwiazdkowym, albo takim, który jest częścią grupy, czy jest sam jeden, to jedno i to samo. No, tylko że tak zwanego bullshitu jest więcej, ale tego też się trzeba nauczyć i do tego przyzwyczaić. Rok wcześniej była inna sytuacja – praca miała być tylko na 6 miesięcy, na pokrycie urlopu macierzyńskiego. Hotel znajdował się obok tego, w którym wcześniej pracowałam, znałam ich klientów, systemy, potrzebowali kogoś takiego na szybko, ale i tylko na określony czas.

Ale w piątek zadzwoniono do mnie, że mają ogromną przyjemność zaproponować mi pracę za tyle a tyle. Oczywiście więcej niż zarabiam teraz, ale według mnie nie wystarczająco więcej. Powiedziałam więc prosto z mostu, że dziękuję, było miło i bye bye. Za jakieś 20 min przyszedł mi email z wyższą ofertą oraz kontraktem do przejrzenia. Nie odpowiedziałam, bo postanowiłam się z tym przespać. W sobotę, kiedy jechałam do Kerry, HR wysłała mi smsa, czy może miałam okazję zobaczyć nową ofertę i co o tym sądzę. Kiedy przyjechałam na miejsce, przejrzałam i stwierdziłam, że nie podobają mi się pewne punkty w kontrakcie. Odpisałam więc, że ponieważ takiego kontraktu nie akceptuję, to dziękuję, było miło, bye bye. Za chwilę dostałam następny sms – kontrakt jest zmieniony, jeśli jeszcze mam jakieś wątpliwości, to mam dzwonić o każdej porze.

No i wtedy pomyślałam – k..fa, naprawdę im zależy. Nie, żebym grała hard to get, ale nie byłam do końca przekonana, czy chcę już teraz odchodzić z obecnego miejsca pracy, gdzie mam już status gwiazdy. Pieniądze nie miały znaczenia, bo byłam przekonana, że dostanę więcej, jak tylko poproszę. Nigdy jednak nie skakałam z miejsca na miejsce, nie za bardzo lubię zaczynać coś nowego, skoro mi dobrze tam, gdzie jestem. Ale z drugiej strony – to wejście do grupy, zupełnie inny poziom, nowe doświadczenia. Miałam niemały dylemat. Po roztrząsaniu w koło wszelkich za i przeciw, przyjęłam ofertę.

Najtrudniejsza część była jednak dopiero przede mną, a mianowicie rozmowa z moim HR i właścicielami hotelu (nasza HR jest żoną jednego z nich) bo mój GM miał wolny poniedziałek.
Kiedy oznajmiłam Lizie, że odchodzę, ona od razu spytała – co mogę zrobić, żebyś została. Pieniądze nie mają znaczenia. Tego się spodziewałam, wyjaśniłam jednak, że nie chodzi o pieniądze, ale nowe doświadczenia i wyższe stanowisko. Potem rozmawiałam z właścicielami, którzy powiedzieli mi, że nigdy nie mieli nikogo tak dobrego jak ja, bla bla bla, że oczywiście rozumieją moje powody, ale mają nadzieję, że zmienię zdanie. Trzymałam się twardo i nie zmieniłam. Szczerze mówiąc, wciąż mam takie przelotne myśli, że może trzeba było jednak wziąć te dodatkowe tysiące i zostać jeszcze z rok. Ale skoro Wszechświat podsunął mi tę nową pracę, to pewnie ma ku temu powody. W końcu męczyłam go od dawna, że chcę, by moja kariera wystartowała w górę, że nie chcę utknąć na jakiejś ciepłej posadce, gdzie się nie rozwijam i stoję w miejscu, a może i się cofam. No to mam.

Ale jaki z tego wniosek. Rok wcześniej – zamknięty hotel, bezrobocie, zero perspektyw z powodu covida. Rok później – dwa hotele się o mnie biją i przebijają oferty. Przechodzimy w życiu czasm przez nieprzyjemne okresy, nie spowodowane naszymi decyzjami, ale okoliczościami. To jest tylko jakiś jeden krótki rozdział powieści. Wystarczy poczekać do jego końca i odwrócić stronę, a nowy rozdział przyniesie zupełnie coś innego. I wiecie co, – nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Wystarczy wierzyć, że Wszechświat jest z nami i czuwa. I zsyła to, co najlepsze.

11 uwag do wpisu “Przy alpakach o pracy ;)

  1. Ciekawe rozmyślania przy alpakach. ;D Jeśli o mnie chodzi, zawsze trudno mi się odchodzi z miejsc, gdzie dobrze mi się pracuje, bo wiadomo, trzeba się rozwijać, ale nigdy nie wiadomo czy w nowym miejscu atmosfera będzie tak fajna i tak dalej. Trzymam kciuki, żeby tak było! I gratulacje.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.